Menu close

Powroty do zdarzeń. Niemieckie prowokacje w Soldatenheim w Dębicy

Jan Swół

W okre­sie hitle­row­skiej oku­pa­cji budy­nek Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Dębicy Niemcy wyko­rzy­sty­wa­li dla celów woj­sko­wych. Nie usta­lo­no dokład­nie, od kie­dy, lecz z gro­nie miej­sco­wych histo­ry­ków panu­je zgod­ny pogląd, że w czę­ści obec­ne­go Dom Kultury „Śnieżna” w Dębicy mie­ścił się Dom Żołnierza (Soldatenheim). Sieć nie­miec­kich pań­stwo­wych domów (niem. Deutsches Soldatenhaus, Soldatenheim, DSH) prze­zna­czo­na była dla urlo­po­wa­nych lub podró­żu­ją­cych żoł­nie­rzy Wehrmachtu i Schutzstaffel (SS). Spełniały funk­cję hote­lu, domu publicz­ne­go, restau­ra­cji, kina w oku­po­wa­nej Europie w latach 1939–45 r.[1] Jakie wyda­rze­nia mia­ły miej­sce w dębic­kim Sokole oraz ich cha­rak­ter nie­wie­le wia­do­mo. Spowodowane jest to bra­kiem roz­po­zna­nia obiek­tu, kto tam pra­co­wał, w jakich cha­rak­te­rze oraz w jakich okre­sach. Informacje takie były­by nam bar­dzo przy­dat­ne.

Na skró­ty

Jeden z dębic­kich histo­ry­ków wypo­wia­dał się, że Niemiecki Dom Żołnierza był w zain­te­re­so­wa­niu dębic­kich struk­tur AK. Co było przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia nie wia­do­mo. Informacje na temat wspo­mnia­ne­go obiek­tu mogą oka­zać się przy­dat­ne, przy wyja­śnie­niu wąt­pli­wo­ści zwią­za­nych z nie­miec­ki­mi pro­wo­ka­cja­mi w tym budyn­ku w 1943 r. Stąd to nawią­za­nie oraz proś­ba skie­ro­wa­na do innych osób, o podzie­le­nie się wie­dzą na ten temat – jeże­li taką wie­dzę posia­da­ją. Autor zakła­da, że na pod­sta­wie lite­ra­tu­ry fak­tu oraz nowych źró­deł infor­ma­cji, zbli­ży­my się do praw­dy o prze­bie­gu zda­rzeń, oso­bach oraz ich rolach jakie ode­gra­ły. Obecny stan opi­sy­wa­ny w książ­kach i arty­ku­łach wzbu­dza wie­le wąt­pli­wo­ści. W opar­ciu o dotych­cza­so­we bada­nia oraz publi­ka­cje wia­do­mo, że następ­stwem tych pro­wo­ka­cji była śmierć nie­usta­lo­nej dokład­nie licz­by osób.

Używanie licz­by mno­giej (pro­wo­ka­cje) ma uza­sad­nie­nie w usta­le­niach Ryszarda Pajury, któ­ry na pod­sta­wie ana­li­zy wie­lu źró­deł infor­ma­cji, zre­kon­stru­ował zda­rze­nia opi­su­jąc je w książ­ce. Skutkiem pro­wo­ka­cji było roz­strze­la­nie 18 osób, dzia­ła­ją­cych w orga­ni­za­cjach nie­pod­le­gło­ścio­we­go pod­zie­mia w Dębicy i oko­li­cy[2]. Podkreślenia wyma­ga, że autor książ­ki doszedł do odkryw­cze­go wnio­sku, iż dwu­krot­nie z budyn­ku Sokoła doko­na­no kra­dzie­ży bro­ni. Pierwsza uda­na kra­dzież w wyko­na­niu: Adama Ciurkota, Zbigniew Bartkowicza przy współ­udzia­le Mieczysława Bochniewicza (kon­fi­den­ta) doko­na­na zosta­ła pod koniec mar­ca 1943 r[3]. Za dru­gim razem, sze­ściu człon­ków dru­ży­ny AK dowo­dzo­nej przez A. Ciurkota zosta­ło uję­tych w zasadz­ce zor­ga­ni­zo­wa­nej przez nie­miec­kie służ­by poli­cyj­ne[4]. Bochniewicz zdra­dził człon­ków tej gru­py. Ponadto zezna­nia­mi obcią­żył jesz­cze sied­miu innych człon­ków owej dru­ży­ny, któ­rzy zosta­li tak­że aresz­to­wa­ni. Informacja o zezna­nia M. Bochniewicza, to tak­że waż­na infor­ma­cja. Już wkrót­ce będzie moż­na same­mu oce­nić jej zna­cze­nie oraz przy­dat­ność do wery­fi­ka­cji infor­ma­cji, któ­re poja­wi­ły się w pra­sie oraz książ­kach na inte­re­su­ją­cy nas temat.

W ramach wła­snych badań usta­lo­no, że w dniu 11 kwiet­nia 1943 r. mia­ło dojść do roz­strze­la­nia 22 osób. Wynika to z doku­men­tów oraz infor­ma­cji w nich zwar­tych[5]. Z kolei doku­men­ty IPN wyka­zu­ją, że w zbio­ro­wej mogi­le pod­czas eks­hu­ma­cji ujaw­nio­no 11 ciał (syn Wiktorii Longosz, rodzi­na Wójcików z Małej – 6 osób oraz 4 uczniów). Zwłoki prze­nie­sio­no na cmen­tarz para­fial­ny. Bronisława Longosza aresz­to­wa­no tej samej nocy co rodzi­nę Wójcików (2/3.04) – co wyni­ka z pro­to­ko­łu prze­słu­cha­nia. W dniu 4 lub 5 kwiet­nia 1943 r. miał zostać roz­strze­la­ny[6]. W dniu 5.04.1943 r. został roz­strze­la­ny Adam Ciurkot[7]. Natomiast zgon Kazimierza Kamińskiego[8] nastą­pił nie 11 kwiet­nia 1943 r. – jak wyni­ka z załącz­ni­ka do pisma UM w Dębicy, lecz 31 grud­nia 1943 r. W książ­ce R. Pajury, K. Kamiński nie wystę­pu­je w gro­nie osób roz­strze­la­nych, jak rów­nież aresz­to­wa­nych.

Z tych m.in. powo­dów zda­rze­nia są przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia. Uzasadniają tak­że pod­ję­cie dzia­łań ukie­run­ko­wa­nych na usta­le­nie: innych źró­deł infor­ma­cji, co jest fak­tem, co mitem, bądź wytwo­rem wyobraź­ni osób piszą­cych o zbrod­ni na rodzi­nie Wójcików z Małej, jak rów­nież uczniach dębic­kich szkół.

Możliwości takie stwa­rza­ją nowe źró­dła infor­ma­cji oraz wie­dza kry­mi­na­li­stycz­na, któ­rą autor będzie wyko­rzy­sty­wał dążąc do usta­le­nia praw­dy. Chyba nie nale­ży niko­go prze­ko­ny­wać, że jedy­nie popraw­ne usta­le­nia odno­szą­ce się do zda­rzeń, mogą być pod­sta­wą for­mu­ło­wa­nia traf­nych ocen i wnio­sków.

Niemieckie porząd­ki na tere­nie oku­po­wa­ne­go powia­tu

Za prof. Stanisławem Pieprznym przyj­mij­my, że sło­wo porzą­dek nale­ży rozu­mieć jako stan, struk­tu­rę, plan lub układ odzna­cza­ją­cy się regu­lar­no­ścią, przej­rzy­sto­ścią, czy­sto­ścią, schlud­no­ścią uło­że­niem rze­czy w miej­scach dla nich prze­zna­czo­nych. Porządek jest zatem pozy­tyw­nym sta­nem rze­czy akcep­to­wa­nym przez więk­szość ludzi. Najczęściej odno­si­my to do oto­cze­nia czło­wie­ka. Termin „publicz­ny” ozna­cza tyle, co: pań­stwo­wy, powszech­ny, doty­czą­cy ogó­łu, jaw­ny, spo­łecz­ny, zwią­za­ny z urzę­dem czy insty­tu­cją. W tym kon­tek­ście zna­cze­nio­wym może­my mówić o porząd­ku publicz­nym w mie­ście, na wsi, dro­dze, uli­cy, w środ­kach komu­ni­ka­cji publicz­nej, w gmi­nie, innych miej­scach i obsza­rach. Pojęcie porząd­ku publicz­ne­go naj­czę­ściej wystę­po­wa­ło i wystę­pu­je w prze­pi­sach pra­wa kar­ne­go i admi­ni­stra­cyj­ne­go[9]. Jako zja­wi­sko spo­łecz­ne, porzą­dek publicz­ny jest trud­ny do zde­fi­nio­wa­nia. Wynika to z fak­tu, że jest wytwo­rem czło­wie­ka, zja­wi­skiem struk­tu­ral­nie zło­żo­nym, zmie­nia­ją­cych się w cza­sie, na co mają wpływ uwa­run­ko­wa­nia wewnętrz­ne i zewnętrz­ne, w jakich funk­cjo­nu­je isto­ta ludz­ka.

