Jan Swół
Artykuł jest kontynuacją zapowiedzi, że przyczyny aresztowania Bronisława Longosza oraz okoliczności jego rozstrzelania będą miały ciąg dalszy. W kręgu naszego zainteresowania w dalszym ciągu są tragiczne zdarzenia, które swój początek wzięły od niemieckiej prowokacji w „Sokole” w okresie hitlerowskiej okupacji. Analiza informacji w dostępnych autorowi publikacjach budzi zainteresowanie, ale także rodzi wątpliwości. Po kilku latach poszukiwania przydatnych informacji wiedza kryminalistyczna dała jasny sygnał, o potrzebie krytyczniejszego spojrzenia na opisy zdarzeń podawane przez innych autorów. Czy postępując w ten sposób, ustalona zostanie nieco inna prawda? Dotychczasowe sprawdzenia na to wskazują.
Budynek Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Dębicy wybudowany w 1913 r. W okresie okupacji Dom Żołnierza (Soldatenheim), widok od ul. Wilusza. Skan arch. DZH.
To, co dla wielu autorów jest oczywiste (Mieczysław Bochniewicz zdrajcą), nie eliminuje wątpliwości autora dot. jego zdrady[1]. Ponieważ hipoteza nieprawdopodobna ma uzasadnienie naukowe[2], powinna być brana pod uwagę. Z tego powodu podawane w opisach fakty, w miarę możliwości podlegać będą ponownemu sprawdzeniu. Ich dobór nie jest przypadkowy. Kierunki sprawdzeń determinują posiadane informacje, niezgodności w opisach podawane przez autorów opracowań, jak również treść zeznań utrwalona w protokołach przesłuchania świadków. Z kryminalistycznego punktu widzenia, brak informacji też jest informacją przydaną przy weryfikacji wcześniejszych ustaleń.
O potrzebie badań oraz poszukiwania informacji
Dzięki badaniom, jak również poszukiwaniu różnych informacji Mikołaj Kopernik, wybitny polski astronom znany jest jako twórca teorii heliocentrycznej, która udowodniła, że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie. A może było inaczej, np. że ciekawość przekształciła się w zainteresowania badawcze? Nie będzie to przedmiotem zainteresowania. Ten przykład wskazuje potrzebę myślenia, podnoszenia wątpliwości oraz konieczności poszukiwania prawdy o zjawiskach i zdarzeniach dopóty, dopóki wątpliwości nie ustały. Dlatego analizowanie informacji oraz źródła ich pochodzenia, to drogi prowadzące nas do prawdy materialnej.
Hitlerowska zbrodnia 11 kwietnia 1943 r. jest zdarzeniem, którego nikt nie kwestionuje. Podobnie ucieczki Zbigniewa Bartkowicza z miejsca hitlerowskiej zbrodni. Wokół tych zdarzeń, okoliczności, skutków, wątpliwości jest mnóstwo. Jeżeli na opis zdarzeń popatrzymy przez pryzmat czynności wykonawczych, kradzież broni była przedsięwzięciem złożonym. Działanie w warunkach konspiracji oraz ograniczony krąg świadków nie sprzyjały uzyskiwaniu rzetelnych informacji. Zapewne czas wymazał z pamięci wielu osób przydatne informacje, jak również w procesie komunikowania się ludzi dochodziło do zniekształcania początkowych informacji. Praktyka śledcza zna sytuacje, że luki pamięciowe (brak informacji) zostają uzupełnione wyobrażeniami, że tak a tak mogło być. Ludzi cechuje również zróżnicowana reakcja na bodźce zewnętrzne, przez co proces kodowania informacji jest złożony. Wszystko to, co przykładowo podano, jedynie częściowo uzasadnia istnienie niezgodności w relacjach. Autor ma na uwadze istotne rozbieżności odnoszące się do faktów, a nie opisów.
