Menu close

Aresztowanie rodziny Wójcików w Małej

Jan Swół

O aresz­to­wa­niu sze­ścio­oso­bo­wej rodzi­ny Wójcików ze wsi Mała w okre­sie oku­pa­cji byłym powie­cie dębic­kim pisa­no wie­lo­krot­nie przy róż­nych oka­zjach. Dramatyczne wyda­rze­nia i opi­sy z tym zwią­za­ne spo­ty­ka­my w arty­ku­łach pra­so­wych oraz opra­co­wa­niach doku­men­tu­ją­cych ich prze­bieg. Jak wspo­mi­na Antoni Wójcik jeden z ura­to­wa­nych człon­ków rodzi­ny, wcze­sna wio­sna 1943 r. sta­ła się dla rodzi­ny wiel­ką tra­ge­dią. Dla nie­ży­ją­cych rokiem ostat­nim ich życia, dla pozo­sta­łych począt­kiem ponie­wier­ki, życia w cią­głym stra­chu i stre­sie, czę­sto głod­nych dni, nocy zim­nych i mroź­nych pod gołym nie­bem. Od rela­cji bez­po­śred­nich świad­ków owych zda­rzeń zacznie­my pozna­wać zda­rze­nia towa­rzy­szą­ce aresz­to­wa­niu w nocy z 2/3 kwiet­nia 1943 r.

Powrót do tych zda­rzeń jest czę­ścią pro­ce­su badaw­cze­go, zmie­rza­ją­ce­go do uszcze­gó­ło­wie­nia prze­bie­gu nie­miec­kiej pro­wo­ka­cji w Sokole, przy wyko­rzy­sta­niu wie­dzy kry­mi­na­li­stycz­nej oraz mate­ria­łów znaj­du­ją­cych się w zaso­bach archi­wal­nych Instytutu Pamięci Narodowej. Dotychczasowe usta­le­nia, któ­re mają odzwier­cie­dle­nie we wcze­śniej­szych arty­ku­łach, wyka­zu­ją potrze­bę takich badań. Autor jest zwo­len­ni­kiem zasa­dy, że pod­sta­wą opi­sów oraz for­mu­ło­wa­nych ocen, powin­ny być infor­ma­cje pocho­dzą­ce od źró­deł, któ­re każ­dy może zwe­ry­fi­ko­wać.

Miejsce zda­rze­nia i jego poło­że­nie

Zanim pozna­my to, co utrwa­li­ło się w pamię­ci świad­ków w związ­ku akcją nie­miec­kie­go oku­pan­ta, krót­kie nawią­za­nie do malow­ni­cze­go poło­że­nia wnio­ski oraz usy­tu­owa­nia domu rodzi­ny Wójcików. Według Sabiny Wójcik[1] pierw­sza wia­do­mość wymie­nia­ją­ca nazwę wsi Mała pocho­dzi z roku 1353. Legenda mówi, że gdy mie­rzo­no wsie i nada­wa­no im nazwy, zabra­kło cza­su na zmie­rze­nie przy­bli­ża­ne­go tere­nu i ten skra­wek zie­mi nazwa­no Mała.

Prawdopodobne jest, że Mała podob­nie jak sąsied­nia wieś Niedźwiada, była kró­lewsz­czy­zną daro­wa­ną w XVI lub w począt­kach XVI w. wła­ści­cie­lom Małej, któ­ry­mi byli Rafał i Elżbieta Łyczkowie. Od tego cza­su wieś przy­na­le­ża­ła do dwo­ru. We wsi miesz­ka­li wów­czas kmie­cie i zagrod­ni­cy. Jeżeli cho­dzi o kształt wsi, trud­no jest dziś usta­lić, jakim był on pier­wot­nie. Wioska dzie­li się na dwie czę­ści: Małą Górną oraz Małą Dolną. Idąc z Kamieńca (naj­wyż­sze wznie­sie­nie w obrę­bie wsi), nale­ży przejść od Górnej Małej przez kil­ka przy­siół­ków do Dolnej Małej. Wieś posia­da nastę­pu­ją­ce przy­siół­ki: Folwark, Dwór, Na górze, Różańcówki, Krzyżanówki, Za górą, Granice, Miklosówka, Magierówka, Pod bucem, Porąbka i inne[2]. Domy wraz z zabu­do­wa­nia­mi gospo­dar­czy­mi roz­rzu­co­ne są jak w Rzymie, na 10 wzgó­rzach.

 

Źródło: Przysiółki Małej, https://www.miejscowosc-mala.pl/przysiolki/

Mała była typo­wą wsią rol­ni­czą. Podstawowym źró­dłem utrzy­ma­nia była pra­ca na roli. W Małej ist­nia­ły dwa fol­war­ki: jeden w pobli­żu kościo­ła, nale­żą­cy do powstań­ca z 1831 r., Bobrowicza, póź­niej zamiesz­ka­li w nim Elżbieta i Rafał Łyczkowie, wła­ści­cie­le wsi, dru­gi zaś na zachod­nim krań­cu wsi, nad poto­kiem, nazwa­ny Pustkami[3], któ­ry był wła­sno­ścią Heleny i jej męża Stefana Popiela. Obydwa dwo­ry zosta­ły roz­par­ce­lo­wa­ne mię­dzy miej­sco­wą lud­ność w stycz­niu 1945 r.

Nieopodal nie­ist­nie­ją­ce­go fol­war­ku Popielów oraz od dro­gi pro­wa­dzą­cej przez wieś, znaj­do­wa­ło się gospo­dar­stwo Józefa i Heleny Wójcików. Niewiele o nim wia­do­mo, jeże­li będzie­my bra­li pod uwa­gę użyt­ki rol­ne. Jak na warun­ki oku­pa­cyj­ne, Wójcikowie trud­nią­cy się tkac­twem, z pew­no­ścią żyli na wyż­szym stan­dar­dzie ani­że­li wie­lu innych miesz­kań­ców, zwłasz­cza tych, któ­rzy miesz­ka­li w pobli­skiej Dębicy czy Ropczycach.

Dzięki pod­ję­tym dzia­ła­niom, auto­ro­wi uda­ło się odtwo­rzyć naj­istot­niej­sze ele­men­ty wcho­dzą­ce w skład inte­re­su­ją­ce­go nas gospo­dar­stwa. Mapy oraz infor­ma­cje – jak zało­żo­no — będą sta­no­wić uzu­peł­nie­nie rela­cji świad­ków tych zda­rzeń oraz ich tra­gicz­nych następstw. Mała gra­ni­czy na pół­no­cy z Niedźwiadą, na zacho­dzie z Głobikową, na wscho­dzie z Glinikiem. Na kopii mapy kata­stral­nej od fol­war­ku jako punk­tu wyj­ścia, patrząc w kie­run­ku pra­we­go gór­ne­go rogu, znaj­do­wa­ło się gospo­dar­stwo Wójcików. Położone było przy polnej dro­dze na tere­nie opa­da­ją­cym stro­ną pół­noc­ną ku poto­ko­wi.

 

Źródło: Starosta Ropczycko-Sędziszowski, kopia mapy ewi­den­cyj­nej (mapa kata­stral­na). Materiał archi­wal­ny, udo­stęp­nio­no 30.09.2025.

Pomoc oka­za­na auto­ro­wi m.in. przez Jana Czernika oraz Wojciecha Mirusa sprzy­ja­ła uzy­ski­wa­niu przy­dat­nych infor­ma­cji. Pierwszego z wymie­nio­nych uła­twił odszu­ka­nie map oraz usta­le­nie zmian, jakie nastą­pi­ły po tra­gicz­nej nocy 2/3 kwiet­nia 1943 r. W. Mirus nie był świad­kiem zda­rze­nia. Informacje, jaki­mi podzie­lił się pod­czas wywia­du, mówią o fak­tach, któ­re wcze­śniej nie były opi­sy­wa­ne. Wiadomości dają peł­niej­szy obraz oko­licz­no­ści aresz­to­wa­nia rodzi­ny Wójcików oraz uła­twia­ją doko­ny­wa­nie ocen. Oczekiwać może­my peł­niej­szej wie­dzy o wyda­rze­niach mają­cych zwią­zek z tym aresz­to­wa­niem.