Główny cię­żar odpo­wie­dzial­no­ści za bez­pie­czeń­stwo i porzą­dek publicz­ny spo­czy­wa na orga­nach admi­ni­stra­cji na danym tere­nie i odpo­wied­nie­go jej szcze­bla struk­tu­ry admi­ni­stra­cyj­nej dane­go pań­stwa. Państwo jest orga­ni­za­cją poli­tycz­ną. Jego isto­ta spro­wa­dza się do posia­da­nia przez okre­ślo­ną zbio­ro­wość ludz­ką (spo­łe­czeń­stwo) suwe­ren­nej wła­dzy, spra­wo­wa­nej na okre­ślo­nym tery­to­rium. Państwo cechu­je zdol­no­ści do sta­no­wie­nia i egze­kwo­wa­nia pra­wa, ma mono­pol na uży­cie siły w celu zapew­nie­nia porząd­ku i bez­pie­czeń­stwa, tak­że do reali­za­cji swo­ich poli­tycz­nych i gospo­dar­czych celów.

Po krót­kim ogól­nym nawią­za­niu przejdź­my do histo­rycz­nych zda­rzeń zwią­za­nych z nie­miec­ką agre­sją na Polskę. Warszawa ska­pi­tu­lo­wa­ła 28 wrze­śnia 1939 r. W imie­niu dowódz­twa obro­ny akt kapi­tu­la­cji Warszawy pod­pi­sał gen. Tadeusz Kutrzeba. Najwyższe wła­dze Rzeczypospolitej ewa­ku­owa­ły się z tery­to­rium pol­ski dzie­sięć dni wcze­śniej (18.09.); 5 paź­dzier­ni­ka Adolf Hitler ode­brał defi­la­dę wojsk nie­miec­kich w Warszawie; 12 paź­dzier­ni­ka A. Hitler wydał zarzą­dze­nie o utwo­rze­niu „Generalnego Gubernatorstwa dla oku­po­wa­nych pol­skich obsza­rów (Das Generalgouvernement für die beset­zen polni­schen Gebiete), z mocą obo­wią­zu­ją­ca od 26 X”[10].

 

Powiat dębic­ki i sąsia­du­ją­ce z nim powia­ty. Fragment mapy podzia­łu admi­ni­stra­cyj­ne­go (1941–1945). Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Landkreis_Debica

Koncepcję Generalnego Gubernatorstwa (dalej: GG) urze­czy­wist­nio­ną aktem praw­nym A. Hitlera, za Andrzejem Zasiecznym, moż­na opi­sać, jako struk­tu­rę admi­ni­stra­cyj­ną, któ­ra nie była samo­dziel­nym pań­stwem, choć mia­ła pew­ne cechy para pań­stwa. Nie była rów­nież pro­win­cją Rzeszy, choć peł­nię wła­dzy spra­wo­wa­li na tery­to­rium GG Niemcy[11]. Najwyższym orga­nem wła­dzy na obsza­rze GG był gene­ral­ny guber­na­tor Hans Frank.

Powiat Dębica (niem. Landkreis Debica, Kreishauptmannschaft Debica), jako jed­nost­ka admi­ni­stra­cyj­na samo­rzą­du tery­to­rial­ne­go, funk­cjo­no­wał od 3 grud­nia 1939 do stycz­nie 1945 r. W skład powia­tu weszło: przed­wo­jen­ne tery­to­rium powia­tu, powiat mie­lec­ki oraz część powia­tu tar­no­brze­skie­go. W Mielcu i Tarnobrzegu znaj­do­wa­ły się eks­po­zy­tu­ry (Landkomisariat) pod­le­głe sta­ro­ście (Kreishauptmann) w Dębicy. W 1943 roku na powierzch­ni 3083 km² któ­rą zaj­mo­wał powiat, zamiesz­ki­wa­ło ponad 208 tys. osób. W skład powia­tu wcho­dzi­ło 37 gmin, w tym 9 miast i 224 wsie[12].

Autor nie spo­tkał się z pró­bą okre­śle­nia w dro­dze badań, ile osób z inte­re­su­ją­ce­go nas tere­nu, po klę­sce wrze­śnio­wej 1939 r. włą­czo­nych zosta­ło do oku­pa­cyj­ne­go sys­te­mu admi­ni­stra­cyj­ne­go GG. Wydaje się, że zakres wie­dzy prze­ka­zy­wa­nej w publi­ka­cjach o sys­te­mie oku­pa­cyj­nym, spy­cha­ny jest na mar­gi­nes, co wpro­wa­dza cha­os infor­ma­cyj­ny. Dlatego zasad­ne jest, cho­ciaż­by w dużym uprosz­cze­niu, przy­bli­żyć naj­istot­niej­sze usta­le­nia histo­ry­ków na temat sił poli­cyj­nych.

Na cze­le całej poli­cji stał Wyższy Dowódca SS i Policji, któ­re­mu pod­le­ga­ły wszyst­kie siły poli­cyj­ne. Dzieliły się na dwa pio­ny, poli­cję porząd­ko­wą (Orpo) i poli­cję bez­pie­czeń­stwa (Sipo)[13]. Na narzu­co­nych przez oku­pan­ta warun­kach dzia­ła­ły m.in. orga­ny admi­ni­stra­cji samo­rzą­do­wej (w tym zarzą­dy miej­skie), sądy, służ­ba wię­zien­na, straż pożar­na, funk­cjo­no­wa­ła pocz­ta, kolej, służ­ba leśna, urzę­dy skar­bo­we – wszyst­kie for­mal­nie prze­kształ­co­ne w nie­miec­kie insty­tu­cje, lecz per­so­nal­nie opar­te na przed­wo­jen­nych pol­skich kadrach. W dniu 17 grud­nia 1939 r. uka­za­ło się zarzą­dze­nie gene­ral­ne­go guber­na­to­ra Hansa Franka o orga­ni­za­cji Polskiej Policji Generalnego Gubernatorstwa. Policja ta zwa­na przez spo­łe­czeń­stwo gra­na­to­wą two­rzy­ła komór­kę orga­ni­za­cyj­ną usy­tu­owa­ną nie wyżej niż na szcze­blu powia­tu. Była ści­śle pod­po­rząd­ko­wa­na nie­miec­kiej poli­cji porząd­ko­wej (Ordnungspolizei)[14].

Policja ta sta­no­wi­ła organ wyko­naw­czy guber­na­to­rów i sta­ro­stów. Jej zada­nia były bar­dzo roz­le­głe – od ochro­ny urzę­dów i obiek­tów poprzez służ­bę porząd­ko­wą, kon­tro­lę ewi­den­cji lud­no­ści, wal­kę z „czar­nym ryn­kiem”, udział w łapan­kach, aż do egze­ku­cji publicz­nych i dzia­łań ukie­run­ko­wa­nych na oddzia­ły par­ty­zan­tów. Policja ta skła­da­ła się z dwóch pod­sta­wo­wych hitle­row­skich for­ma­cji poli­cyj­nych tj. poli­cji ochron­nej (Schupo) peł­nią­ca służ­bę w więk­szych mia­stach oraz żan­dar­me­rii (nie mylić z żan­dar­me­rią polo­wą będą­cą orga­nem Wehrmachtu) obej­mu­ją­cej swym zasię­giem dzia­ła­nia pozo­sta­łe tere­ny. Jednym z dębic­kich żan­dar­mów był Urban. Zadaniem Schupo był nad­zór nad Policją Polską i jej dzia­łal­no­ścią, a tak­że służ­ba patro­lo­wa i porząd­ko­wa w mie­ście. W razie wyła­nia­ją­cej się potrze­by i moż­li­wo­ści wyko­ny­wa­nie innych czyn­no­ści poli­cyj­nych[15].