Dążąc do poprawnych ustaleń (o ile jest to możliwe), poszukiwać należy informacji, które nie były uprzednio przetwarzane. Takie informacje spotykamy w zeznaniach Wiktorii Longosz, matki Bronisława. Do okoliczności aresztowania B. Lognosza nie zawiązuje np. Antoni Stańko, Władysław Strumski oraz Władysław Bartosz. Wynika z tego, że to, co napisali na temat jego aresztowania i rozstrzelania kilkunastu osób 11.04.1943 r., ustalili na podstawie innych źródeł. Jakich? Należy je poszukiwać w relacjach innych osób, czynnościach organów ścigania i zeznaniach świadków.
Poszukując właśnie takich informacji, autor dotarł do interesującego źródła. Jest nim książka zawierająca wspomnienia z okresu okupacji, które zebrała Małgorzata Grzybowska[3]. W publikacji tej są m.in. wspomnienia Sylwestra Kłuska (ps. Got). Autor tych wspomnień zarzuca A. Stańko mijanie się z prawdą, pisząc: „Otóż są to brednie niemające nic wspólnego z prawdą”. I dodaje: „Tak było jak ja napisałem”[4]. Nie będziemy sporu tego rozstrzygać, gdyż nie ma to związku ze zdarzeniami, które są w naszym zainteresowaniu. Informacja ta przytoczona została jako argument przemawiający za potrzebą poszukiwania informacji w wielu źródłach na temat faktu głównego oraz okoliczności jemu towarzyszących.
Autor artykułu w jednym z wcześniej opublikowanych na temat prowokacji w Soldatenheimie podzielił się wątpliwościami, które dot. ustaleń W. Strumskiego związanych z okolicznościami kradzieży broni[5]. Wielowątkowa analiza obejmująca techniczne i taktyczne aspekty kradzieży pozwoliła poddać w wątpliwość przebieg kradzieży nakreślony piórem W. Strumskiego. Nawiązanie do tego przykładu zmierzało do wykazania, że sprawdzenia wzbogacają naszą wiedzę oraz wpływają na kierunek poszukiwań. Mówiąc krótko, wykazują przydatność w dotarciu do prawdy.
We wspomnieniach S. Kłuska zawarta jest informacja, że w marcu 1943 roku był uczniem trzeciej klasy szkoły mechanicznej w Dębicy. W czerwcu zdał egzamin czeladniczy w zawodzie tokarz[6]. W książce jest także informacja, która może okazać się przydatna w ustaleniu nazwisk uczniów rozstrzelanych w kwietniu 1943 r. w Dębicy wraz z B. Longoszem. W relacjach pojawiają się informacje o ekshumacji ciał osób rozstrzelanych. Ponieważ nie dysponujemy dokumentami z przeprowadzenia tych czynności, ustalenie innego źródła, stwarza takie możliwości. Warto dodać jeszcze inne ustalenie. W książce M. Grzybowskiej jest informacja, że księga zmarłych parafii pilźnieńskiej zawiera nazwiska ofiar bombardowania[7]. Jest to potencjalne źródło informacji. Pozwala to zakładać, że w dębickiej parafii podobna dokumentacja była również prowadzona. Może ona zawiera interesujące nas informacje?
Na zakończenie tej części krótka informacja uzupełniająca. Autorka wspomnianej publikacji nie ingerowała w treść wspomnień. W tym należy upatrywać dużej przydatności informacji zawartych w tej książce, która obejmuje wspomnienia z lat 1939–1945. Praktyka śledcza wielokrotnie dowiodła, że prawdziwa – nawet szczątkowa informacja — może wykazywać dużą przydatność w czynnościach ukierunkowanych na odtwarzanie zdarzenia. O potrzebie, a nawet konieczności badań wynikać będzie z dalszej części artykułu.