 

Mała (11.04.2025). Droga polna pro­wa­dzą­ca do spa­lo­ne­go przez Niemców domu Wójcików. Widok od stro­ny asfal­to­wej dro­gi prze­bie­ga­ją­cej przez wieś. Zdj. arch. DZH

Wojciech Mirus o infor­ma­cjach od bab­ci

W kwiet­niu 2025 r. tj. 82 lata po roz­strze­la­niu rodzi­ny Wójcików na cmen­ta­rzu żydow­skim w Dębicy, W. Mirus podzie­lił się wia­do­mo­ścia­mi o tre­ści przy­ta­cza­nej poni­żej[4].

Jestem miesz­kań­cem Małej. Mój obec­ny dom stoi w miej­scu, w któ­rym w kwiet­niu 1943 roku woj­sko nie­miec­kie zatrzy­ma­ło samo­cho­dy, któ­ry­mi przy­je­cha­li aresz­to­wać rodzi­nę Wójcików. Ja nie byłem tego świad­kiem. Informacje posia­dam od mojej bab­ci Jadwigi Czarneckiej, któ­ra mi o tych zda­rze­niach opo­wia­da­ła. Mieszkała z mężem oraz z trze­ma cór­ka­mi powy­żej domu Wójcików. Moja mama mia­ła wów­czas osiem lat. Dziadek w domu wyra­biał tka­ni­ny. Maszynę do ich wytwa­rza­nia widzia­łem oso­bi­ście.

Informacjami bab­ci nie byłem spe­cjal­nie zain­te­re­so­wa­ny. Miałem wów­czas oko­ło 15 lat. Nie dopy­ty­wa­łem o szcze­gó­ły. W tym domu się wycho­wy­wa­łem. Dom stał bli­żej dro­gi bie­gną­cej przez wieś. Prowadziła do nie­go dro­ga polna, tak­że do domu Wójcików a dalej do stru­my­ka. Nie wiem, czy miał lub ma jakąś nazwę. Poniżej w bez­po­śred­nim sąsiedz­twie miesz­kał Józef Wójcik z rodzi­ną. Za gospo­dar­stwem Wójcików nikt nie miesz­kał. Od domu Wójcików w kie­run­ku stru­my­ka wyko­na­no pod­ziem­ny tunel (pod­kop), któ­rym nastą­pi­ła uciecz­ka synów Wójcików. Jego poło­że­nie jest mi zna­ne z opo­wia­dań, a ponad­to jak upra­wia­łem zie­mię, to widać było, że w tym miej­scu było inne jej ukształ­to­wa­nie, a zie­mia nie była taka zbi­ta. Po desz­czu miej­sce to odróż­ni­ło się od pozo­sta­łe­go grun­tu, gdyż zie­mia była bar­dziej wil­got­na.

Niemcy jak przy­je­cha­li do Małej w cza­sie oku­pa­cji, to weszli do domu, gdzie miesz­ka­ła bab­cia. Sprawdzili, czy nie ma w domu obcych osób i wyszli. Babcia mówi­ła, że Niemcy oto­czy­li gospo­dar­stwo Wójcików. Po aresz­to­wa­niu rodzi­ny Wójcików pod­pa­li­li dom oraz zabu­do­wa­nia gospo­dar­cze Wójcików, strze­la­jąc rakie­ta­mi zapa­la­ją­cy­mi z miej­sca, z któ­rym sta­ły samo­cho­dy. Rodzinę Wójcików dopro­wa­dzi­li do tego miej­sca, gdzie sta­ły samo­cho­dy, a następ­nie zabra­no do Dębicy na gesta­po. Aktualnie w tym miej­scu stoi mój nowy dom. Jak dłu­go nie­miec­cy żoł­nie­rze prze­by­wa­li w tym miej­scu – wia­do­mo­ści nie posia­dam.

 

Mała (11.04.2025). Po lewej miej­sce daw­ne­go gospo­dar­stwa Wójcików. Na dal­szym pla­nie dom wybu­do­wa­ny na grun­cie, gdzie Niemcy wg roz­mów­cy zapar­ko­wa­li samo­cho­dy. Fot. arch. DZH

Zabudowania Wójcików ule­gły cał­ko­wi­te­mu spa­le­niu. Dom mojej mamy został roze­bra­ny i po gospo­dar­stwie tym prak­tycz­nie nie ma śla­du. Chyba że na mapach. Na daw­nej dział­ce rodzi­ny Wójcików, któ­rą kupił mój ojciec, posta­wio­na zosta­ła naj­pierw sto­do­ła, a potem ja posta­wi­łem dom. Był to dom kupio­ny na innej wsi i tutaj przy­wie­zio­ny w ele­men­tach. Postawiony został na miej­scu, gdzie kie­dyś sta­ła sto­do­ła. Stoi w tym samym miej­scu do dzi­siaj. Elementy kon­struk­cji beto­no­wej przy sto­do­le, wyko­na­ne zosta­ły przez ojca. W miej­scu obec­nie sto­ją­cej sto­do­ły stał dom. Przed domem po pra­wej stro­nie od drzwi – patrząc od wyj­ścia z domu (przy prze­bie­ga­ją­cej dro­dze koło gospo­dar­stwa) była piw­ni­ca wyko­pa­na w zie­mi. Miała wej­ście od stro­ny podwó­rza. Z piw­ni­cy tej wyko­rzy­sty­wa­li­śmy kamie­nie do budo­wy. Po tej piw­ni­cy nie ma śla­du. W nie­da­le­kiej odle­gło­ści od niej rosły dwie gru­sze. Część pnia jed­nej z nich zacho­wał się do tego cza­su. Czy gospo­dar­stwo Wójcików było ogro­dzo­ne? Na ten temat nie posia­dam wia­do­mo­ści.

 

Mała (11.04.2025). Ukształtowanie tere­nu. Widok na sto­do­łę (daw­niej dom) od stro­ny stru­my­ka. Zdj. arch. DZH

 

Aktualny kształt grun­tu oraz umiej­sco­wie­nie budyn­ku miesz­kal­ne­go (m1), sto­do­ły oraz budyn­ku gospo­dar­cze­go (g1). Źródło: Starostwo Ropczycko-Sędziszowskie, kopia mapy ewi­den­cyj­nej (obręb Mała), udo­stęp­nio­no 30.09.2025.

Tragiczna w skut­kach noc 1943 roku w Małej

W nocy w Małej poja­wi­ły się nie­miec­ka kolum­na, idą­ca od stro­ny Wielopola Skrzyńskiego. Wynika to z usta­leń Wojciecha Wójcika[5]. Z zeznań mat­ki Bronisława Longosza wia­do­mo, że po aresz­to­wa­niu syna, nie­miec­ka eks­pe­dy­cja uda­ła się do wsi Mała. Nic nie sprze­ci­wia się przy­ję­ciu (poza nie­zgod­no­ścią daty zda­rze­nia), że infor­ma­cja ta nie jest praw­dzi­wa. Opis ope­ra­cji pod­ję­tej przez nie­miec­kie służ­by, nie­zgod­ność tę pozwa­la oce­niać jako nie­istot­ną dla czy­nio­nych tutaj roz­wa­żań. Nie ozna­cza to, że dzień aresz­to­wa­nia nie ma zna­cze­nia przy rekon­struk­cji inte­re­su­ją­cych nas zda­rzeń.