W okre­sie oku­pa­cji, w Dębicy dzia­ła­nia typo­wo poli­cyj­ne for­ma­cje zwią­za­ne z ochro­ną nie­miec­kich inte­re­sów na oku­po­wa­nym tere­nie. Czynności według swo­jej wła­ści­wo­ści podej­mo­wa­ło Gestapo, poli­cja kry­mi­nal­na, poli­cja kole­jo­wa, żan­dar­me­ria i poli­cja gra­na­to­wa. Sposób reali­za­cji tych zadań okre­śla­ły prze­pi­sy wewnętrz­ne, o któ­rych sto­sun­ko­wo mało wia­do­mo. Wyjątkiem są tra­gicz­ne następ­stwa sto­so­wa­nia tych prze­pi­sów przez funk­cjo­na­riu­szy wspo­mnia­nych służb.

 

Gubernator Hans Frank i gen. Herbert Bocker przed oddzia­łem Sonderdienstu. NAC kod 3/2/0/-/4545

Studium przy­pad­ku

Nawiązane do przy­pad­ku ilu­stru­ją­ce­go pra­wo do uży­cia bro­ni przez poli­cjan­ta kole­jo­we­go, w sto­sun­ku do oso­by, któ­ra uni­ka­ła kon­tak­tu z poli­cjan­tem kole­jo­wym, nie ma związ­ku z przed­mio­tem nasze­go zain­te­re­so­wa­nia, czy­li nie­miec­ki­mi pro­wo­ka­cja­mi w Sokole. Pozwala jed­nak na zilu­stro­wa­nie, jak zło­żo­nym pro­ble­mem było roz­strzy­gnię­cie w przed­mio­cie stop­nia winy i odpo­wie­dzial­no­ści za zacho­wa­nie, któ­re­go skut­kiem była śmierć czło­wie­ka. W opi­sy­wa­nym stu­dium przy­pad­ku spraw­ca powo­ły­wał się na prze­pi­sy wewnętrz­ne, któ­re jako funk­cjo­na­riusz w nie­miec­kiej służ­bie obo­wią­za­ny był prze­strze­gać.

Sąd Wojewódzki w Rzeszowie, przed któ­rym ów spraw­ca wystę­po­wał jako oskar­żo­ny w 1966 roku, jego dzia­ła­nie pod wpły­wem roz­ka­zu wziął pod uwa­gę w wyro­ku ska­zu­ją­cym. Inaczej mówiąc, mia­ło to wpływ na wymiar orze­czo­nej kary. Innego zda­nia był pro­ku­ra­tor, któ­ry wyrok ten (sygn. akt IV.K.38/66) zaskar­żył. W uza­sad­nie­niu rewi­zji pro­ku­ra­tor pod­no­sił, że sąd pierw­szej instan­cji w spo­sób nie­uza­sad­nio­ny przy­jął, że oskar­żo­ny dzia­łał pod wpły­wem roz­ka­zu. Sąd Najwyższy roz­pa­try­wał m.in. tę kwe­stię, co wyni­ka z uza­sad­nie­nia wyro­ku (Sygn. akt IV K.R. 171/67). Oto jego frag­ment.

(….)”Nie jest zasad­ny zarzut nie­słusz­ne­go – zda­niem rewi­zji – usta­le­nia, że osk. (….) podej­mu­jąc dzia­ła­nie opi­sa­ne wyżej w p.[punkcie-JS]I i III dzia­łał pod wpły­wem roz­ka­zu.

Trzeba bowiem stwier­dzić, że prze­pis art. 5 § 1 dekre­tu z dnia 31 sierp­nia 1944 (tekst jed­no­li­ty Dz. U. nr 69 z roku 1946, poz. 377) mówi o dzia­ła­niu pod wpły­wem roz­ka­zu. Biorąc więc pod uwa­gę ogól­ną poli­ty­kę hitle­row­skich oku­pan­tów, zdą­ża­ją­cą do eks­ter­mi­na­cji lud­no­ści znaj­du­ją­cych się pod ich oku­pa­cją tere­nów Polski, mię­dzy inny­mi przez naj­bar­dziej dra­stycz­ne środ­ki poli­cyj­ne­go ter­ro­ru, nale­ży uznać, że zezwo­le­nie na uży­cie bro­ni w sto­sun­ku do osób ucie­ka­ją­cych było roz­ka­zem uży­wa­nia w takich wypad­kach bro­ni w sto­sun­ku do każ­dej oso­by ucie­ka­ją­cej, czy to po jej zatrzy­ma­niu, czy w oba­wie zetknię­cia się z orga­na­mi poli­cyj­ny­mi oku­pan­ta. W szcze­gól­no­ści uzbro­je­nie człon­ków ochron­nej poli­cji kole­jo­wej (Bahnschütz Polizei), rekru­tu­ją­cych się z lud­no­ści kra­jów oku­po­wa­nych, wyma­ga­ło dania tym ludziom roz­ka­zów z jed­nej stro­ny odci­na­ją­cych ich od wię­zi z lud­no­ścią kra­jów oku­po­wa­nych, a z dru­giej stro­ny do bez­względ­ne­go ich zwią­za­nia z hitle­row­ski­mi oku­pan­ta­mi.

W tej sytu­acji cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­łym się sta­je, że zezwo­le­nie na uży­cie bro­ni w sto­sun­ku do osób ucie­ka­ją­cych nale­ży uznać za roz­kaz strze­la­nia do takich osób. Nie moż­na więc uznać, aby Sąd I instan­cji popeł­nił błąd w oce­nie oko­licz­no­ści fak­tycz­nych przy­ję­tych za pod­sta­wę zaskar­żo­ne­go wyro­ku, usta­la­jąc, że osk. (…), bio­rąc na pole­ce­nie nie­miec­kich człon­ków ochron­nej poli­cji kole­jo­wej w jakiejś akcji w wyod­ręb­nio­nej dziel­ni­cy żydow­skiej (get­to) lub w kon­wo­jo­wa­niu osób pozba­wio­nych wol­no­ści na »księ­żą łąkę «(miej­sce egze­ku­cji maso­wych) dzia­łał pod wpły­wem roz­ka­zu, strze­la­jąc do osób ucie­ka­ją­cych.

Rzecz pro­sta, że dzia­ła­nie pod wpły­wem roz­ka­zu w myśl cyt. prze­pi­su art. 5§ 1 nie zwal­nia oskar­żo­ne­go (…) od odpo­wie­dzial­no­ści kar­nej, jed­nak zezwa­la­ło Sądowi I instan­cji na zasto­so­wa­nie nad­zwy­czaj­ne­go zła­go­dze­nia kary w myśl §2 tego arty­ku­łu”[16].

Kilka infor­ma­cji porząd­ku­ją­cych o nie­miec­kim sądow­nic­twie w okre­sie oku­pa­cji