Skan pisma. Źródło: Materiały Ko 17/86 IPN Rzeszów
Treść zeznań Teresy Bułat
Świadek jest siostrą Zbigniewa Bartkowicza, który dzięki ucieczce uniknął śmierci. T. Bułat została przesłuchana 14.08.1986 r. w ramach śledztwa prowadzonego w związku z zawiadomieniem organów prokuratury w 1985 r., że Mieczysław Bochniewicz w okresie okupacji był na usługach Gestapo. Z dostępnych dokumentów znajdujących się w IPN w Rzeszowie wynika, że w 1984 r. podpisała się pod oświadczeniem, które utrwaliła inna osoba. Okoliczności sporządzenia tej relacji nie są znane. Nie były również przedmiotem zainteresowania prokuratora, który przesłuchiwał świadka. Z kryminalistycznego punktu widzenia to błąd, który utrudnia ocenę, czy treść oświadczenia, mogła wpłynąć na zeznania składane po ponad czterdziestu latach od tego zdarzenia.
Co wynika z relacji świadka? T. Bałut mieszkała w Dębicy wraz z bratem. W 1943 r. miała lat 14. Brat był harcerzem i należał do Szarych Szeregów. Chodził do Szkoły Mechanicznej w Dębicy. Zmarł 9 grudnia 1948 roku.
Do tej samej organizacji należał Adam Tadeusz Ciurkot – który był zaprzyjaźniony z bratem. Do organizacji należeli również Tarnowski Tadeusz, Szewczyk Teofil, Mieczysław Rudziński. Innych członków nie znała. Dobrze znała Mieczysława Bochniewicza, który często przychodził do ich domu, był członkiem tej samej organizacji. Raz nawet ubierali choinkę – roku, świadek nie pamiętał w dniu przesłuchania.
T. Bałut zeznała, że w ramach działalności organizacyjnej chłopcy mieli za zadanie zdobywać broń od nieprzyjaciela. Chodzili do Domu Żołnierza w Dębicy (Soldatenheim). Tam zatrzymywali się żołnierze jadący na front lub z frontu. Wówczas z samochodów starali się zabrać broń i amunicję. Nie każda akcja kończyła się zdobyciem broni. Bochniewicz także chodził na takie akcje.
W czasie akcji w kwietniu 1943 podczas zdobywania broni, zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy niemieckich i aresztowani. Po kilku dniach zostali rozstrzelani razem z rodziną Wójcików. Świadek nie wie, co było przyczyną rozstrzelania tej rodziny.
Podczas egzekucji bratu udało się uciec, chociaż był skuty razem z małą dziewczynką. Zaczął uciekać w stronę strzelających Niemców i przez bramę cmentarną wydostał się na zewnątrz. Strzelano do niego, ale udało mu się zbiec w ciemnościach.
Początkowo ukrywał się w rodzinie ojca u Tekli Bartkowicz, następnie u Szymulowskiej Antoniny w Zassowie. Następnie pod zmienionym nazwiskiem jako Józef Draus w Sądowej Wiszni koło Lwowa.
Po wyzwoleniu wrócił do Dębicy ciężko chory na płuca. Mówił świadkowi, że wydał ich „Perełka”. Po tej akcji Bochniewicz chodził po mieście w mundurze Hitlerjugend, nosił opaskę ze swastyką. Nie został aresztowany i do końca okupacji był w Dębicy. Gdy zbliżał się front i Armia Radziecka, Bochniewicz wraz z uciekającym wojskiem wyjechał z miasta. Świadek sądzi tak, gdyż po wojnie już w Dębicy go nie było.
Od brata dowiedziała się, że M. Bochniewicz był konfidentem, który wydał całą grupę. On jeden wiedział o zaplanowanej akcji w celu zdobycia broni i on jeden nie został aresztowany. Do końca okupacji przebywał w Dębicy. Świadek nie ma wiadomości, którzy funkcjonariusze prowadzili śledztwo i czy odbyła się rozprawa sądowa. Po ucieczce brata, w domu była prowadzona rewizja. Poszukiwano brata. Od policjanta granatowego ojciec Antoni Bartkowicz dowiedział się, że brat żyje i że uciekł. Świadek nie zna nazwiska tego policjanta.
Nie przeszukiwano mieszkania, by znaleźć broń, nie aresztowano członków rodziny, jak zwykle czyniło gestapo w podobnych okolicznościach. Na tej podstawie można również sądzić – zeznaje świadek — że z doniesienia Bochniewicza wiedzieli o działalności brata.
