Eugeniusz Bomba
Przygotowania do Kongresu Regionalizmu Polskiego w Poznaniu stały się dla Dębickich Zeszytów Historycznych okazją, by przypomnieć sylwetki osób, które od lat współtworzą życie społeczne naszego regionu. Jedną z nich jest dr Janusz Bieniasz – lekarz, społecznik, wieloletni działacz Polskiego Czerwonego Krzyża, organizator Mistrzostw Polski Lekarzy w Pływaniu, a prywatnie pasjonat filatelistyki i numizmatyki.
Choć jest postacią dobrze znaną mieszkańcom Dębicy, rzadko mówi o sobie. Tym bardziej warto przybliżyć jego działalność – zarówno tę sportową i społeczną, jak i tę związaną z popularyzacją krwiodawstwa czy lokalnej historii.
Spotkaliśmy się tuż przed rozpoczęciem XXI Mistrzostw Polski Lekarzy w Pływaniu, których dr Bieniasz jest przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego. To właśnie od tego tematu zaczęliśmy naszą rozmowę.
Dębica (22.04.2026). Janusz Bieniasz. Fot. autora
Eugeniusz Bomba.: Panie doktorze, dziękuję że znalazł Pan czas na podzielenie się interesującymi redakcję wiadomościami. Proszę opowiedzieć o Mistrzostwach Polski Lekarzy w Pływaniu, które rozpoczynają się w Dębicy.
Doktor Janusz Bieniasz: Mistrzostwa Polski Lekarzy w Pływaniu odbywają się w Dębicy już od 2005 roku. Obecne, w roku 2026, to już XXI mistrzostwa. Te pierwsze miały się odbyć w kwietniu, ale śmierć naszego papieża Jana Pawła II przeszkodziła nam w tym i odbyły się dopiero w październiku 2005 roku. Na tych pierwszych zawodach uczestników nie było za dużo. Natomiast w następnym roku mistrzostwa odbyły się już planowo w kwietniu i cieszyły się dużym zainteresowaniem.
Od tego czasu zawody trwają przez trzy dni. Zaczynają się w czwartek sesją popołudniową, następnie w piątek są dwie tury: rano i popołudniowa. Zakończenie jest w sobotę. Przy okazji mistrzostw odbywają się wykłady wybitnych ludzi nie tylko z medycyny sportowej, ale z różnych dyscyplin medycznych. Odbywają się też spotkania integrujące, a taką kulminacją jest wycieczka, która jest w ostatni dzień mistrzostw. Koleżanki i koledzy zwiedzają największe atrakcje turystyczne Podkarpacia i Małopolski. Byliśmy w bardzo wielu miejscach. Jest to odpoczynek po trudach sportowych.
Kończymy zawsze te mistrzostwa w sobotę taką uroczystością „pucharową”, jak ja to mówię. Wręczamy najlepszym drużynom puchary. W tym roku 2026 będą już XXI zawody. W okresie pandemii był rok przerwy — obiekty sportowe były zamknięte. Dlatego te z 2020 roku zrobiliśmy dopiero w 2021 roku. Frekwencja była znacznie mniejsza, bo na przykład w tym roku mamy ok. 100 pływających lekarzy.
Oprócz tego mamy w tradycji taką sztafetę rodzinną. Rodzice z dziećmi, nawet dziadkowie z wnukami, startują w takich pływackich sztafetach rodzinnych. Jest przy tym bardzo rodzinna atmosfera. Dzieci dostają jakieś gadżety, suweniry — zwłaszcza te najmłodsze, które mają szansę przepłynąć 50 metrów. W Polsce tych basenów 50-metrowych nie jest za dużo. Dębica, oprócz Ostrowca, to chyba najstarsze „pięćdziesiątki” w Polsce. To jest frajda dla tych dzieciaków i tych rodzin, które są wspólnie z nimi.
Według mnie są to „fajne” mistrzostwa — na poważnie, bo konkurencja jest bardzo zażarta. Zawodnicy startują w pięciu kategoriach wiekowych. Trudno, żeby dwudziestopięcio- czy dwudziestosiedmiolatek po ukończeniu studiów medycznych konkurował z panem profesorem, który ma lat osiemdziesiąt, a mamy takich uczestników. Program jest zbliżony do programu Mistrzostw Świata, czyli mamy właściwie wszystkie konkurencje i dyscypliny pływackie jak dla profesjonalistów. Mamy nawet te maratony pływackie: 1500 czy 800 metrów. Program jest zapięty na ostatni guzik, jak to się mówi.
Jest to duża atrakcja dla tych wszystkich rodzin, bo duch sportowy w nich jest bardzo duży. Walka jest zaciekła, żeby wywalczyć ten medal w jakimś kolorze i puchar. Wśród zawodników mamy takich, którzy kiedyś pływali w pływackich klubach studenckich, zwłaszcza w tych dużych miastach jak Łódź, Szczecin, Warszawa czy Lublin. To są ludzie ze stopniami naukowymi, bo mamy zawsze kilku profesorów medycyny, którzy konkurują z resztą zawodników. Atmosfera jest sportowa i jednocześnie taka towarzyska, integrująca środowisko lekarskie.