Niemcy two­rzy­ły nowy porzą­dek praw­ny na pod­bi­tych zie­miach pol­skich na pod­sta­wie wła­sne­go usta­wo­daw­stwa, narzu­co­ne­go spo­łe­czeń­stwu pod­bi­tej Polski i rygo­ry­stycz­nie egze­kwo­wa­ne­go prze­mo­cą[17]. Sądownictwo w GG skła­da­ło się z sądow­nic­twa nie­miec­kie­go i pol­skie­go. W struk­tu­rze sądow­nic­twa nie­miec­kie­go funk­cjo­no­wa­ły trzy pio­ny: sądy zwy­kłe orze­ka­ją­ce w spra­wach kar­nych i cywil­nych, w sto­sun­ku do Niemców, volks­deut­schów i osób naro­do­wo­ści uprzy­wi­le­jo­wa­nych (np. Czesi, Węgrzy); sądy spe­cjal­ne, któ­rym pod­le­ga­ła cała lud­ność GG w zakre­sie prze­stępstw o sze­ro­ko poję­tym „cha­rak­te­rze poli­tycz­nym” i popeł­nio­nych prze­ciw­ko inte­re­som naro­du nie­miec­kie­go. Rozstrzygały one rów­nież dużo spraw doty­czą­cych zbrod­ni natu­ry kry­mi­nal­nej; poli­cyj­ne „sądy” doraź­ne funk­cjo­nu­ją­ce rów­no­le­gle do sądów spe­cjal­nych. Jak wyni­ka z usta­leń Adama Hempela, był to sąd kole­gial­ny skła­da­ją­cy się z trzech poli­cjan­tów orze­ka­ją­cych na ogół karę śmier­ci, czę­sto nawet bez kon­tak­tu z oskar­żo­nym. Nie obo­wią­zy­wa­ła ich żad­na pro­ce­du­ra, w rozu­mie­niu kla­sycz­nej pro­ce­du­ry kar­nej. Istotą ich dzia­ła­nia była reali­za­cja poli­ty­ki eks­ter­mi­na­cyj­nej, ści­ślej mówiąc lega­li­za­cja zbrod­ni. Kompetencje takich „sądów” doraź­nych obej­mo­wa­ły czy­ny noszą­ce zna­mio­na dzia­łal­no­ści skie­ro­wa­nej prze­ciw­ko Rzeszy, jej oby­wa­te­lom i wła­dzom GG. Przy powia­to­wych urzę­dach admi­ni­stra­cyj­nych ist­nia­ły tzw. sądy poli­cyj­ne jako zwy­kłe kole­gia orze­ka­ją­ce w spra­wach wykro­czeń[18].

Działalność wymie­nio­nych sądów w powie­cie dębic­kim nie ma szer­sze­go odzwier­cie­dle­nia w publi­ka­cjach książ­ko­wych nawią­zu­ją­cych do wyda­rzeń mają­cych zwią­zek z Dębicą i powia­tem. Czy jest moż­li­we, że dzie­siąt­ki mor­derstw doko­na­nych w róż­nych miej­scach i sytu­acjach, jest następ­stwem m.in. dzia­ła­nia poli­cyj­nych sądów doraź­nych? Na to oraz sze­reg innych pytań nale­ży poszu­ki­wać odpo­wie­dzi, żeby ludz­kość nie doświad­czy­ła już nigdy, podob­nych tra­ge­dii będą­cych następ­stwem nie­na­wi­ści raso­wej, wyzna­nio­wej bądź z innych przy­czyn powo­do­wa­nych nie­ak­cep­to­wa­ny­mi przez ogół zacho­wa­nia­mi czło­wie­ka.

Sądy woj­sko­we co do zasa­dy mia­ły cha­rak­ter wewnętrz­ne­go wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści Wehrmachtu oraz sądy SS i Policji o ana­lo­gicz­nym cha­rak­te­rze. Według jed­no­źró­dło­wej infor­ma­cji, z któ­rą spo­tkał się autor, przed sądem woj­sko­wym ucie­kał nocą Niemiec, któ­ry zamiesz­ki­wał w czę­ści domu Józefa i Teofili Bochniewiczów w Dębicy, a któ­ry poma­gał mat­ce Mieczysława Bochniewicza uwol­nić syna z aresz­tu. Obszerniejsza infor­ma­cja na ten temat poja­wi się w sto­sow­nym cza­sie.

Okupacyjny ter­ror, prze­moc i nie tyl­ko

Jedną z cech życia w GG było wyda­wa­nie dużej licz­by róż­nych zarzą­dzeń, naka­zów i zaka­zów regu­lu­ją­cych pra­wie wszyst­kie aspek­ty życia miesz­kań­ców. Za nie­prze­strze­ga­nie tych prze­pi­sów gro­zi­ły absur­dal­nie wyso­kie kary – naj­czę­ściej śmierć lub wysy­ła­nie do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go. Stąd był już tyl­ko krok do sto­so­wa­nia prze­mo­cy na ska­lę maso­wą – pisze Andrzej Zasieczny[19].

Powszechne ‑w jego oce­nie- było poczu­cie bez­pra­wia i ukształ­to­wa­nie się men­tal­no­ści, któ­ra budo­wa­ła prze­ko­na­nie, że wszyst­ko wol­no, a za swo­je czy­ny czę­sto nie pono­si się odpo­wie­dzial­no­ści bądź kary[20]. Przemoc na maso­wą ska­lę mani­fe­sto­wa­ła się na wie­le spo­so­bów, z odpo­wie­dzial­no­ścią zbio­ro­wą miesz­kań­ców włącz­nie. Materiały zgro­ma­dzo­ne w ramach śledztw, któ­re są udo­stęp­nia­ne przez Instytut Pamięci Narodowej (IPN), zawie­ra­ją nie­wy­obra­żal­ną licz­bę infor­ma­cji, na temat aktów bestial­stwa w sto­sun­ku do dru­gie­go czło­wie­ka. Ubolewać moż­na, że wraz z dostęp­no­ścią do tych infor­ma­cji, okru­cień­stwo woj­ny opi­su­je się w spo­sób sche­ma­tycz­ny; okrut­ny i bez­względ­ny wróg, oraz glo­ry­fi­ko­wa­nie dzia­łal­no­ści, któ­ra nie mogła sku­tecz­nie prze­ciw­sta­wić się bez­pra­wiu, prze­mil­cza­nie nie­wy­god­nych fak­tów itp. Natomiast w bilan­sie strat, nie bie­rze pod uwa­gę spo­łecz­nych kosz­tów m.in. ofiar oraz trau­ma­tycz­nych prze­żyć ich rodzin.

Kolejną kwe­stią pomi­ja­ną w pro­ce­sie edu­ka­cji histo­rycz­nej, to wpro­wa­dza­nie w błąd poprzez nie­rze­tel­ne usta­le­nia bądź prze­mil­cza­nie praw­dy. Brak życz­li­wo­ści w sto­sun­ku do Żydów zna­na jest auto­ro­wi z lite­ra­tu­ry, w okre­sie, kie­dy Polacy, będąc pod zabo­rem austriac­kim, modli­li się o zdro­wie Cesarza oraz jego rodzi­ny. Nie wcho­dząc w histo­rycz­ne zawi­ło­ści, wystar­cza­ją­ce jest przy­po­mnie­nie, że po odzy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści (1918) sto­sun­ki pol­sko-żydow­skie nie były wol­ne od kon­flik­tów i wro­go­ści[21]. Henryk Zamojski pisze np. że po zakoń­cze­niu walk z Ukraińcami, we Lwowie 28 listo­pa­da 1918 r. doszło do pogro­mu Żydów (150 ofiar śmier­tel­nych, ok. 7000 osób poszko­do­wa­nych, 50 spa­lo­nych domów, co naj­mniej 500 uszko­dzo­nych skle­pów). Delegowany do Lwowa przed­sta­wi­ciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, w rapor­cie (17.12.1918) oce­nił, że dzia­ła­nia odwe­to­we ze stro­ny woj­ska były bez­praw­ne i niczym nie­uza­sad­nio­ne. „Z bólem stwier­dza­my, że zna­la­zła się pew­na licz­ba ofi­ce­rów, któ­ra bra­ła udział w mor­dach i rabun­kach”[22].

Po śmier­ci mar­szał­ka Józefa Piłsudskiego – pisze Richand M. Watt – anty­se­mi­tyzm zaczął przy­bie­rać nie­mal ofi­cjal­ny cha­rak­ter. „Rząd apro­bo­wał boj­kot żydow­skie­go han­dlu. Towarzyszyły mu napa­dy, któ­rym poli­cja nie pró­bo­wa­ła prze­ciw­dzia­łać, aż wresz­cie w 1936 roku wie­lu Żydów zgi­nę­ło, a kil­ku­set odnio­sło rany”[23]. W jego oce­nie był to okres naj­gor­szych anty­se­mic­kich gwał­tów w histo­rii nie­pod­le­głej Polski. W Sejmie, pre­mier Sławoj-Skłodkowski stwier­dził, że nikt w Polsce nie powi­nien się czuć zagro­żo­ny. »Uczciwy gospo­darz nie pozwa­la, by w jego domu komu­kol­wiek sta­ła się krzyw­da. Ale wal­ka eko­no­micz­na – i owszem!«[24]. Obóz Zjednoczenia Narodowego (OZN) kol­por­to­wał pla­ka­ty z taki­mi hasła­mi, jak „Kupuj tyl­ko w pol­skich skle­pach!”, „Każdy nowy pol­ski sklep pla­ców­ką w wal­ce”, „Polska wol­na od Żydów to wol­na Polska”. Plakaty o takiej tre­ści roz­wie­sza­no w całym kra­ju. „Hierarchia Kościoła kato­lic­kie­go już wcze­śniej przy­ło­ży­ła się do tej kam­pa­nii, gdyż kar­dy­nał Hlond w liście paster­skim wska­zy­wał kato­li­kom, że »słusz­nie czy­ni ten, kto woli swo­ich w kon­tak­tach han­dlo­wych i uni­ka żydow­skich stra­ga­nów na ryn­ku, ale nie wol­no nisz­czyć żydow­skich przed­się­biorstw«. Kardynał potę­pił prze­moc, ale stwier­dził, iż »fak­tem jest, że Żydzi wal­czą z Kościołem kato­lic­kim … sta­no­wią awan­gar­dę bez­boż­nic­twa, bol­sze­wi­zmu i dzia­łań wywro­to­wych… Jest fak­tem, że Żydzi są defrau­dan­ta­mi i lichwia­rza­mi oraz upra­wia­ją han­del żywym towa­rem«[25].