Według wiedzy świadka, Mieczysław Bochniewicz mieszkał w czasie okupacji w Dębicy przy ul. Świętosławy (obecnie Olechowskiego, boczna Rzeszowskiej)[8]. Był młodszy od brata o rok może dwa. Osoby, które udzieliły pomocy bratu, już nie żyją, wynika z treści protokołu.
1986. Cmentarz żydowski w Dębicy. Źródło: https://staradebica.pl/1986-cmentarz-zydowski-w-debicy-zdjecia/
Zeznania Antoniego Bartkowicza
Dzięki badaniom prowadzonym przez Ryszarda Pajurę wiadomo, że ojciec Zbigniewa Bartkowicza przesłuchiwany był dwukrotnie: 14.10.1965 oraz 22.12.1967 roku[9]. Przesłuchania miały związek ze śledztwem ukierunkowanym na Hansa Urbana podejrzanego, że w okresie okupacji, jako wachmistrz żandarmerii niemieckiej w Dębicy, mordował ludność polską i żydowską, tj. o czyny z art. 1 Dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 31.08.1944 r. W ramach tego śledztwa zeznania składał m.in. Stanisław Pilch[10], Antoni Stańko[11], Antoni Bartkowicz[12].
Ostatni z wymienionych świadków przesłuchiwany był 14.10.1965 r. W śledztwie złożył zeznanie o następującej treści: „Gdzieś pod koniec miesiąca marca 1943 r. w Dębicy przeprowadzona była egzekucja na cmentarzu żydowskim w godzinach wieczornych na 12-tu osobach cywilnych narodowości polskiej przez żandarmerię niemiecką. Osoby te zostały skute po 6‑ć osób i doprowadzone na cmentarz. Wśród tych osób był mój syn Zbigniew, któremu po drodze udało się rozkuć i przy pierwszym strzale w chwili rozpoczęcia egzekucji zbiegł bez poranienia.
Następnie ukrywał się, ale na wskutek tego zachorował na gruźlicę i zmarł w domu po wyzwoleniu w grudniu 1947 roku. Nie wiem czy w tej egzekucji brał udział były wachmistrz żandarmerii niemieckiej Hans Urban, ale słyszałem i jest mi wiadomo, że ten brał w masowych rozstrzeliwaniach ludności cywilnej narodowości polskiej i żydowskiej na terenie powiatu dębickiego.
Bliżej będzie znał sprawę ob. Świerad Władysław, zam. Dębica, ul. Rzeszowska b. (były – JS)– funkcj. policji granatowej oraz były tłumacz, przewodnik policji i przezwisku »Fajcarz«, którego nazwiska zapomniałem”[13]. Zeznania tych świadków są dostępnie, co pozwala napisać, że informacje wynikające z tych zeznań poznamy już wkrótce.
Część protokołu przesłuchania świadka A. Bochniewicza w dniu 14.10.1965. Źródło: IPN Rz 375/16 t.2
Autor artykułu nie zapoznał się z protokołem późniejszego przesłuchania A. Bartkowicza (22.12.1967 r.). To bardzo ważne przesłuchanie, gdyż w istotny sposób wypowiedź świadka musiała zostać zmieniona. R. Pajura pisze o osiemnastu osobach postawionych przed wykopanym grobem na cmentarzu żydowskim. Ofiary ginęły od serii z karabinu maszynowego. Kiedy Bronisława Wójcik została trafiona, jej dłoń wysunęła się z kajdanek, zdążyła jeszcze powiedzieć do Z. Bartkowicza — uciekaj. „Ten skoczył pomiędzy nagrobki, które stały się osłoną przed kulami. Zdążył wydostać się z cmentarza i uciec przed pościgiem”[14].
Wynika z tego, że rozstrzelanych zostało 17 osób: sześcioosobowa rodzina Wójcików; czterech żołnierzy AK zatrzymanych w budynku Sokoła; siedem osób zaprzysiężonych do AK, zatrzymanych po zeznaniach M. Bochniewicza[15]. Tej treści informacje mógł posiadać jedynie A. Bartkowicz.