E.B.: Proszę teraz opowiedzieć o Pana działalności w Polskim Czerwonym Krzyżu i o krwiodawstwie.
J.B.: W Polskim Czerwonym Krzyżu jestem od czterdziestu lat. W 1988 roku mój śp. ordynator, nauczyciel, doktor Zbigniew Pająk, który był wtedy szefem PCK oddziału powiatowego, zachęcił mnie do pracy w tej organizacji. Zostałem wtedy jego zastępcą, a w 1990 roku prezesem i od tego czasu pełnię już 10. kadencję szefowania dębickiej organizacji czerwonokrzyskiej.
Głównym moim zadaniem jako lekarza jest propagowanie krwiodawstwa. Propagujemy to z wieloma wybitnymi krwiodawcami, jak pan Zbigniew Szurek. Staramy się angażować młodych ludzi — z sukcesami. Jesteśmy chyba jedyni na Podkarpaciu, że we wszystkich szkołach średnich naszego powiatu dębickiego są i działają Młodzieżowe Kluby Krwiodawców. Jedne są bardziej aktywne, drugie mniej. Jednym z najbardziej aktywnych jest Klub Krwiodawców przy szkole w dębickim „ekonomiku”. Jest to klub, który co roku wypuszcza nowych absolwentów, którzy później oddają krew już w życiu dorosłym — na uczelniach czy w pracy zawodowej.
Mogę powiedzieć, że mamy duży sukces, bo w ubiegłym roku po raz pierwszy dębicki Czerwony Krzyż przekazał ponad 3000 litrów krwi. Mamy aktywnych ok. 1000 krwiodawców. Niektórzy oddają krew bardzo systematycznie, niektórzy rzadziej — i to krwiodawstwo utrzymuje się na wysokim poziomie już kilkanaście lat. Bardzo mnie to cieszy, bo ta krew jest pomocna i dla dębickiego szpitala, ale również dla klinicznych szpitali, np. w Rzeszowie.
Oddawaliśmy krew, gdy rozpoczęła się wojna na Ukrainie. Krew od dębickich krwiodawców pojechała do szpitali lwowskich. Zajmujemy się też propagowaniem oświaty zdrowotnej, mamy konkursy plastyczne i konkursy wśród klubów krwiodawców. Przede wszystkim uaktywniamy młode pokolenie do profilaktyki prozdrowotnej i do oddawania krwi. Mimo coraz bardziej nowoczesnych metod medycyny krwi nikt nie zastąpi. Ta krew w bardzo dużych ilościach jest potrzebna w bardzo specjalistycznych zabiegach operacyjnych: kardiochirurgicznych czy neurochirurgicznych.
Słyszymy czasem w okresach wakacyjnych, że krwi brakuje. Ja nie słyszałem, żeby w dębickim szpitalu były jakieś problemy. Na bieżąco ta krew jest tutaj u nas oddawana. Mamy kilku krwiodawców z bardzo rzadkimi grupami. Bardzo długi czas krwiodawcy z dębickiego Stomilu jeździli do Klinik Hematologii w Prokocimiu i tam oddawali krew dla dzieci chorych hematologicznie. Staramy się, żeby ten rozwój krwiodawstwa nie był zahamowany i żeby przybywało nowych, młodych krwiodawców.
E.B.: Zapytam teraz o Pana hobby, czyli o Pana zainteresowanie filatelistyką.
J.B.: Moje zainteresowanie filatelistyką trwa już ponad 30 lat. Zachęcił mnie ktoś z mojej rodziny, już nie pamiętam. Miałem stary klaser ze znaczkami polskimi — i tak to się zaczęło. Wciągnął mnie do Koła Filatelistycznego w Dębicy nieżyjący już mój wspaniały kolega, pan doktor Henryk Granatowicz, bardzo znany tutejszy chirurg. On zachęcił mnie, żebym do tego klubu wstąpił. Bodajże w 1996 roku wstąpiłem i do tej pory jestem członkiem.
Interesuję się znaczkami polskimi, również kopertami, całostkami polskimi. Mam duży wybór tak zwanych całostek papieskich z naszym Ojcem Świętym — to moje takie drugie hobby filatelistyczne. Interesuję się też numizmatyką, czyli zbieraniem monet polskich i banknotów. Znaczki mam te wydane od czasów Drugiej Rzeczypospolitej. Może mam małe braki, ale w większości mam.
Poza tym ta filatelistyka zachęciła mnie do współpracy z panem Edwardem Madejskim — z okazji mistrzostw, rocznic, czy to Klubu Krwiodawców, czy Polskiego Czerwonego Krzyża, wydajemy takie indywidualne znaczki. Mam cały zbiór tych znaczków, czy to w arkuszach, czy to na kopertach, czy pojedyncze egzemplarze. Oprócz tego działam w TPZD i Związku Piłsudczyków. Ostatnio dużo czasu poświęcam też moim wnuczkom.
E.B.: Panie doktorze, dziękuję za interesującą rozmowę i poświęcony czas.