W okre­sie oku­pa­cji Żydzi doświad­cza­li okru­cieństw nie tyl­ko od przed­sta­wi­cie­li Rzeszy, o czym było gło­śno zwłasz­cza po opu­bli­ko­wa­niu książ­ki Jana T. Grossa[26]. Anna Bikont nawią­zy­wa­ła do wyda­rzeń w Jedwabnem[27] oraz auto­rzy książ­ki pt. „Powrót do Jedwabnego”[28]. Przywołano te pozy­cje książ­ko­we, gdyż doty­czą jed­ne­go zda­rze­nia z 10 lip­ca 1941 r. Trzy wyda­nia książ­ko­we, trzy spoj­rze­nia na zebra­ne dowo­dy oraz róż­ne inter­pre­ta­cje, na pod­sta­wie ujaw­nio­nych śla­dów. Lecz praw­da o zda­rze­niu jest jed­na.

Morderców moż­na zna­leźć w każ­dej nacji – pisze Jacek Kuroń. „Mit ofia­ry i mit mor­der­cy róż­ni odle­głość od praw­dy. Pierwszy ją defor­mu­je, zagęsz­cza okru­cień­stwem w imię pamię­ci pomor­do­wa­nych. Drugi ucie­ka od praw­dy, prze­ina­cza i prze­ni­co­wu­je, pod­pie­ra się mniej­szy­mi mita­mi[29]. To praw­da. Ocena ta ma tak­że uza­sad­nie­nie np. w bada­niach Chrostophera R. Browninga, tak­że zwią­za­nych z woj­ną i pro­ce­sem moty­wo­wa­nia funk­cjo­na­riu­szy do popeł­nia­nia zbrod­ni[30]. W bada­niach histo­rycz­nych obiek­ty­wizm i docie­kli­wość powin­ny poma­gać w usta­la­niu fak­tów; wyka­zy­wać bra­ki; potwier­dzać (zaprze­czać) usta­le­niom innych. Tylko w ten spo­sób unik­nie­my dez­in­for­ma­cji i błęd­nych ocen. Jakże czę­sto emo­cje bio­rą górę nad logi­ką. Ale to temat do innych roz­wa­żań.

Żandarm, któ­ry współ­pra­co­wał z AK?

W mono­gra­fii (Zagłada i wal­ka) Ryszard Pajura pisze o żan­dar­mie nad­zo­ru­ją­cym poste­ru­nek gra­na­to­wej poli­cji w gmi­nie Wielopole Skrzyńskie. W czę­ści trze­ciej publi­ka­cji pt. Wilhelma Jakiego polo­wa­nie na Żydów napi­sał: „Celem Jakiego było zna­le­zie­nie Żydów, ale gdy mu się to uda­ło, nie robił krzyw­dy ukry­wa­ją­cym ich gospo­da­rzom. Sam czuł się Polakiem, uwa­żał nawet, że w ten spo­sób chro­ni roda­ków. Bo gdy­by zamiast nie­go na trop kry­jó­wek Żydów wpa­dli nie­miec­cy żan­dar­mi lub gesta­po, nie mie­li­by lito­ści dla niko­go”[31]. Można by powie­dzieć, że nie on pierw­szy i nie ostat­ni, w swo­isty spo­sób uspra­wie­dli­wiał sie­bie i swo­je postę­po­wa­nie, któ­re pozba­wia­ło życia Żydów, nie­kie­dy mająt­ku, któ­ry przy­własz­czał sobie. To zbrod­ni­cze dzia­ła­nie słu­żyć mia­ło ochro­nie Polaków!

Można powie­dzieć, że Wilhelm Jaki – w świe­tle usta­leń R. Pajury – miał argu­men­ty, dla wyka­zy­wa­nia się przy­chyl­no­ścią do osób naro­do­wo­ści pol­skiej, reali­zu­jąc swo­ją zbrod­ni­czą misję w odnie­sie­niu do Żydów. Waga spra­wy dyk­tu­je potrze­bę nie­co szer­sze­go nawią­za­nia do tego zda­rze­nia.

Szef gra­na­to­wej poli­cji w Wielopolu (Bystroń) pro­po­no­wał W. Jakiemu ścią­gnię­cie oddzia­łu SS w celu spa­cy­fi­ko­wa­nia Małej, gdzie według infor­ma­cji, któ­re posia­da, miesz­kań­cy ukry­wa­ją Żydów. Żandarm, Jaki zna­lazł inne roz­wią­za­nie. Udał się do skle­pu w Małej z innym funk­cjo­na­riu­szem. Pytali o Żydów i oso­by, któ­re mogą ich ukry­wać w swo­ich gospo­dar­stwach. Obawa skle­pi­ka­rza o los rodzi­ny i mająt­ku dała ocze­ki­wa­ny, przez Jakiego sku­tek. Mężczyzna zała­mał się – wska­zał miej­sce. Kiedy powró­ci­li po kil­ku godzi­nach wie­czo­rem, uda­li się pro­sto do sto­do­ły, „gdzie z kry­jów­ki wycią­ga­ją dzie­wię­ciu tło­czą­cych się w niej Żydów. Prowadzą ich kilo­metr od zabu­do­wań, na pole pomię­dzy gór­nym fol­war­kiem a wsią. Tam ofia­ry mają się poło­żyć twa­rzą do zie­mi, po czym zosta­ją zabi­te strza­łem z pisto­le­tu w tył gło­wy. Wilhelm Jaki nawet nie poli­czył, ilu wśród zabi­tych było kobiet, ilu męż­czyzn, zauwa­żył jed­nak, że nie było wśród nich małych dzie­ci.

Musiał jesz­cze spo­rzą­dzić raport dla żan­dar­me­rii w Dębicy, a gdy­by w nim napi­sał, że zna­lazł Żydów w gospo­dar­stwie, miał­by kło­po­ty z powo­du tego, że nie zabił ukry­wa­ją­cych ich Polaków. Skłamał więc, że była to schwy­ta­na w lesie gru­pa rabun­ko­wa, któ­ra nie chcia­ła zdra­dzić miej­sca ukry­cia bro­ni”[32].

Nie czas na obu­rze­nie. Jest miej­sce na reflek­sje, któ­re poprze­dzi nawią­za­nie do arty­ku­łu, któ­ry uka­zał się w Aktualnościach DZH[33]. W arty­ku­le tym jest infor­ma­cja o usta­le­niach Antoniego Stańko, że do wywia­du AK wcią­gnię­to poli­cjan­tów gra­na­to­wych z Dębicy (Banek, Choleryk), nie­miec­kie­go poli­cjan­ta Jakiego w Wielopola oraz Polaków słu­żą­cych w poli­cji kry­mi­nal­nej[34]. Jeżeli usta­le­nia A. Stańko mia­ły potwier­dze­nie w fak­tach, to …? Tym bar­dziej reflek­sja jest uza­sad­nio­na.