W pierw­szej kolej­no­ści wyda­rze­nia tam­tej nocy pozna­my na pod­sta­wie wspo­mnień Antoniego Wójcika, syna Józefa i Heleny, któ­ry dzię­ki szczę­śli­we­mu zbie­go­wi oko­licz­no­ści ura­to­wał swo­je życie. Jest bez­po­śred­nim świad­kiem aresz­to­wa­nia jego rodzi­ny. Swoje prze­ży­cia z tym zwią­za­ne upa­mięt­nił we wspo­mnie­niach utrwa­lo­nych pió­rem ponad czte­ry deka­dy póź­niej. Fakty, któ­re zosta­ną przy­to­czo­ne, pocho­dzą ze wspo­mnień A. Wójcika napi­sa­nych w Chicago[6]. Ta infor­ma­cja wyda­je się istot­ną z dwóch powo­dów. Pojawiły się bowiem wspo­mnie­nia na stro­nie inter­ne­to­wej, któ­re nie odzwier­cie­dla­ły peł­nej ich tre­ści. Po wtó­re, ich autor nie for­mu­łu­je oskar­żeń w sto­sun­ku do oso­by, któ­rej inni przy­pi­su­ją nie­go­dzi­we postę­po­wa­nia. Inaczej mówiąc, Mieczysław Bochniewicz – nega­tyw­ny boha­ter, według innych pro­wo­ka­tor, nie­miec­ki kon­fi­dent i zdraj­ca kole­gów ze szkol­nej ław­ki, nie poja­wia się wprost we wspo­mnie­niach A. Wójcika. Czym to tłu­ma­czyć?

Świadkiem tra­gicz­nych zda­rzeń był tak­że W. Wójcik (ps. Dworzan) oraz Franciszek Wójcik – brat Antoniego. Pierwszy z nich nie był człon­kiem rodzi­ny. W roku 1992 wydał książ­kę, w któ­rej opi­sał m.in. inte­re­su­ją­ce nas zda­rze­nia. Materiały IPN zawie­ra­ją tak­że treść jego zeznań, jakie zło­żył w śledz­twie w 1986 r. Poznamy je nie­ba­wem. W tre­ści poja­wia się oso­ba M. Bochniewicza.

Antoni Wójcik o aresz­to­wa­niu człon­ków rodzi­ny

Czas oku­pa­cji w swo­ich wspo­mnie­niach A. Wójcik nazy­wa nowym eta­pem życia w rodzi­nie. Dalej było cięż­kie, na doda­tek pod ter­ro­rem oku­pan­ta, lecz trze­ba było je pro­wa­dzić. Niemcy coraz czę­ściej i śmie­lej zaczę­li odwie­dzać wio­skę – wspo­mi­na. „Na począt­ku tyl­ko za inwen­ta­rzem i zbo­żem, ale kie­dy już na dobre roz­go­rza­ła na wscho­dzie woj­na i stra­ty były wiel­kie, zaczę­li robić najaz­dy na domy poło­żo­ne w odda­le­niu od wsi, naj­wię­cej na takie co były w pobli­żu lasu. Bo już zaczę­ły się two­rzyć gru­py, któ­re może nic nie mia­ły wspól­ne­go z praw­dzi­wą Armią Krajową, a zacho­wa­niem swo­im nie dawa­ły dobre­go świa­dec­twa. Były to rzad­kie wypad­ki, ale za to dla Niemców była to pod­sta­wa do robie­nia najaz­dów i nisz­cze­nia rze­ko­mych ban­dy­tów. Zaczęto robić najaz­dy na odosob­nio­ne domy, zabie­ra­li ludzi, któ­rzy w wie­lu wypad­kach nie mie­li poję­cia, za co są zabie­ra­ni”[7].

Niepowodzenia Niemców na wscho­dzie skut­ko­wa­ły poja­wie­niem się dezer­te­rów z fron­tu. Wielu wśród nich było Austriaków, któ­rym poma­ga­no. „Być może i mię­dzy nimi byli źli ludzie, ale i tym jeże­li chcie­li pomo­cy, była ona dostar­cza­na. (…) Nigdy pla­ny i nadzie­je nie były i nie są gwa­ran­cją tego, na co się cze­ka, nasze nadzie­je rów­nież pomi­mo wszel­kiej moż­li­wej ostroż­no­ści, zawio­dły. Możliwe, że do tego przy­czy­ni­ło się i to, że mie­li­śmy warsz­ta­ty tkac­kie, co powo­do­wa­ło, że sta­le do domu przy­cho­dzi­li ludzie i nie zawsze zna­jo­mi, bo rów­nież z sąsied­nich wsi, a trzech doro­słych ludzi w domu mogło komuś być prze­szko­dą”[8].

Na przy­pusz­cze­nia te A. Wójcik nie podej­mu­je pró­by odpo­wie­dzi. O kon­se­kwen­cjach domy­ślać się moż­na po opi­sie oko­licz­no­ści aresz­to­wa­nia. „Rok 1943 wcze­sną wio­sną stał się dla całej rodzi­ny wiel­ką tra­ge­dią. Dla nie­ży­ją­cych rokiem ostat­nim, a dla pozo­sta­łych począt­kiem ponie­wier­ki, stra­chu, czę­sto głod­nych dni i nocy zim­nych i mroź­nych pod gołym nie­bem.

W począt­ku kwiet­nia tegoż roku o godzi­nie dru­giej nad ranem, kie­dy jak naj­bar­dziej nic nie zapo­wia­da­ło żad­ne­go nie­bez­pie­czeń­stwa, bo ja o pierw­szej idąc do domu, nicze­go nie mogłem zauwa­żyć, tym bar­dziej że jak zawsze pies wyszedł do mnie jak każ­dym innym razem, z dale­ka mnie wyczuł, a tej nocy jak­by na iro­nię nicze­go i on nie prze­czuł, widocz­nie jesz­cze [Niemcy – JS] byli bli­sko trzech kwa­dran­sów od domu.

Jeszcze nie zasną­łem, kie­dy pies gwał­tow­nie zaczął szcze­kać i zaraz moc­ne puka­nie do drzwi, któ­re nie mogło nic dobre­go wró­żyć, tym bar­dziej że za drzwia­mi ode­zwał się po pol­sku poli­cjant, nas trzech weszli­śmy do kry­jów­ki [A. Wójcik, brat Franciszek oraz W. Wójcik-JS]. Jeden miał legi­ty­ma­cję Straży Pożarnej, któ­ra mia­ła gwa­ran­to­wać przed łapan­ka­mi i wywo­że­niem i Ojciec, że już pode­szły wiek, to też na wywóz­kę się nie nada­wał, poza tym byli Matka, dwie sio­stry i naj­młod­szy brat.

Kiedy byli­śmy jesz­cze w zasię­gu [w piw­ni­cy – JS], że sły­sze­li­śmy gło­sy w domu, sta­ło się jasne, że nie jest to jakaś łapan­ka, ale że zabie­ra­ją wszyst­kich i pyta­ją o resz­tę. Nie było cza­su na dal­sze słu­cha­nie, zabra­li­śmy dwa kara­bi­ny i RKM, wypeł­zli­śmy za ogro­dze­nie i tu zoba­czy­łem, że na każ­dym rogu pło­tu stoi po dwóch Niemców, a że ostat­ni wycho­dzi­łem, zauwa­żo­no mnie, gdy zabez­pie­cza­łem wyj­ście, a że oni sta­li oko­ło trzy­dzie­stu metrów, a tej nocy lek­ko padał śnieg, choć dobrze zie­mi nie przy­krył, to ja pochy­lo­ny nie bar­dzo byłem widocz­ny.

Ale jak zaczą­łem bie­gnąć w stro­nę poto­ku, ode­zwa­ły się strza­ły, a kule ponad gło­wą było dobrze sły­chać. Dzięki temu, że bie­głem w dół, dobie­głem krza­ków, a że Niemcy bie­gli za mną odda­łem dwa strza­ły. Brat co pierw­szy wyszedł i już był w krza­kach, żeby nie dać zejść z linii ognia też oddał strzał, trze­ci ten, co się u nas ukry­wał, miał RKM, ale nie mógł być uży­ty, cho­ciaż­by na jego wagę”[9].