Próba podsumowania
Na wstępie artykułu autor podzielił się opinią o konieczności krytyczniejszego spojrzenia na informacje wynikające z opisów zdarzeń na temat niemieckiej prowokacji w 1943 r. Potrzeba taka uwidoczniła się na długo przed odnalezieniem źródeł, w których utrwalone zostały zeznania, których treść poznaliśmy w tym artykule.
Wiedza kryminalistyczna podpowiadała potrzebę analizowania wszelkich dostępnych źródeł informacji. Z tego powodu we wcześniejszych artykułach było nawiązanie do reguły siedmiu złotych pytań (Co? Gdzie? Kiedy? W jaki sposób? Dlaczego? Jakimi środkami? Kto?). To ważne pytania, jeżeli chcemy poznać prawdę o jakimkolwiek zdarzeniu. Pytania te trudno zauważyć analizując treść zeznań świadków, których poznaliśmy do tej pory. Prof. Tadeusz Hanausek, nawiązując to tych pytań, pisał, że podpowiadają one kierunek ustaleń wykrywczych w danej sprawie[16].
Przedmiotem naszego zainteresowania nie są jednak czynności sędziów lub prokuratorów związane z przesłuchaniem świadków, lecz informacje na temat przebiegu zdarzeń, które protokoły te odzwierciedlają. Do ustaleń opisanych piórem R. Pajury autor podchodzić z rezerwą. Ostrożność podyktowana jest wątpliwościami co do poprawności ustaleń autorów opracowań, na której literaturze odtworzone zostały opisane zdarzenia. Wydaje się, że nie zachodzi potrzeba rozwijania tego wątku, gdyż podsumowanie kończące ten artykuł zmierza m.in. do wykazania, że w sposób świadomy W. Strumski własne wyobrażenia, przedstawił jako zdarzenia prawdziwe.
Okoliczności zatrzymania uczestników kradzieży w budynku Sokoła oraz przebieg egzekucji przytoczone zostały przez W. Strumskiego w artykule opublikowanym 10.04.2025[17]. Obecnie wiadomo, że ucieczka Z. Bartkowicza nastąpiła w początkowej fazie egzekucji. Na podstawie czyich wypowiedzi Strumski odtworzył szczegóły egzekucji? Mało prawdopodobne jest, że informacje zdobył od któregoś z Niemców, którzy brali udział w zasadzce w budynku „Sokoła”, bądź obecnych podczas w egzekucji. W opisach Strumskiego oraz A. Stańko nie ma odwołania się do relacji świadków, czy też odwołania się do innych źródeł. Czy wcześniej nikogo to nie zastanowiło?
Obecnie jesteśmy bogatsi o informacje wynikające z zeznań siostry oraz ojca Z. Bartkowicza. Bez tych informacji, opis okoliczności ucieczki z cmentarza nasuwał także wątpliwości. Z ustaleń własnych wynika, że macewy z cmentarza żydowskiego, Niemcy wykorzystali m.in. do utwardzenia parkingu niedaleko budynku Domu Żołnierza, gdzie dochodziło do kradzieży broni, amunicji i wyposażenia wojskowego. Sposób utwardzenia parkingu macewami potwierdzony został w dwóch źródłach. W takich okolicznościach pisanie, że pociski rykoszetowały od nagrobków, opis czyniło wątpliwym i skłaniało do poszukiwań informacji odpowiadających prawdziwemu przebiegowi zdarzeń. W ramach tych poszukiwań, w drodze analizy informacji, poddany został w wątpliwość opis kradzieży broni, podczas której miało dojść do zatrzymania w wyniku zasadzki wewnątrz budynku.
