Menu close

Gawęda ropczycka o królu, rzece, świętej Barbarze i zielonej magii

MAJA W MAJU

Gawęda rop­czyc­ka o kró­lu, rze­ce, świę­tej Barbarze i zie­lo­nej magii

 

PROLOG — czy­li jak to wszyst­ko się zaczę­ło

Zanim jesz­cze Maja Popielarska posta­wi­ła sto­pę na rop­czyc­kiej zie­mi, zanim pelar­go­nie zaczę­ły kla­skać płat­ka­mi, a bluszcz wspi­nać się po altan­kach, Ropczyce już od daw­na cze­ka­ły na tę chwi­lę.

Bo Ropczyce mają w sobie coś, co przy­cią­ga ludzi, któ­rzy kocha­ją pięk­no. Może to Wielopolka, któ­ra pły­nie przez mia­sto jak srebr­na opo­wieść. Może to pomnik Kazimierza Wielkiego, któ­ry patrzy z ryn­ku jak straż­nik daw­nych cza­sów. A może to stud­nia świę­tej Barbary, któ­ra zna wszyst­kie sekre­ty mia­sta i potra­fi odbi­jać nie tyl­ko twa­rze, ale i histo­rie.

A że był maj — mie­siąc, któ­ry w Ropczycach pach­nie bza­mi, tru­skaw­ka­mi i świe­żo sko­szo­ną tra­wą — ludzie mówi­li:

— W maju wszyst­ko rośnie lepiej. A jak jesz­cze przy­je­dzie Maja… to już w ogó­le będzie cud.

I tak zaczę­ła się ta opo­wieść.

 

GAWĘDA PIERWSZA

Maja w Maju — o kró­lew­skim gro­dzie, rze­ce i kwia­tach

Powiem Wam, ludzie kocha­ni, że róż­ne cuda widzia­łam w Ropczycach, ale to, co wyda­rzy­ło się 29 maja 2026 roku, to nawet naj­star­si gawę­dzia­rze będą wspo­mi­nać przy her­ba­cie z lipy.

Tego dnia, kie­dy słoń­ce świe­ci­ło jak zło­ta pie­częć na kró­lew­skim doku­men­cie, na Rodzinne Ogródki Działkowe „Barbara” przy­szła Maja Popielarska. A że był to maj — mie­siąc, któ­ry sam w sobie jest świę­tem zie­le­ni — ludzie od rana powta­rza­li:

— Maja w maju? To musi być znak.

I mie­li rację.

O kró­lu, któ­ry pierw­szy poko­chał tę zie­mię

Dawno temu, zanim powsta­ły dział­ki, biblio­te­ka i rynek, na tę zie­mię przy­był inny gość — król Kazimierz Wielki.

Jechał kon­no przez doli­nę, a Wielopolka szem­ra­ła mu pod kopy­ta­mi jak srebr­na stru­na. Zatrzymał się na wzgó­rzu, spoj­rzał na oko­li­cę i rzekł:

— Tu będzie gród. Mocny, wier­ny i pra­co­wi­ty. Taki, jak lud, któ­ry tu miesz­ka.

I tak powsta­ły Ropczyce — kró­lew­skie, dum­ne, z ser­cem biją­cym w ryt­mie rze­ki.

Dziś król stoi na ryn­ku jako pomnik, patrzy na mia­sto z kamien­nej wyso­ko­ści i pew­nie myśli:

— A jed­nak mia­łem nosa.

O stud­ni świę­tej Barbary, któ­ra zna wszyst­kie sekre­ty mia­sta

A że Ropczyce mają swo­ją patron­kę — świę­tą Barbarę — to i stud­nia jej imie­nia nie jest zwy­czaj­na.

Mówią, że kto napi­je się z niej w maju, temu rosną w ser­cu dobre myśli, a w ogro­dzie — kwia­ty, nawet jeśli dotąd rosły tyl­ko pokrzy­wy.

Studnia pamię­ta kró­la, pamię­ta pierw­szych osad­ni­ków, pamię­ta burze i poża­ry. A teraz — pamię­ta tak­że dzień, kie­dy przy­szła Maja.

Jak Maja przy­szła na dział­ki i co z tego wyni­kło

Tego majo­we­go popo­łu­dnia ludzie zebra­li się na dział­kach „Barbara”, bo wieść o spo­tka­niu roze­szła się szyb­ciej niż zapach świe­żych tru­ska­wek.

Przyszli dział­kow­cy z konew­ka­mi, przy­szły dzie­ci z bukie­ta­mi mle­czy, przy­szły panie z biblio­te­ki, a nawet koty z pobli­skich ogród­ków — bo koty zawsze wie­dzą, gdzie dzie­je się coś cie­ka­we­go.

A kie­dy Maja weszła na teren dzia­łek, to jak­by ktoś odkrę­cił kurek z zie­le­nią. Pelargonie wypro­sto­wa­ły się jak żoł­nie­rze na ape­lu. Bratki zaczę­ły kiwać głów­ka­mi. A bluszcz wspiął się po altan­ce tak szyb­ko, jak­by chciał zoba­czyć, co się dzie­je.

Maja usia­dła na drew­nia­nej ław­ce, uśmiech­nę­ła się i powie­dzia­ła:

— Dzień dobry, Ropczyce!