Autor arty­ku­łu usta­lił, że poli­cjant gra­na­to­wy z Dębicy star­szy prze­wod­nik Józef Banek został zamor­do­wa­ny 25.05. 1944 r. w nie­usta­lo­nym miej­scu; dwóch innych funk­cjo­na­riu­szy z Rzeszowa oraz ukra­iń­ski woź­ni­ca. Za zastrze­le­nie tych osób, doraź­nie (27.05.1944), sto­sow­nie do zapo­wia­da­ne­go rygo­ru, Niemcy roz­strze­la­li 38 osób[35]. Z jakie­go powo­du A. Stańko doku­men­tu­ją­cy histo­rię AK zda­rze­nie to pomi­ja? Poprzestaniemy na tym pyta­niu, nie sta­wia­jąc innych zwią­za­nych ze śmier­cią J. Banka współ­pra­cu­ją­ce­go z wywia­dem AK.

Drugi z wymie­nio­nych współ­pra­cu­ją­cy z wywia­dem dębic­kie­go AK. Oskarżony Wilhelm Jaki został uzna­ny za win­ne­go popeł­nie­nia m.in. pię­ciu zbrod­ni z art. 1, pkt 1 dekre­tu z dnia 31.8.1944 r. Dz. URP. Nr 69 poz. 377/46, w ten spo­sób, że w okre­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej na tere­nie powia­tu dębic­kie­go, jako funk­cjo­na­riusz żan­dar­me­rii nie­miec­kiej, idąc na rękę wła­dzy pań­stwa nie­miec­kie­go, brał udział w doko­ny­wa­niu zabójstw 18 osób spo­śród lud­no­ści cywil­nej. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie na sesji wyjaz­do­wej w Sądzie Powiatowym w Dębicy, wyro­kiem z 19.12.1950 r. ska­zał go na karę śmier­ci. Decyzją Obywatela Prezydenta PRL z 27 lip­ca 1951 r. U. Kśm. 81/51 – kara śmier­ci zosta­ła w dro­dze łaski zamie­nio­na na karę doży­wot­nie­go wię­zie­nia[36]. W tym przy­pad­ku tak­że nale­ża­ło­by poszu­ki­wać odpo­wie­dzi, z jakie­go powo­du zabra­kło infor­ma­cji na ten temat?

Powrót do zda­rzeń. Z jakie­go powo­du?

Najprościej mówiąc, gdyż taka wyła­nia się potrze­ba. Odpowiedź ta wyma­ga uza­sad­nie­nia, cho­ciaż­by dla­te­go, że w okre­sie od 27 mar­ca do 9 lip­ca 2025 r. w Aktualnościach DZH uka­za­ło się pięć arty­ku­łów, nawią­zu­ją­cych do oko­licz­no­ści zamor­do­wa­nia w 11 kwiet­nia 1943 r. rodzi­ny Wójcików z Małej oraz uczniów Szkoły Mechanicznej w Dębicy.

Autor zakła­dał, że wyko­rzy­stu­jąc wie­dzę kry­mi­na­li­stycz­ną, wyni­ka­mi wła­snych badań uzu­peł­ni histo­rię dębic­kie­go Sokoła do nowe fak­ty zwią­za­ne z histo­rią tego obiek­tu. Zrekonstruowane pió­rem Ryszarda Pajury, nie­miec­ka pro­wo­ka­cja w Sokole i oko­licz­no­ści jej towa­rzy­szą­ce, dały pozy­tyw­ny impuls do dzia­ła­nia. Co usta­lił wspo­mnia­ny autor? Przede wszyst­kim nie­zna­ne auto­ro­wi arty­ku­łu źró­dła. Ponieważ inte­re­su­ją nas na razie pro­wo­ka­cje w Soldatenheimie, krót­kie nawią­za­nie do tych usta­leń.

Pierwsza kra­dzież bro­ni doko­na­na zosta­ła pod koniec mar­ca przez uczniów szko­ły mecha­nicz­nej: Adama Ciurkota, Zbigniewa Bartkowicza i Mieczysława Bochniewicza. Ten ostat­ni usta­wił całą akcję. Dokonano kra­dzie­ży nie­miec­ki kara­bin bez zam­ka. Gdy roz­nio­sło się, że gesta­po ich poszu­ku­je, ucie­kli do Małej do Wójcików. Tam się schro­ni­li- noc może dwie. W nocy z 2 na 3 kwiet­nia 1943 r. gesta­pow­cy, żan­dar­mi, poli­cjan­ci gra­na­to­wi i żoł­nie­rze SS z Pustkowa oto­czy­li dom w celu aresz­to­wa­nia Wójcików[37]. Dwóm synom (Franciszkowi i Antoniemu) oraz Wojciechowi Wójcikowi pod­ziem­nym pod­ko­pem uda­ło się uciec. Są bez­po­śred­ni­mi świad­ka­mi. Kolejnym był Z. Bartkowicz, któ­re­mu uda­ło się uciec pod­czas egze­ku­cji 11 kwiet­nia 1943 r. Do ich rela­cji nawią­za­nie nastą­pi póź­niej. Okoliczności tej kra­dzie­ży usta­lał i opi­sał A. Stańko, co ma odzwier­cie­dle­nie w doko­na­nej ana­li­zie w tre­ści arty­ku­łu, któ­ry opu­bli­ko­wa­ny został wcze­śniej[38].

Przebieg dru­giej kra­dzie­ży w świe­tle usta­leń R. Pajury był nastę­pu­ją­cy: Tadeusz Tarnawski, Adam Ciurkot, Mieczysław Rudziński, Teofil Szewczyk, Zbigniew Bartkowicz oraz Mieczysław Bochniewicz (któ­ry pra­co­wał w budyn­ku Sokoła) nocą zakra­dli się do budyn­ku. Po otwar­ciu sza­fy z kara­bi­na­mi, z poko­ju obok napa­dli na nich funk­cjo­na­riu­sze, gdyż to była przy­go­to­wa­na zasadz­ka. O zatrzy­ma­niu na gorą­cym uczyn­ku kra­dzie­ży pisał z kolei Władysław Strumski. Lecz w jego usta­le­niach brak jest wzmian­ki o „uda­nej” kra­dzie­ży kara­bi­nu z budyn­ku Sokoła pod koniec mar­ca.

Ustalone przez W. Strumskiego oko­licz­no­ści kra­dzie­ży, przy wyko­rzy­sta­niu wie­dzy kry­mi­na­li­stycz­nej pod­da­ne zosta­ły wie­lo­aspek­to­wej ana­li­zie, jako pierw­sza z przy­ję­tych hipo­tez[39]. Poznaliśmy tak­że treść jego zeznań, kie­dy był prze­słu­chi­wa­ny w cha­rak­te­rze świad­ka. Jeszcze wcze­śniej treść art. „Zdrada”. Warto przy­po­mnieć, iż pisze, że po broń w budyn­ku Sokoła uda­li się: A. Ciurkot, T. Tarnawski i „Perełka” – czy­li M. Bochniewicz[40]. Zatrzymani zosta­li na gorą­cym uczyn­ku kra­dzie­ży.

Niezgodności pomię­dzy usta­le­nia­mi W. Strumskiego a bada­nia­mi R. Pajury są istot­ne w zakre­sie licz­by osób, któ­re nocą zakra­dły się do Sokoła. Należy doko­nać ana­li­zy źró­deł ponow­nie. R. Pajura przyj­mu­je za Gabielem Brzękiem, że wymie­nio­ne oso­by przez nie­go, „w kon­spi­ra­cji two­rzy­li dru­ży­nę Armii Krajowej, do któ­rej przy­stą­pił Bochniewicz, a któ­rą dowo­dził Adam Ciurkot (PS. Lupa)”.[41] Ustalił rów­nież, że po zezna­niach Bochniewicza, zatrzy­ma­ni zosta­ją inni ucznio­wie szko­ły mecha­nicz­nej: Mieczysław Michalik, Lucjan Piotrowski, Antoni Pocica, Stanisław Sujdak, Bronisława Michalik, Władysław Jaje i Karol Boroński[42].

Ponadto, wie­czo­rem 11 kwiet­nia 1943 r. osiem­na­ście osób posta­wio­no przed wyko­pa­nym gro­bem na cmen­ta­rzu żydow­skim. W cza­sie egze­ku­cji uda­ło się uciec Z. Bartkowiczowi. Wszyscy roz­strze­la­ni zosta­li pocho­wa­ni we wspól­nej mogi­le[43]. Ustalenie to moż­na nazwać bar­dzo istot­nym z punk­tu widze­nia roz­wo­ju zda­rzeń. Musi pod­le­gać spraw­dze­niu, z uwa­gi na zezna­nie zło­żo­ne w śledz­twie przez Antoniego Bartkowicza – ojca Zbigniewa. Niezależnie od tego, autor wszedł w posia­da­nie doku­men­tu, z któ­re­go wyni­ka, że w mogi­le 53 par­ty­zan­tów pol­skich roz­strze­la­nych w 1943 r. (daw­ny cmen­tarz para­fial­ny) znaj­du­je się 22 oso­by hitle­row­skie­go ter­ro­ru zamor­do­wa­ne 11.04.1943 r. Wspomniano o nim wcze­śniej.