Dla peł­niej­sze­go obra­zu uda­nej uciecz­ki dodać nale­ży, że nie­miec­cy żoł­nie­rze uciecz­ką trój­ki męż­czyzn byli chy­ba zasko­cze­ni, nie bar­dzo wie­dzie­li co robić, rakie­ta­mi oświe­tli­li teren. „Przynieśli do domu ran­ne­go Niemca, zała­do­wa­li na nasz wóz, zaprzę­gli kro­wy, a już do dnia świe­ci­li na polu. Rannego okry­li pie­rzy­ną i jak się dzień zro­bił, odje­cha­li, pod­pa­la­jąc dom i sto­do­łę”[10]. Pisze, że pości­gu nie pod­ję­li, bojąc się ciem­no­ści. Kiedy A. Wójcik chciał podejść bli­żej, żeby zoba­czyć co się wokół domu dzie­je, strze­la­no do nie­go i prze­strze­lo­no jego kape­lusz. Pisze rów­nież, że dom był oto­czo­ny dwo­ma pier­ście­nia­mi woj­sko­wych. „We wsi sąsied­niej było ich jesz­cze raz tyle w podob­nej akcji, mie­li tam samo­chód dla ran­ne­go, a ludzie szli jesz­cze kil­ka kilo­me­trów, dalej pod­je­cha­ły samo­cho­dy i zawieź­li wszyst­kich do Dębicy, a na dru­gi dzień wszyst­kich roz­strze­la­li wraz z inny­mi zabra­ny­mi w podob­ny spo­sób na żydow­skim cmen­ta­rzu”[11].

Zanim pozna­my rela­cję inne­go bez­po­śred­nie­go świad­ka, uwa­gi nazy­wa­ją­ce się auto­ro­wi. We wspo­mnie­niach A. Wójcika bra­ku­je nawią­za­nia do daty zda­rze­nia, jest wzmian­ka o podob­nej akcji Niemców w sąsied­niej wsi oraz roz­strze­la­niu rodzi­ny w dniu następ­nym po aresz­to­wa­niu. Nie był świad­kiem zda­rze­nia, co pro­wa­dzi do wnio­sku, że o tym od kogoś się dowie­dział.

Wojciech Wójcik i jego zezna­nia

W śledz­twie[12] W. Wójcik prze­słu­cha­ny został w cha­rak­te­rze świad­ka 6 listo­pa­da 1986 r. Z rodzi­ną Wójcików był jedy­nie zaprzy­jaź­nio­ny. W okre­sie oku­pa­cji musiał ukry­wać się przed gesta­po i korzy­stał z życz­li­wo­ści tej rodzi­ny. W nie­da­le­kiej odle­gło­ści od domu Wójcików miesz­kał Feliks Książek, pseu­do­nim „Jastrząb”. To on wozem prze­wo­ził z Dębicy do Małej ukra­dzio­ny w Soldatenheimie kara­bin bez zam­ka. Należał do orga­ni­za­cji pod­ziem­nej, u nie­go tak­że świa­dek się ukry­wał. W mar­cu 1943 r. po kil­ku­dnio­wej nie­obec­no­ści w domu Wójcików, W. Wójcik noc zamie­rzał spę­dzić u nich. Z tre­ści zeznań wyni­ka nastę­pu­ją­cy prze­bieg zda­rzeń.

(…) „Wróciłem do miesz­ka­nia Wójcików na noc z 2 na 3 kwiet­nia 1943 r. Wtedy Antoni, Franciszek, Józef Wójcikowie opo­wia­da­li mi o tym, że prze­cho­wy­wa­li Ciurkota, Bartkowicza i Bochniewicza. Ja rów­no­cze­śnie mówi­łem im, że coś złe­go się dzie­je, choć sam nie potra­fi­łem tego okre­ślić. Będąc u Walentego Książka, dowie­dzia­łem się, że w domu Nicosia znaj­du­ją­cym się w odle­gło­ści ok. 2 km od domu Wójcików – prze­by­wa­ją funk­cjo­na­riu­sze nie­miec­cy. Na tej pod­sta­wie sądzi­li­śmy, że przy­go­to­wu­ją oni jakąś akcję, ale zupeł­nie nie wie­dzie­li­śmy, o co cho­dzi. Znacznie póź­niej dowie­dzia­łem się też, że zarząd­ca mająt­ku dwor­skie­go – fol­war­ku Stefko, jeź­dził z żyw­no­ścią dla tych funk­cjo­na­riu­szy. Na tej pod­sta­wie moż­na wnio­sko­wać, że przez dłuż­szy czas prze­by­wa­li oni w domu Nicosia. Tu chcę zazna­czyć, że dom ten mie­ścił się w naj­bliż­szej odle­gło­ści przy dro­dze, od domu Wójcików. Oni nic o tym nie wie­dzie­li. Gdy poło­ży­li­śmy się spać – tu zazna­czam, że ja spa­łem z naj­star­szym synem Wójcika – Antonim w małej izdeb­ce. W pew­nym momen­cie przy­szedł tam Józef Wójcik, a wła­ści­wie wbiegł, krzy­cząc, że są Niemcy. Ja natych­miast się obu­dzi­łem, zdą­ży­łem nacią­gnąć spodnie i już sły­sza­łem dobi­ja­nie się do drzwi i krzy­ki w języ­ku nie­miec­kim.

Antoni Wójcik, Franciszek Wójcik i ja weszli­śmy do otwo­ru, miesz­czą­ce­go się w dużej kuch­ni, a stam­tąd dosta­li­śmy się do pomiesz­cze­nia, a wła­ści­wie piw­ni­cy, miesz­czą­cej się pod tym pie­cem, a stam­tąd prze­szli­śmy wyko­pem do bun­kra, miesz­czą­ce­go się pod szo­pą. Wzięliśmy stam­tąd broń i prze­szli­śmy prze­ko­pem pod płot ogro­dze­nio­wy. Przekop ten z wierz­chu nakry­ty był drzwia­mi, któ­re z kolei przy­sy­pa­ne były śnie­giem.

Mnie uda­ło się, wła­snym cią­łem pod­nieść te drzwi z jed­nej stro­ny i powsta­łym w ten spo­sób otwo­rem zaczę­li­śmy kolej­no ucie­kać. Ja ucie­ka­łem na wprost do rzecz­ki, a stam­tąd czoł­ga­łem się kole­ina­mi w kie­run­ku prze­ciw­le­głe­go wzgó­rza. Anton i Franciszek ucie­ka­li w stro­nę lasu.

Niemcy strze­la­li w kie­run­ku ucie­ka­ją­cych rakie­ta­mi świetl­ny­mi oraz odda­wa­li całe serie z bro­ni maszy­no­wej. Mnie uda­ło się uciec i oby­dwóm Wójcikom rów­nież. (…) Tu zazna­czam, że syn Stefan Wójcik kry­tycz­nej nocy nie prze­by­wał w domu. Całą rodzi­nę Wójcików aresz­to­wa­ną wte­dy w domu – w póź­niej­szym ter­mi­nie tj. 11.IV.1943 r.- roz­strze­la­no wraz z Adamem Ciurkotem i inny­mi chłop­ca­mi ze szko­ły mecha­nicz­nej na cmen­ta­rzu żydow­skim w Dębicy”.

Komentarz kry­mi­na­li­sty­ka

Treścią zeznań świa­dek wypo­wie­dział się na temat zda­rzeń mają­cych bez­po­śred­ni zwią­zek z oko­licz­no­ścia­mi aresz­to­wa­nia i jego uciecz­ki. Zeznaje tak­że o oko­licz­no­ściach poprze­dza­ją­cych aresz­to­wa­nie. Wiadomości posia­da od innych, lecz nie poda­je nazwisk. Osoby prze­ka­zu­ją­ce świad­ko­wi infor­ma­cje, to poten­cjal­ne źró­dła infor­ma­cji. Świadek podał tak­że datę roz­strze­la­nia rodzi­ny Wójcików, Adama Ciurkota oraz innych chłop­ców szko­ły mecha­nicz­nej. Ich nazwisk nie zawie­ra pro­to­kół prze­słu­cha­nia. Wiadomo nam z zeznań W. Longosz, że w mogi­le oprócz syna i rodzi­ny Wójcików były jesz­cze czte­ry inne oso­by[13].