A echo odpo­wie­dzia­ło jej tak rado­śnie, że nawet Wielopolka na chwi­lę przy­spie­szy­ła swój nurt.

 

GAWĘDA DRUGA

O spo­tka­niu przy stud­ni świę­tej Barbary

Kiedy spo­tka­nie dobie­gło koń­ca, Maja posta­no­wi­ła przejść się po Ropczycach. Bo jak tu być w maju w Ropczycach i nie zoba­czyć stud­ni świę­tej Barbary?

Podeszła do niej, zaj­rza­ła w głąb — a woda błysz­cza­ła jak lustro. I wte­dy zoba­czy­ła w odbi­ciu kobie­tę w dłu­gim płasz­czu, z lam­pą w dło­ni.

— Witaj, Maju, — powie­dzia­ła postać. — Święta Barbaro? — A któż­by inny?

Święta wyszła ze stud­ni lek­ko, jak­by była zro­bio­na z poran­nej mgły.

— Słyszałam, że przy­szłaś tu siać zie­leń i radość, — powie­dzia­ła. — A ja od wie­ków pil­nu­ję, żeby w tym mie­ście rosło to, co dobre.

Maja uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko.

— Każda rośli­na potrze­bu­je opie­ku­na, — odpar­ła. — A Ropczyce mają Ciebie.

Święta Barbara ski­nę­ła gło­wą.

— I mają też kró­la, — doda­ła. — On pierw­szy zoba­czył, że ta zie­mia ma w sobie coś wyjąt­ko­we­go. A teraz ty to pie­lę­gnu­jesz — po swo­je­mu, zie­le­nią.

A potem — znik­nę­ła. Jak zapach wio­sny, któ­ry nagle zmie­nia kie­ru­nek.

EPILOG

A kie­dy zapadł wie­czór nad Ropczycami, taki majo­wy, mięk­ki, pach­ną­cy bza­mi i świe­żo sko­pa­ną zie­mią, Wielopolka zaczę­ła szem­rać gło­śniej niż zwy­kle. Nie jak rze­ka, ale jak ktoś, kto ma do opo­wie­dze­nia coś waż­ne­go i nie chce, żeby kto­kol­wiek prze­ga­pił ani jed­ne­go sło­wa.

— Słuchajcie, ludzie, — szep­ta­ła. — Dziś wyda­rzy­ło się coś, co zapi­sze się w moich falach na dłu­go.

A ludzie, choć zaję­ci pod­le­wa­niem ogród­ków i zamy­ka­niem alta­nek, czu­li, że w powie­trzu uno­si się coś rado­sne­go. Coś, co zosta­je w czło­wie­ku jak melo­dia, któ­rą nuci się jesz­cze dłu­go po tym, jak ucich­nie.

Na ryn­ku pomnik Kazimierza Wielkiego patrzył na mia­sto z kamien­nej wyso­ko­ści. I choć nikt nie przy­zna się do tego gło­śno, wie­lu przy­się­ga­ło, że król… uśmie­chał się. Tak, jak­by chciał powie­dzieć:

— No, no… Widzę, że Ropczyce dalej trzy­ma­ją fason. W moich cza­sach też tak bywa­ło — maj był od świę­to­wa­nia, a nie od smut­ków.

A przy stud­ni świę­tej Barbary woda błysz­cza­ła jak sre­bro. Ktoś przy­szedł zaczerp­nąć kubek i aż się roze­śmiał:

— Patrzcie, jak ta woda tań­czy! Jakby sama świę­ta Barbara mie­sza­ła ją łyż­ką!

I może tak było. Bo od cza­su spo­tka­nia z Mają stud­nia mia­ła w sobie jakąś nową, rado­sną iskrę. Jakby świę­ta Barbara powie­dzia­ła:

— Niech się dzie­je dobro. Niech rośnie, niech kwit­nie, niech ludziom będzie lżej.

A Maja, idąc w stro­nę ryn­ku, spoj­rza­ła jesz­cze raz na rze­kę, na stud­nię, na mia­sto. I powie­dzia­ła cicho:

— Macie tu pięk­ną zie­mię. Dbajcie o nią, a ona odwdzię­czy się sto­krot­nie.

I wte­dy — jak­by na znak — z wie­ży kościo­ła zadzwo­nił dzwon. Tak rado­śnie, tak dono­śnie, że aż echo odbi­ło się od wzgórz i pole­cia­ło dalej, nio­sąc wieść:

„W Ropczycach maj trwa dłu­żej!”

A Wielopolka zaszem­ra­ła:

— Tak było w śre­dnio­wie­czu, tak jest i dziś. Bo tu, gdzie król zbu­do­wał gród, a świę­ta Barbara posta­wi­ła swo­ją stud­nię, radość ma dłu­gie korze­nie.

I tak koń­czy się ta opo­wieść — śmie­chem rze­ki, uśmie­chem kró­la i bły­skiem wody w stud­ni. A ludzie powta­rza­ją do dziś:

Kiedy Maja jestmaju — wszystko rośnie lepiej. A w Ropczycach

 — najlepiej.

 

Tekst i gra­fi­ka Grażyna Woźny – star­szy kustosz MiPBP w Ropczycach