Jeżeli przyj­mie­my, że usta­le­nia R. Pajury są popraw­ne tzn. były dwie kra­dzie­że bro­ni (w tym jed­na nie­uda­na), błę­dem ze stro­ny auto­ra arty­ku­łu było pomi­nię­cie opi­su oko­licz­no­ści denun­cja­cji, jaki spo­rzą­dzo­ny został przez nie­usta­lo­ną oso­bę (brak pod­pi­su), a znaj­du­je się w mate­ria­łach prze­sła­nych do pro­ku­ra­tu­ry, kie­dy Związek Bojowników o Wolność i Demokrację zło­żył zawia­do­mie­nie o moż­li­wo­ści popeł­nie­nia prze­stęp­stwa przez M. Bochniewicza. Zawiadomienie skut­ko­wa­ło wsz­czę­ciem śledz­twa, z któ­re­go mate­ria­łów korzy­stać będzie­my, już wkrót­ce.

Opis czy­nu denun­cja­cji (odpis)

Opis czy­nu denun­cja­cji doko­na­nej przez Mieczysława Bochniewicza[44], w wyni­ku któ­re­go roz­szy­fro­wa­no przez Gestapo i roz­strze­la­no w Dębicy gru­pę człon­ków orga­ni­za­cji zbroj­nej, mło­do­cia­nych uczniów i har­ce­rzy w 1943 r.

Bochniewicz Mieczysław, będąc też uczniem Szkoły Mechanicznej w Dębicy od roku 1942, przy­jaź­nił się z inny­mi ucznia­mi tej szko­ły już człon­ka­mi taj­nej orga­ni­za­cji har­cer­skiej. Jako przed­wo­jen­ne­mu dębic­kie­mu har­ce­rzo­wi zaufa­no i wpro­wa­dzo­no do tajem­nic kon­spi­ra­cji. Już wte­dy współ­pra­co­wał z Gestapo i był człon­kiem orga­ni­za­cji hitle­row­skiej Hitlerjugend.

W celu roze­zna­nia powią­zań orga­ni­za­cyj­nych, zapro­po­no­wał zabra­nie z nie­miec­kie­go Domu Żołnierza (Soldatenheim) 1. niby porzu­co­ne­go kara­bi­nu. Chłopcy mie­li uła­twio­ne zada­nie, gdyż na stry­chu Soldatenheimu mie­li swo­ją taj­ną kry­jów­kę, gdzie gro­ma­dzi­li broń. Zabrany kara­bin i parę zardze­wia­łych bagne­tów, dostar­czo­no do miej­sco­wo­ści Mała, dom rodzi­ny Wójcików.

W kil­ka dni potem, za poro­zu­mie­niem Gestapo, pod­ło­żo­no w Domu Żołnierza już wię­cej kara­bi­nów po któ­re Bochniewicz zmo­bi­li­zo­wał już gru­pę chłop­ców pod bro­nią. Podłożone kara­bi­ny były bez zarzu­tów. Grupa w skła­dzie: Bartkowicz Zbigniew, Szewczyk Teofil, Tarnawski Tadeusz, Rudziński Mieczysław, Ciurkot Adam, pro­wa­dzo­na przez Bochniewicza, zosta­ła bły­ska­wicz­nie oto­czo­na i roz­bro­jo­na przez prze­wa­ża­ją­ce siły żan­dar­mów nie­miec­kich uzbro­jo­nych nawet w broń maszy­no­wą. Bochniewicz znik­nął za ple­ca­mi swo­ich moco­daw­ców hitle­row­skich.

W tym samym okre­sie, po aresz­to­wa­niu tych har­ce­rzy, bły­ska­wicz­nie aresz­to­wa­no w domach innych człon­ków orga­ni­za­cji har­cer­skiej, adre­sy wie­dział Bochniewicz. Z dużą gru­pą SS-manów i żan­dar­ma­mi zja­wił się też w Małej, gdzie oto­czo­no dom Wójcików, w któ­rym zasko­czo­no całą rodzi­nę. Trzem synom Józefa Wójcika uda­ło się zbiec w bie­liź­nie tajem­nym wyko­pem. Resztę rodzi­ny w ilo­ści 6 osób, sku­to i zała­do­wa­no na samo­cho­dy, dowo­żąc do tam­tych uczniów już aresz­to­wa­nych. Dom spa­lo­no, W cza­sie poża­ru domu (wg rela­cji miej­sco­wych i zbie­głych Wójcików – dłu­go deto­no­wa­ła zgro­ma­dzo­na tam amu­ni­cja i zatka­ne pod dachem gra­na­ty.

Na śledz­twie (żyje naocz­ny świa­dek – R. Olszewski) Bochniewicz wystę­po­wał w mun­du­rze Hilterjugend, z opa­ska hac­ken­kreut­zu na ramie­niu. Już jaw­nie świad­czył prze­ciw aresz­to­wa­nym i sku­tym para­mi uczniom i Wójcików.

W dniu 11 kwiet­nia o zmro­ku r. 1943 roz­strze­la­no z pisto­le­tów maszy­no­wych całą gru­pę w Dębicy na cmen­ta­rzu żydow­skim. Bochniewicz ulot­nił się z Dębicy, ucie­ka­jąc na zachód aż do NRF, gdzie oże­nił się z Niemką o nazwi­sku Gestańda Keimel, a następ­nie ukrył się w USA, gdzie do chwi­li obec­nej prze­by­wa.

Dla peł­ne­go obra­zu zdra­dy i śmier­ci mło­dych Polaków, za spra­wa kon­fi­den­ta Bochniewicza, wyja­śnia się, że jeden spo­śród ska­za­nych na roz­strze­la­nie (Bartkowicz Zbigniew), sku­ty z Bronisławą Wójcik za dło­nie, zdo­łał wyszarp­nąć rękę z kaj­dan i już z dołu wyko­pa­ne­go wysko­czyć i uciec. On to po powro­cie w 1945 r. już po wyzwo­le­niu zdał peł­ną rela­cję z hanieb­nej roli Bochniewicza w roz­szy­fro­wa­niu taj­nej orga­ni­za­cji woj­sko­wej w Szkole Mechanicznej w 1943 r.

 

Oryginał opi­su denun­cja­cji (s.1.). Dokument w mate­ria­łach IPN BU 3695/453

Metodycznie do celu po raz wtó­ry

W bada­niach histo­rycz­nych usta­le­nie inne­go i na doda­tek popraw­ne­go prze­bie­gu zda­rzeń jest moż­li­we nawet po bar­dzo odle­głym cza­sie, od chwi­li ich zaist­nie­nia. Przykładem jest dowie­dze­nie (po 112 latach), że Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Dębicy grun­ty pod utwo­rze­nie ogro­du (obec­nie Park Sokoła) oraz budo­wę Sokolni, otrzy­ma­ło od hra­biów Raczyńskich w 1910 r. Potwierdza to akt nota­rial­ny, któ­ry został odna­le­zio­ny w archi­wach dzię­ki wyko­rzy­sta­niu kry­mi­na­li­stycz­nych zasad poszu­ki­wa­nia oraz wery­fi­ka­cji źró­deł infor­ma­cji. Według tej samej meto­dy­ki wyka­za­no, że nie było moż­li­we zakoń­cze­nie budo­wy budyn­ku w roku 1912. Z pro­za­icz­ne­go powo­du – bra­ku środ­ków[45]. Mówiąc krót­ko, zda­rze­nie takie nie mogło zaist­nieć na tyle wcze­śniej, żeby wywo­ła­ło opi­sy­wa­ny przez róż­nych bada­czy sku­tek[46].