Organ prze­słu­chu­ją­cy nie usta­lał, od kogo świa­dek miał infor­ma­cje na ten temat. Jednym z nasu­wa­ją­cych się wyja­śnień takie­go sta­nu rze­czy, może być zało­że­nie, że fak­ty te zna­ne były na pod­sta­wie innych źró­deł oraz zosta­ły upraw­do­po­dob­nio­ne na tyle, że nie wyma­ga­ły prze­pro­wa­dza­nia innych dowo­dów. Tych źró­deł infor­ma­cji musi­my poszu­ki­wać, nato­miast zna­ne opi­sy i usta­le­nia auto­rów publi­ka­cji kon­fron­to­wać. Tylko w ten spo­sób może­my wyja­śnić poja­wia­ją­ce się wąt­pli­wo­ści.

Dzień 11 kwiet­nia 1943 r. to nie­dzie­la. Dwie kwe­stie nasu­wa­ją­ce się w tej chwi­li. Jakie oko­licz­no­ści dyk­to­wa­ły koniecz­ność doko­na­nia egze­ku­cji wła­śnie w tym dniu? To pierw­sze pyta­nie, na któ­re powin­ni­śmy poszu­ki­wać odpo­wie­dzi. Autora zasta­na­wia rów­nież, z jakie­go powo­du, ten szcze­gól­ny dzień w tra­dy­cji chrze­ści­jan (nie­dzie­la), nie sta­no­wi punk­tu odnie­sie­nia do okre­śle­nia cza­su, tych dra­ma­tycz­nych zda­rzeń w rela­cjach osób wypo­wia­da­ją­cych się na ten temat. Liczba tych osób jest sto­sun­ko­wo duża i we wła­ści­wym cza­sie pozna­my, jaki­mi wia­do­mo­ścia­mi podzie­li­li się świad­ko­wie pod­czas prze­słu­chań. W chwi­li obec­nej pisa­nie o tym jest zbęd­ne.

O wyda­rze­niach w nocy 2/3 kwiet­nia 1943 r. na pod­sta­wie wspo­mnień W. Wójcika

Relację pozna­my dzię­ki opi­so­wi w książ­ce (z 1992 r.), któ­rej jest auto­rem[14]. Wspomina o fak­tach oraz swo­ich prze­ży­ciach, któ­re nie mają odzwier­cie­dle­nie w pro­to­ko­le prze­słu­cha­nia. Czy oko­licz­ność, że w 1984 roku uka­za­ła się książ­ka A. Stańko[15], mogła mieć wpływ na treść nie­któ­rych frag­men­tów wspo­mnień?

Stało się to wio­sną 1943 roku. Akcja znisz­cze­nia przy­go­to­wy­wa­na była pla­no­wo i sta­ran­nie. Dla unik­nię­cia jakich­kol­wiek trud­no­ści, Gestapo oraz zało­ga powia­to­wej poli­cji kry­mi­nal­nej, wzmoc­nio­ne zosta­ły oddzia­łem SS z gar­ni­zo­nu Truppenübungsplatz Pustków. Przybyli od stro­ny Wielopola. Napotkanych w trak­cie ubez­pie­czo­ne­go mar­szu, odsta­wia­li pod stra­żą, aby nie robi­li alar­mu. Otoczyli całe obej­ście domu. W takich akcjach mie­li doświad­cze­nie. Na tyłach fron­tu woj­ny wyka­zy­wa­li bez­błęd­ne dzia­ła­nie. I tutaj też, w cichym zakąt­ku wio­ski, pod małym laskiem Krzyżanówek, przy­go­to­wa­li się z całą pre­cy­zją do napa­du.

Noc nie była ciem­na. Nie było pro­ble­mu szczel­nie oto­czyć zaple­cze domo­stwa od stro­ny lasu, roz­sta­wi gru­py woj­ska SS poza ogro­dze­niem od stro­ny połu­dnio­wo wschod­niej. Reszta usta­wi­ła się z fron­tu domu. Tutaj nie było pło­tu. Podwórze otwar­te było na połu­dnio­wą stro­nę, dom odci­na­ły tam drze­wa owo­co­we, rosną­ce wzdłuż dróż­ki pro­wa­dzą­cej do szo­sy.

Godzina była pierw­sza lub dru­ga w nocy. W domu było ciem­no. W pew­nym momen­cie w drzwi ude­rzy­ły kol­by. Ja spa­łem w małej izdeb­ce, po lewej stro­nie sie­ni z naj­star­szym synem Antkiem. Reszta spa­ła w dużej izbie, po dru­giej stro­nie sie­ni. Prawie rów­no­cze­śnie z gło­śnym łomo­tem ude­rzeń w okna i drzwi, usły­sza­łem głos gospo­da­rza domu – Niemcy !!! Obudziłem się nagle z bły­ska­wicz­nym uści­skiem w ser­cu. Antek też wysko­czył ze swe­go posła­nia i tak w kale­so­nach i koszu­li wbie­gli­śmy do dużej izby. Chwyciłem gwał­tow­nie spodnie, któ­re mia­łem pod ręką.

W izbie sta­li wszy­scy osłu­pia­li. Matka, w dłu­giej bia­łej koszu­li sta­ła w środ­ku, a obok Wikciu, Bronia, Władek, mały Stasiu, wresz­cie Franek, a za nim ojciec. Wszyscy byli prze­ra­że­ni. W prze­rwach ude­rzeń sły­chać było gło­śne woła­nia. Cóż, ojciec musiał otwo­rzyć. Wprawdzie drzwi i okien­ni­ce były solid­ne, ale jak dłu­go wytrzy­ma­ją?…

Matka bez sło­wa poka­za­ła nam otwór pod kuchen­nym pie­cem. Franek i Antek wto­czy­li się do pie­co­wej jamy, a ja za nimi. Usłyszałem jesz­cze głos Władka, któ­ry na nale­ga­nie mat­ki odpo­wie­dział, że on nie pój­dzie. Wejściu do otwo­ru piw­nicz­ki towa­rzy­szył mi widok ska­mie­nia­łej twa­rzy jak­by bez krwi.

Byliśmy już w jamie małe­go pomiesz­cze­nia na ziem­nia­ki pod kuchen­nym pie­cem. Przerażony, nie stra­ci­łem jed­nak przy­tom­no­ści. Przecież nie­raz w mojej tułacz­ce wyobra­ża­łem sobie, że taka sytu­acja może nastą­pić. Mimo cia­sno­ty zdą­ży­łem wcią­gnąć spodnie i pod­pa­sać się pasem. Ładowałem szyb­ko amu­ni­cję, któ­ra podał mi jeden z moich towa­rzy­szy, do zana­drza koszu­li. Byliśmy chy­ba jed­no­myśl­ni, że będzie­my wal­czyć do koń­ca, któ­ry prze­cież wkrót­ce nastą­pi. Odebrałem też RKM. Zajęci w ciem­no­ści zabie­ra­niem bro­ni z ist­nie­ją­ce­go tam skła­du, nie zda­wa­li­śmy sobie spra­wy, co dzie­je się w miesz­ka­niu. Mieliśmy sła­bą nadzie­ję, że jest to tyl­ko jakaś rewi­zja, któ­ra pomyśl­nie się zakoń­czy.

Sekundy mija­ły …

Za obu brać­mi prze­su­ną­łem się pod przy­cieś ścia­ny domu i zna­leź­li­śmy się w zna­nym mi schro­nie pod przy­bu­dów­ką szo­py, dobu­do­wa­nej od pół­noc­nej stro­ny domu. Tutaj sły­chać było nie­bez­piecz­ne dud­nie­nie koło domu, a nad naszy­mi gło­wa­mi licz­nie bie­ga­ją­cych i strasz­li­wie wrzesz­czą­cych Niemców. Słychać też było gło­śny płacz bitych widocz­nie domow­ni­ków. Zdałem sobie spra­wę, że teraz wystar­czy, by napast­ni­cy rzu­ci­li do piw­ni­cy nasze­go schro­ny gra­nat, było­by wów­czas po wal­ce.