Powodów do podnoszenia wątpliwości, na temat poprawności ustaleń organów ścigania oraz autorów opowiadających o tych wydarzeniach jest więcej. Będą miały odzwierciedlenie w przyszłości, gdyż jedynie poprawne ustalenia, powinny być podstawą do formułowania ocen, tym bardziej oskarżeń. Antoni Stańko, składając zeznania, oświadczył, że krytycznego dnia (11.04.1943) egzekucją kierował Hans Urban. Skoro A. Bartkowicz nie miał takiej wiedzy, to od kogo informację tej treści miał A. Stańko? Poszukując informacji na podobne pytania, właśnie zbliżamy się do prawdy. Treść zeznań „Fajcarza” oraz Władysława Świerada (granatowi policjanci z Dębicy) ułatwią poznanie prawdy. CDN.
[1] J. Swół, K. Zalewska, Powrót do zbrodni, Rocznik Muzeum Regionalnego w Dębicy 2021, Tom VI, Dębica 2022, s. 45–82.
[2] K. Juszka, Wersja nieprawdopodobna, [w:] Nauka wobec przestępczości. Księga ku czci Profesora Tadeusza Hanauska, red. J. Błachut, M. Szewczyk, J. Wójcikiewicz, Wyd. IES, Kraków 2001, s.87–90.
[3] M. Grzybowska, Ocalone wspomnienia (cz. I). Zebrane wspomnienia i opracowania 1939–1945, (rak wydawcy, miejsca oraz roku wydania). Publikacja nie ma też nr ISBN. Wybór tekstów dokonała autorka. Książka dostępna jest w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Dębicy. Wypożyczalnia dla Dorosłych i Młodzieży.
[4] Tamże, s. 322.
[5] J. Swół, Po śladach zbrodni. Zdrada, https:// zeszytydebickie.pl/2025/04/10/po-sladach-zbrodni-zdrada/ (opublikowano 10.04.2025).
[6] M. Grzybowska, Ocalone wspomnienia…, wyd. cyt., s. 317.
[7] Tamże, s. 448.
[8] Z ustaleń autora wynika, że w okolicy tego skrzyżowania w okresie okupacji pod nr 253 mieszkał E. Bochniewicz oraz M. Bochniewicz w bezpośrednim sąsiedztwie w domu oznaczonym nr 349 (brak pełnych imion). Mieczysław Bochniewicz s. Józefa mieszkał z rodzicami. Małżeństwo Józef Bochniewicz, jego żona Teofila oraz syn mieszkali w budynku oznaczonym nr 673 przy ul. Mickiewicza. Informacje te potwierdzają szkice Rapffa oraz dokumenty znajdujące się w zasobach IPN w Rzeszowie. W części budynku który stoi do dnia dzisiejszego przy ul. Rzeszowskiej nr 84, w okresie okupacji mieszkało niemieckie małżeństwo o nieustalonym nazwisku. Mężczyzna był wojskowym. Dwaj ich synowie walczyli na froncie wschodnim. Tenże Niemiec miał udzielić pomocy T. Bochniewicz w uwolnieniu syna kiedy został aresztowany. Ponieważ z tego powodu groziła mu odpowiedzialność karna, małżeństwo opuściło zajmowane pomieszczenia w domu Bochniewiczów i udało się w nieznanym kierunku. Informacja jednoźródłowa. Wymaga zweryfikowania o inne źródło(a).
[9] R. Pajura, Zagłada i walka. Druga wojna światowa w Dębicy i powiecie dębickim, Ag. Wyd. Agard, Dębica 2020, przypis 179, s. 716.
[10] Materiały IPN Rz 375/16 t.1, s.9 (13 pdf).
[11] Tamże, s. 11 (15 pdf)
[12] IPN Rz 375/16 t.2, s.24 (28 pdf).
[13] Tamże.
[14] R. Pajura, Zagłada i …, wyd. cyt., s. 341.
[15] Tamże.
[16] T. Hanusek, Kryminalistyka. Zarys wykładu. 6. Wydanie zaktualizował Maciej Szostak, Oficyna a Wolters Kluwer business, Warszawa 2009, s.59.
[17] J. Swół, Po śladach zbrodni. Zdrada, https://zeszytydebickie.pl/2025/04/10/po-sladach-zbrodni-zdrada/