Ustalenia te nie wszyst­kich histo­ry­ków prze­ko­nu­ją – cze­go dowo­dem jest umiesz­cze­nie na pamiąt­ko­wej tabli­cy na budyn­ku Sokoła błęd­nej infor­ma­cji, że budy­nek wybu­do­wa­no w 1912 r. Tablicę ufun­do­wa­ło mia­sto w 2023 r. Fakt ten nie znie­chę­ca auto­ra do wyko­rzy­sta­nia doświad­czeń ze wspo­mnia­nych badań. Ta sama meto­dy­ka[47] zasto­so­wa­na zosta­nie w bada­niach zda­rzeń, któ­rych skut­kiem było roz­strze­la­nie w kwiet­niu 1943 roku rodzi­ny Wójcików z Małej oraz kil­ku­na­stu uczniów dębic­kich szkół. CDN.

Podziękowanie

Dziękuję p. Annie Bania, Zofii Biernackiej, Marzenie Mordarskiej-Czuchra oraz p. Jackowi Dymitrowskiemu, Wojciechowi Mirusowi, Ryszardowi Pajurze, Romanowi Roztoczyńskiemu i Henrykowi Wójtowiczowi za cen­ne wska­zów­ki kie­run­ku­jąc na infor­ma­cje na temat bada­nej pro­ble­ma­ty­ki.

 

[1] Niemieckie Domy Żołnierza, https://pl.wikipedia.org/wiki/Niemiecki_Dom_Żołnierza, dostęp 15.08.2025.

[2] R. Pajura, Zagłada i wal­ka. Druga woj­na świa­to­wa w Dębicy i powie­cie dębic­kim, Ag. Wyd. Agard Dębica 2022, s.336–339.

[3] Tamże, s. 337.

[4] Także, s. 339.

[5] UM w Dębicy, zał. do pisma z dnia 22.08.2025 r. ( KPI.1510.1.43.2025 r.).

[6] IPN Rz 191/101. Protokół prze­słu­cha­nia W. Longosz z dnia 7.06.1946 r., s.17–18.

[7] Syn Jana i Marii zd. Wójcik. Odpis skró­co­ne­go aktu zgo­nu 22/55, USC w Dębicy. Dokument ten stwier­dza fakt, dla­te­go autor nie uży­wa try­bu przy­pusz­cza­ją­ce­go.

[8] Syn Józefa i Wiktorii zd. Rachwał. Odpis skró­co­ne­go aktu zgonub141/48, USC w Dębicy.

[9] S. Pieprzny, Administracja bez­pie­czeń­stwa i porząd­ku publicz­ne­go, Wyd. URz. Rzeszów 2012, s.13–21.

[10] Polska Wielka Księga Historii, pr. zb., Słowo wstęp­ne prof. dr hab. A. Nowak, Firma Księgarska Olesiejuk, Ożarów Maz. 2016, s. 693.

[11] A. Zasieczny, Zdrajcy, dono­si­cie­le i kon­fi­den­ci w oku­po­wa­nej Polsce 1939–1945,BELLONA, Warszawa 2016, s.18

[12] Landkreis Debica, https://pl.wikipedia.org/wiki/Landkreis_Debica, dostęp 16.08.2025.

[13] A. Hempel, Policja gra­na­to­wa w oku­pa­cyj­nym sys­te­mie admi­ni­stra­cyj­nym Generalnego Gubernatorstwa 1939–1945, Inst. Wyd. ZZ, Warszawa 1987, s.19.

[14] Policja gra­na­to­wa w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945, red. T. Domański, E. Majcher-Ociesny, IPN Kielce-Warszawa 2019, s.9.

[15] A. Hempel, Policja gra­na­to­wa…, wyd. cyt., s.19–20.

[16]  IPN Rz 34/51, t.2. Wyrok w Imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z dnia 4 grud­nia 1967, sygn. akt IV K.R. 171/67.

[17] Policja gra­na­to­wa w Generalnym…, wyd. cyt., s.31.

[18] A. Hempel, Policja gra­na­to­wa…, wyd. cyt., s.18.

[19] A. Zasieczny, Zdrajcy, dono­si­cie­le ….., wyd. cyt., s.18–19.

[20] Tamże, s.20.

[21] H. Zamojski, Polacy i Żydzi. Dzieje sąsiedz­twa-dzie­je waśni. Historia sto­sun­ków pol­sko-żydow­skich, BELLONA, Warszawa 2012, s.73 i nast.

[22] Tamże, s. 80.

[23] R M Watt, Gorzka chwa­ła. Polska i jej los 1918–1939, przeł. P. Amsterdamski, przed­mo­wa N. Devis, AMF Warszawa, 2019, s.325.

[24] Tamże.

[25] Tamże, s. 326.

[26] J T Gross, Sąsiedzi, Historia zagła­dy żydow­skie­go mia­stecz­ka, Wyd. Pogranicze, Sejny 2000.

[27] A. Binkot, My z Jedwabnego, Wyd. Prószyński i S‑ka, Warszawa 2004.

[28] W. Sumliński, T. Budzyński, E. Kurek, Powrót do Jedwabnego, WSR Warszawa 2019.

[29] A. Binkot, My z Jedwabnego… wyd. cyt., s.15.

[30] C R Browning, Zwykli ludzie. 101 Rezerwowy Batalion Policji i „osta­tecz­ne roz­wią­za­nie” w Polsce, przeł. P. Budkiewicz, Dom Wyd. REBIS, Poznań 2019.

[31] R. Pajura, Zagłada ……….., wyd. cyt., s.373.

[32] Tamże, s. 376.

[33] J. Swół, O pro­wo­ka­cji w dębic­kim Sokole – hipo­te­za dru­ga, opu­bli­ko­wa­no 3.06.2025, https://zeszytydebickie.pl/2025/06/03/o‑prowokacji-w-debickim-sokole-hipoteza-druga/#_edn17.

[34] A. Stańko, Gdzie Karpat pro­gi. Armia Krajowa w powie­cie dębic­kim, wyd. II, Inst. Wyd. Pax, Warszawa 1990, s.124.

[35] IPN Rz 1/25 Dokumenty dot. roz­strze­li­wań, wysie­dleń, aresz­to­wań i wywo­że­nia do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych i obo­zów pra­cy oby­wa­te­li pol­skich przez oku­pa­cyj­ne wła­dze nie­miec­kie na tere­nie Rzeszowszczyzny 1946–47, s.16.

[36] IPN BU 1997/2 Taczka akt per­so­nal­nych żoł­nie­rza: ppor. Jaki Wilhelm Jan, s. Jana ur.1911 r.

[37] R. Pajura, Zagłada …, wyd. cyt., s. 327–338.

[38] J. Swół, O pro­wo­ka­cji w dębic­kim Sokole – hipo­te­za dru­ga, https://zeszytydebickie.pl/2025/06/03/o‑prowokacji-w-debickim-sokole-hipoteza-druga/ (opu­bli­ko­wa­no 3.06.2025)

[39] J. Swół, Po śla­dach zbrod­ni. Prowokacja w Sokole, https://zeszytydebickie.pl/2025/05/06/po-sladach-zbrodni-prowokacja-w-sokole/ (opu­bli­ko­wa­no 6.05.2025)

[40] J. Swół, Po śla­dach zbrod­ni. Zdrada, https://zeszytydebickie.pl/2025/04/10/po-sladach-zbrodni-zdrada/ (opu­bli­ko­wa­no 10.04.2025)

[41] R. Pajura, Zagłada …., wyd. cyt., s.339.

[42] Tamże. W przy­pi­sie nr 173 odwo­ła­nie do  źró­dła: W. Strumski, Księga chwa­ły powia­tu dębic­kie­go, cz. II, s. 20

[43] Tamże, s. 349.

[44] Odpis z ory­gi­na­łu. Źródło: Materiały IPN BU 3695/453.

 

[45] J. Swół, Sokolim szla­kiem, Dębica 2022, s.176–181, Biblioteczka | Dębickie Zeszyty Historyczne , dostęp 8.09.2025.

[46] J. Swół, K. Zalewska, Krótka histo­ria powsta­nia ogro­du i budyn­ku „Sokoła”, Rocznik Muzeum Regionalnego w Dębicy Tom V, Muz. Reg., Dębica 2021, s. 121.

[47] Zob. roz­dział VI Metodycznie do celu [w:] J. Swół, Dębicki Sokół, cz. I, s.177–193, Biblioteczka | Dębickie Zeszyty Historyczne , dostęp 8.09.2025.