Penetrowanie domu, sta­jen­ki i stry­chu zabra­ło im tro­chę cza­su. Dotąd nie spo­strze­gli, że pod pod­ło­gą przy­bu­dów­ki może też coś być. Dało nam to cen­ne sekun­dy cza­su do dal­sze­go dzia­ła­nia. Ja, oso­bi­ście byłem zde­ter­mi­no­wa­ny do osta­tecz­nej wal­ki. W moich modli­twach, któ­re mi pra­wie zawsze towa­rzy­szy­ły we wszyst­kich chwi­lach mojej tułacz­ki, pole­ca­łem się opie­ce Bożej. I teraz też, w tej naj­kry­tycz­niej­szej chwi­li ludz­kiej bez­na­dziej­no­ści, zwró­ci­łem się gorą­co do Wszechmocnej Opieki Boga i Jezusa Pana i Króla, a tak­że do Matki Syna Bożego. Prosiłem o łaskę życia. Uważałem, że obo­wiąz­kiem moim jako Polaka i zaprzy­się­żo­ne­go Ojczyźnie żoł­nie­rza, jest wal­ka do ostat­nie­go tchu życia.

Gdy cisnę­ły się te myśli, nagle stwier­dzi­łem – ku moje­mu zasko­cze­niu – że jest jesz­cze inna szan­sa.

Nie doce­nia­łem inte­li­gen­cji rodzin­nej tych ludzi, któ­rzy zda­wa­li sobie spra­wę, że nale­żąc do pod­ziem­nej orga­ni­za­cji woj­sko­wej, mogą być w każ­dej chwi­li nara­że­ni na naj­gor­sze. Dopiero w tej chwi­li dotarł do mnie fakt, że cała rodzi­na, wszy­scy razem, wybu­do­wa­li prze­kop od bun­kra szo­py do pło­tu. Budowali go w tajem­ni­cy, nawet mnie o tym nie mówiąc. Wśród obec­nych w domu nie było jed­ne­go z synów, Stefana, któ­ry ukry­wał się przed pobo­rem do juna­ków….

Najwyższy był już czas na decy­zję dal­sze­go dzia­ła­nia, bo Niemcy świe­ci­li już pomię­dzy bel­ki szo­py, któ­ra była powa­łą bun­kra. Okazało się jed­nak, że pokry­cie wyj­ścia z lochu było przy­mar­z­nię­te i że tam, od pół­noc­nej stro­ny w ogród­ku, jest jesz­cze śnieg. Gdy usły­sza­łem sło­wa Antka, star­sze­go z bra­ci, że nakry­cie nie pusz­cza, zorien­to­wa­łem się, o co cho­dzi. Podsunąłem się do przo­du. Przekop nie był sze­ro­ki, a drzwi od chle­wi­ka, przy­kry­wa­ją­ce wej­ście, też nie były duże. Momentalnie zde­cy­do­wa­łem się pod­wa­żyć nakry­cie bokiem, koło ścia­ny. Podparłem się moc­no i drzwi nakry­cia ruszy­ły, mimo cię­ża­ru zamar­z­nię­tej gru­dy zie­mi. Wszystko to odby­ło się bły­ska­wicz­nie. Nic inne­go nie dało się wte­dy wymy­śleć.

Powoli prze­su­ną­łem nad gło­wą cięż­kie nakry­cie. Zobaczyłem rąbek zbaw­cze­go, zda­wa­ło się, jasne­go nie­ba. Wysunąłem gło­wę i zoba­czy­łem sto­ją­cych za pło­tem Niemców. Z lewej i pra­wej stro­ny sta­li grup­ka­mi po kil­ku. Wpatrzeni byli, czy wsłu­cha­ni w akcję roz­gry­wa­ją­cą się w samym domu. Stwierdziłem to, widząc miga­nie ogni­ków palo­nych przez nich ner­wo­wo papie­ro­sów. W ogól­nym rumo­rze i wrza­skach nie zwró­ci­li uwa­gi na szme­ry pod­no­szo­nych drzwi i opa­da­ją­cej gru­dy zie­mi.

Opanowałem się na tyle, że cof­ną­łem broń prze­go­to­wa­ną do strza­łu, dałem susa, a za mną towa­rzy­sze. Wtedy usły­sza­łem poje­dyn­czy strzał, a za moment roz­sza­la­ło się pie­kło ognia z bro­ni maszy­no­wej. Rozbłysła rakie­ta, a za nią dru­ga i następ­na. Zrobiło się prze­raź­li­wie wid­no. Biegnąc pro­sto­pa­dle do domu [raczej od domu?- JS], wpa­dłem na stru­myk. Rosły tu poje­dyn­cze, nie­zbyt gru­be olchy. Zdrętwiałe nogi nie chcia­ły mnie nieść, ale myśla­łem jasno i ści­śle. Muszę odbiec jak naj­da­lej. Kule świ­sta­ły naoko­ło, choć nie­cel­nie, strze­la­no w pośpie­chu. Jeszcze parę kro­ków muszę zro­bić. Pomyślną oko­licz­no­ścią było to, że tuż za doli­ną rzecz­ki była dróż­ka bie­gną­ca sko­sem poni­żej poło­żo­ne­go most­ku. Po kil­ku­su­so­wym prze­sko­cze­niu, na wzno­szą­cy się za dolin­ką rzecz­ki teren prze­ciw­le­głe­go pagór­ka, wsu­ną­łem się w kole­inę wyżło­bio­nej przez desz­cze dróż­ki. Mimo że kule świ­sta­ły jesz­cze bar­dziej, zakry­ty czę­ścio­wo wąwo­zi­kiem peł­za­łem, odda­la­jąc się od strze­la­ją­cych Niemców. Gdy mija­łem rosną­cy przy dro­dze krzak dzi­kiej róży, czy też gło­gu, w głąb tego zakrza­cze­nia wsu­ną­łem broń, któ­rą nio­słem. Uważałem to, za jedy­ne wyj­ście, bra­ko­wa­ło mi już odde­chu w tej dra­ma­tycz­nej uciecz­ce.

Żyłem ! -.

Niedaleko wyżej na pra­wo, była zadrze­wio­na polan­ka i gdy zna­la­złem się mię­dzy pień­ka­mi drze­wek, a następ­nie poza nimi, cisną­ce się myśli naka­zy­wa­ły, mimo osta­tecz­ne­go wyczer­pa­nia – ucie­kać, jak naj­da­lej ucie­kać. (….) Tymczasem Antek i Franciszek usko­czy­li koło pło­tu, w stro­nę lasu. W bie­liź­nie i boso, na tle bie­le­ją­ce­go płat­ka­mi śnie­gu, uda­ło im się rów­nież zbiec. Co prze­ży­wa­li, nigdy się o tym nie dowie­dzia­łem[16].

O aresz­to­wa­nych napi­sał: „Niewinni, a tyle cier­pie­li. Okrutni sie­pa­cze pędzi­li ich następ­nie szes­na­ście kilo­me­trów, sku­tych razem, zwią­za­nych dru­tem, by w try­bie doraź­nym zabić ich na cmen­ta­rzu żydow­skim w Dębicy”[17].

Zakończenie czę­ści pierw­szej

Źródła infor­ma­cji, na pod­sta­wie któ­rych opra­co­wa­ny został tekst arty­ku­łu, dostar­czy­ły wie­dzy, któ­ra obej­mu­je nie tyl­ko sam fakt aresz­to­wa­nia. Wzbogaca dotych­cza­so­wą wie­dzę o nie­zna­ne (czy też pomi­ja­ne w opi­sach) oko­licz­no­ści inte­re­su­ją­ce­go nas zda­rze­nia. Tam, gdzie to moż­li­we, a zwłasz­cza kie­dy poja­wia­ją się sprzecz­no­ści oraz rodzą się wąt­pli­wo­ści, sta­wiać nale­ży pyta­nia i poszu­ki­wać na nie odpo­wie­dzi. To jest pożą­da­ny kie­ru­nek dzia­ła­nia, pozwa­la­ją­cy oddzie­lić fak­ty od wyobra­żeń o nich. Jeżeli zdą­ża­my do pozna­nia praw­dy, musi być miej­sce dla pytań, któ­re pod­da­ją w wąt­pli­wość wia­ry­god­ność dotych­cza­so­wych opi­sów inte­re­su­ją­cych nas zda­rzeń.

Informacja W. Wójcika, że skra­dzio­ną broń prze­wo­ził wozem Feliks Książek (ps. Jastrząb), dyk­tu­je potrze­bę zwró­ce­nia uwa­gi na usta­le­nie A. Stańko wg, któ­re­go chłop­cy (M. Bochniewicz, Z. Bartkowicza i A. Ciurkot) dostar­czy­li broń do Wójcików w Małej. Ta nie­zgod­ność musi być bra­na pod uwa­gę, ponie­waż oko­licz­no­ści wynie­sie­nia bro­ni z budyn­ku były dotych­czas pomi­ja­ne w opi­sach.

Z zeznań W. Wójcika wyni­ka, że bro­ni prze­wo­żo­na była w dzień tar­go­wy. Jeżeli przyj­mie­my, że takim dniem była śro­da, jej trans­port mógł odby­wać się: 3, 10, 17, 24 lub 31 mar­ca. Dwie ostat­nie sobo­ty, raczej nie powin­ni­śmy brać pod uwa­gę. Budując moż­li­we sce­na­riu­sze, roz­wa­żyć nale­ży czy np.: trans­port bro­ni wyma­gał udzia­łu wymie­nio­nych wcze­śniej osób? Gdzie prze­cho­wy­wa­na była broń po kra­dzie­ży a przed wywie­zie­niem jej do Małej? Z jakie­go powo­du kara­bin nie został prze­ka­za­ny dębic­kie­mu dowódz­twu AK? Pytań moż­na sfor­mu­ło­wać wię­cej.

Wieś Mała zaczę­li­śmy pozna­wać, po przy­bli­że­niu opi­su naszki­co­wa­ne­go przez Sabinę Wójcik. W pra­cy tej jest tak­że nawią­za­nie do tra­ge­dii rodzi­ny Wójcików. Autorka przy­ta­cza na tę oko­licz­ność m.in. frag­ment tek­stu z pamięt­ni­ka Karola Kubika[18].

„Cała wieś obu­dzi­ła się ze snu w wiel­kim popło­chu, nie wie­dząc, co się sta­ło. Każdy wycho­dził przed swój dom, bojąc się podejść bli­żej, aby coś się dokład­nie dowie­dzieć. Każdy był prze­ko­na­ny, że we wsi są Niemcy, a nie wie­dzie­li tyl­ko, czy będą palić całą wieś, czy pozo­sta­nie na tym, co się pali. Strzałów było bar­dzo dużo. Nie tyl­ko sły­chać było strza­ły kara­bi­no­we czy bro­ni maszy­no­wej, ale nawet czę­sto wybu­cha­ły gra­na­ty. Niemców było bar­dzo dużo. Całe gospo­dar­stwo okrą­żo­ne było przez nich dość gęsto. Jeden stał, dru­gi leżał na zie­mi czy klę­czał przy­go­to­wa­ny do strza­łu, ale oni nie strze­la­li. Strzały, któ­re sły­chać było, od same­go począt­ku pocho­dzi­ły z ognia. Wójcikowie w swo­im zabu­do­wa­niu mie­li cały maga­zyn bro­ni, gra­na­tów i róż­nej amu­ni­cji. Aby nie wil­got­nia­ła, cho­wa­li ją za strze­chę, a gdy pło­mień obej­mo­wał dachy, amu­ni­cja i gra­na­ty, wybu­cha­ły. Widać było na boku gru­pę Niemców (ok.50). Dom Wójcików poło­żo­ny był w doli­nie mię­dzy dwie­ma potęż­ny­mi góra­mi złą­czo­ny­mi w jed­nym koń­cu ze sobą, tak, że dom ten był naoko­ło oto­czo­ny góra­mi. Po wyco­fa­niu się Niemców z tego domu widać było, że nie czu­li się pew­nie w tym tere­nie, bo szli w szy­ku bojo­wym, przy­go­to­wa­ni do przy­ję­cia wal­ki. Widocznie spo­dzie­wa­li się, że Polacy mogą zor­ga­ni­zo­wać na nich zasadz­kę, dla­te­go szli bar­dzo ostroż­nie, aby nie pozwo­lić się zasko­czyć”[19].

 

Autorka dotar­ła do inne­go źró­dła oraz infor­ma­cji, któ­ra może być przy­dat­na w rekon­struk­cji inte­re­su­ją­cych nas zda­rzeń[20]. „Wójcików pro­wa­dzo­no na stra­ce­nie obok szko­ły w Małej. Dzieci pod­bie­ga­ły do okien, by zoba­czyć kogo i gdzie pro­wa­dzą Niemcy. Interweniowali nauczy­cie­le w oba­wie, że Niemcy roz­draż­nie­ni tym, że są obser­wo­wa­ni, roz­pocz­ną dal­sze repre­sje. Wszyscy zosta­li zabra­ni do Dębicy, a 11 kwiet­nia roz­strze­la­ni na cmen­ta­rzu żydow­skim. Po woj­nie zwło­ki eks­hu­mo­wa­no i prze­nie­sio­no do wspól­nej mogi­ły na cmen­ta­rzu para­fial­nym w Dębicy”[21].

 

Rodzinna foto­gra­fia Wójcików. Stoją od lewej: Franciszek, Antoni, Staś, Władysław, Stefan. Siedzą od lewej: Bronisława, Helena (mat­ka), Józef (ojciec). Wiktoria. Źródło: S. Wójcik, Parafia Mała.., źr. cyt., s. 93.

Krótka reflek­sja po przy­to­cze­niu tych infor­ma­cji. Autor uzy­skał infor­ma­cję od Anety Król, że w okre­sie oku­pa­cji w Małej była szko­ła oraz jej filia, któ­ra mie­ści­ła się w nie­ist­nie­ją­cym już budyn­ku na tere­nie fol­war­ku. Ustalił tak­że, że w dniu aresz­to­wa­nia tj. 3 kwiet­nia była sobo­ta. Przemarsz osób aresz­to­wa­nych praw­do­po­dob­nie odby­wał się po roz­po­czę­ciu lek­cji. Przemieszczali się w kie­run­ku skrzy­żo­wa­nia z dro­gą Wielopole – Dębica. Zwróćmy uwa­gę, że S. Wójcik przy­ta­cza wspo­mnie­nia, ale tak­że źró­dło, z któ­re­go wyko­rzy­sta­ła infor­ma­cje. Nie wia­do­mo, kie­dy pamięt­nik został napi­sa­ny? Może to mieć zna­cze­nie. Wiedza na ten temat uła­twi oce­nę wia­ry­god­no­ści infor­ma­cji, a przy­naj­mniej ich czę­ści.

Fragment zawie­ra­ją­cy opis K. Kubika, zacho­wa­nia się nie­miec­kich żoł­nie­rzy doko­nu­ją­cych zabez­pie­cze­nia tere­nu przed­sta­wia ina­czej, niż wyni­ka to z rela­cji bez­po­śred­nich świad­ków zda­rze­nia. Dyktuje to potrze­bę ana­li­zy i oce­ny, co oso­ba opi­su­ją­ca widzia­ła (mogła widzieć), co wyni­ka z jej przy­pusz­czeń bądź jakie infor­ma­cje uzy­ska­ła od innych. Konieczność spraw­dzeń uwi­dacz­nia się tak­że z inne­go powo­du. W rela­cjach A. Wójcika i W. Wójcika infor­ma­cji o wybu­cha­ją­cych gra­na­tach nie ma.

Na dwie inne kwe­stie zwią­za­na z aresz­to­wa­niem nale­ży zwró­cić uwa­gę. W książ­ce W. Wójcika jest napi­sa­ne, że aresz­to­wa­nych, sku­tych i zwią­za­nych dru­tem pędzo­no przez szes­na­ście kilo­me­trów. Kto był źró­dłem infor­ma­cji dla tych usta­leń? Nie dowie­my się. Podobną sytu­ację mamy przy oce­nie K. Kubika, że szyk bojo­wy mar­szu nie­miec­kiej wypra­wy, podyk­to­wa­ny był oba­wą ata­ku ze stro­ny par­ty­zan­tów. Nie ma powo­dów do pod­wa­ża­nia opi­sa­ne­go fak­tu. Wobec bra­ku źró­dła, któ­re pozwo­li­ło wypro­wa­dzić K. Kubikowi taki wnio­sek, jest miej­sce, do posta­wie­nia hipo­te­zy, że było to dzia­ła­nie zamie­rzo­ne, obli­czo­ne na efekt pre­wen­cyj­ny. Inaczej mówiąc, cho­dzi­ło o demon­stra­cję siły, odstra­sza­nie oraz poka­za­nie bez­względ­no­ści dzia­łań oku­pan­ta.

Kolejna kwe­stia. Stańko usta­lił, że wśród Niemców, któ­rzy przy­je­cha­li aresz­to­wać Wójcików, roz­po­zna­no M. Bochniewicza[22]. Kto go roz­po­znał, nie uwa­żał za sto­sow­ne napi­sać. W oko­licz­no­ściach, o jakich mówi Bolesław Frydryk, roz­po­zna­nie Bochniewicza było moż­li­we. Któremu z miesz­kań­ców Małej był on zna­ny poza człon­ka­mi rodzi­ny Wójcików? Jeżeli przyj­mie­my za popraw­ne usta­le­nie A. Stańki, że żan­darm z Wielopola Wilhelm Jaki współ­pra­co­wał z AK, to moż­na zakła­dać, że efek­tem tej współ­pra­cy powin­ny być infor­ma­cje o przy­go­to­wy­wa­niu akcji w Brzezinach oraz Małej. Dalej idą­cych wnio­sków nie ma potrze­by for­mu­ło­wać. To nawią­za­nie mia­ło słu­żyć przy­po­mnie­niu, że każ­de­mu zda­rze­niu przy­po­rząd­ko­wać nale­ży przy­czy­nę, skut­ki i następ­stwa.

Kierunki dal­szych badań

Sam fakt aresz­to­wa­nia rodzi­ny Wójcików nie budzi wąt­pli­wo­ści. Z uwa­gi na ską­py zasób infor­ma­cji, pró­ba ana­li­zy czyn­no­ści wyko­naw­czych poprze­dza­ją­cych aresz­to­wa­nie, wyda­je się przed­wcze­sna. Podjęcie takiej pró­by powin­no jed­nak nastą­pić. Może to uła­twić okre­śle­nie przy­bli­żo­ne­go cza­su kra­dzie­ży bro­ni. W dal­szym cią­gu nie jest zna­ny kole­ga Bronisława Longosza, któ­ry został aresz­to­wa­ny wcze­śniej. Nie ma prze­ciw­ska­zań, żeby nie dawać wia­ry twier­dze­niom jego mat­ki, że to nie­zna­ny nam kole­ga „syp­nął” syna[23]. Osoby tej nale­ży poszu­ki­wać w dro­dze ana­li­zy kole­żeń­skich (orga­ni­za­cyj­nych) kon­tak­tów na pod­sta­wie wszyst­kich dostęp­nych źró­deł. Był człon­kiem taj­ne­go naucza­nia[24].

W świe­tle opi­sów A. Wójcika i W. Wójcika, nie­wia­do­mą, któ­rej nie jeste­śmy w sta­nie logicz­nie wyja­śnić, to brak oskar­ża­nia M. Bochniewicza przez A. Wójcika, za przy­czy­nie­nie się do śmier­ci człon­ków jego rodzi­ny. Inną sytu­ację nale­ży brać tak­że pod uwa­gę, dążąc do popraw­nej rekon­struk­cji zda­rzeń. W. Wójcik zeznał w śledz­twie, że kara­bin bez zam­ka skra­dzio­ny w Domu Żołnierza prze­wo­ził z Dębicy do Małej wozem Feliks Książek. Jeżeli popraw­ne są usta­le­nia, iż Bochniewicz był nie­miec­kim kon­fi­den­tem, uczest­ni­czą­cym w nie­miec­kiej pro­wo­ka­cji, poszu­ki­wać musi­my logicz­ne­go wytłu­ma­cze­nia na pyta­nie: Co spo­wo­do­wa­ło, że F. Książek nie zna­lazł się w krę­gu osób, któ­ry­mi inte­re­so­wa­ło się dębic­kie gesta­po? W dniu 5 kwiet­nia 1943 r. Niemcy aresz­to­wa­li Ciurkota i Bartkowicza oraz dal­szych sied­miu człon­ków AK. Wszyscy byli ucznia­mi[25].

[1] S. Wójcik, Parafia Mała w latach II woj­ny świa­to­wej (1939–1945), nie­pu­bli­ko­wa­na pra­ca magi­ster­ska, Wydział Teologiczny PAT w Krakowie, Tarnów 2006. Na infor­ma­cjach wyko­rzy­sta­nych z tego źró­dła przy­bli­żo­no histo­rię wio­ski (s. 14–36).

[2] Zob. Przysiółki, https://www.miejscowosc-mala.pl/przysiolki/, dostęp 31.12.2025.

[3] F. Sulimierski: Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych Krajów Słowiańskich, Warszawa 1885, T. VI, s. 25 (za S. Wójcik, Parafia Mała…, źr. cyt.).

[4] Wypowiedź z 11.04.2025 r. auto­ry­zo­wa­na.

[5] W. Wójcik, Zapach dymu… Wspomnienia „Dworzana” z Dębicy, nakł. aut., Dębica 1992.

[6] A. Wójcik, Kromka chle­ba i łzy, wyd. II uzu­peł­nio­ne, Chicago 1988, red. wyda­nia Wiktor Nowowiejski,  Wyd. WICI 3104 N. CICERO, Chicago, IL 606641, Przedmowa dr Barbara Leś (s.4–6), (kse­ro ze zbio­rów pry­wat­nych).

[7] A. Wójcik, Kromka chle­ba …., wyd. cyt., s. 49.

[8] Tamże, s. 50.

[9]Tamże, s. 50–51.

[10] Tamże, s. 51.

[11] Tamże.

[12] Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Rzeszowie, sygn. akt Kpp 5/86.

[13] R. Pajura w publi­ka­cji z 2022 r. pisze o 17 oso­bach roz­strze­la­nych 11.04.1943. Jesienią 1943 r., w bli­żej nie­zna­nych oko­licz­no­ściach mia­ło zostać roz­strze­la­nych rów­nież 11 osób. Zob. J. Swół, Ciąg dal­szy histo­rii zwią­za­nej z uciecz­ką Zbigniewa Bartkowicza, https://zeszytydebickie.pl/2025/12/11/ciag-dalszy-historii-zwiazanej-z-ucieczka-zbigniewa-bartkowicza/, opu­bli­ko­wa­no 11.12.2025.

[14] W. Wójcik, Zapach dymu…, wyd, cyt.

[15] A. Stańko, Gdzie Karpat pro­gi. Armia Krajowa w powie­cie dębic­kim, Inst. Wyd. Pax, Warszawa 1984.

[16] W. Wójcik, Zapach dymu…, wyd. cyt., s. 100–103.

[17] Tamże, s. 103.

[18] K. Kubik, Pamiętniki 1939–1945, maszy­no­pis,( b.m. r.). Bliższych danych brak.

[19] S. Wójcik, Parafia Mała w latach…, wyd. cyt. s. 57–58.

[20] Tamże, s. 58–59.

[21] Relacja Bolesława Frydryka, nagra­nie VHS z 1996 r., udo­stęp­nio­ne przez Joannę Książek z Małej.

[22] J. Swół, O pro­wo­ka­cji w dębic­kim Sokole – hipo­te­za dru­ga, https://zeszytydebickie.pl/2025/06/03/o‑prowokacji-w-debickim-sokole-hipoteza-druga/, opu­bli­ko­wa­no 3.06.2025.

[23] J. Swół, Powrót do zda­rzeń. Okoliczności aresz­to­wa­nia Bronka Longosza w Brzezinach, https://zeszytydebickie.pl/2025/10/20/powrot-do-zdarzen-okolicznosci-aresztowanie-bronka-longosza-w-brzezinach/, opu­bli­ko­wa­no 20.10. 2025.

[24] A. Stańko, Gdzie Karpat …, wyd. cyt., s. 273.

[25] Tamże, s. 80.