Jan Swół
W okresie hitlerowskiej okupacji budynek Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Dębicy Niemcy wykorzystywali dla celów wojskowych. Nie ustalono dokładnie, od kiedy, lecz z gronie miejscowych historyków panuje zgodny pogląd, że w części obecnego Dom Kultury „Śnieżna” w Dębicy mieścił się Dom Żołnierza (Soldatenheim). Sieć niemieckich państwowych domów (niem. Deutsches Soldatenhaus, Soldatenheim, DSH) przeznaczona była dla urlopowanych lub podróżujących żołnierzy Wehrmachtu i Schutzstaffel (SS). Spełniały funkcję hotelu, domu publicznego, restauracji, kina w okupowanej Europie w latach 1939–45 r.[1] Jakie wydarzenia miały miejsce w dębickim Sokole oraz ich charakter niewiele wiadomo. Spowodowane jest to brakiem rozpoznania obiektu, kto tam pracował, w jakich charakterze oraz w jakich okresach. Informacje takie byłyby nam bardzo przydatne.
Na skróty
Jeden z dębickich historyków wypowiadał się, że Niemiecki Dom Żołnierza był w zainteresowaniu dębickich struktur AK. Co było przedmiotem zainteresowania nie wiadomo. Informacje na temat wspomnianego obiektu mogą okazać się przydatne, przy wyjaśnieniu wątpliwości związanych z niemieckimi prowokacjami w tym budynku w 1943 r. Stąd to nawiązanie oraz prośba skierowana do innych osób, o podzielenie się wiedzą na ten temat – jeżeli taką wiedzę posiadają. Autor zakłada, że na podstawie literatury faktu oraz nowych źródeł informacji, zbliżymy się do prawdy o przebiegu zdarzeń, osobach oraz ich rolach jakie odegrały. Obecny stan opisywany w książkach i artykułach wzbudza wiele wątpliwości. W oparciu o dotychczasowe badania oraz publikacje wiadomo, że następstwem tych prowokacji była śmierć nieustalonej dokładnie liczby osób.
Używanie liczby mnogiej (prowokacje) ma uzasadnienie w ustaleniach Ryszarda Pajury, który na podstawie analizy wielu źródeł informacji, zrekonstruował zdarzenia opisując je w książce. Skutkiem prowokacji było rozstrzelanie 18 osób, działających w organizacjach niepodległościowego podziemia w Dębicy i okolicy[2]. Podkreślenia wymaga, że autor książki doszedł do odkrywczego wniosku, iż dwukrotnie z budynku Sokoła dokonano kradzieży broni. Pierwsza udana kradzież w wykonaniu: Adama Ciurkota, Zbigniew Bartkowicza przy współudziale Mieczysława Bochniewicza (konfidenta) dokonana została pod koniec marca 1943 r[3]. Za drugim razem, sześciu członków drużyny AK dowodzonej przez A. Ciurkota zostało ujętych w zasadzce zorganizowanej przez niemieckie służby policyjne[4]. Bochniewicz zdradził członków tej grupy. Ponadto zeznaniami obciążył jeszcze siedmiu innych członków owej drużyny, którzy zostali także aresztowani. Informacja o zeznania M. Bochniewicza, to także ważna informacja. Już wkrótce będzie można samemu ocenić jej znaczenie oraz przydatność do weryfikacji informacji, które pojawiły się w prasie oraz książkach na interesujący nas temat.
W ramach własnych badań ustalono, że w dniu 11 kwietnia 1943 r. miało dojść do rozstrzelania 22 osób. Wynika to z dokumentów oraz informacji w nich zwartych[5]. Z kolei dokumenty IPN wykazują, że w zbiorowej mogile podczas ekshumacji ujawniono 11 ciał (syn Wiktorii Longosz, rodzina Wójcików z Małej – 6 osób oraz 4 uczniów). Zwłoki przeniesiono na cmentarz parafialny. Bronisława Longosza aresztowano tej samej nocy co rodzinę Wójcików (2/3.04) – co wynika z protokołu przesłuchania. W dniu 4 lub 5 kwietnia 1943 r. miał zostać rozstrzelany[6]. W dniu 5.04.1943 r. został rozstrzelany Adam Ciurkot[7]. Natomiast zgon Kazimierza Kamińskiego[8] nastąpił nie 11 kwietnia 1943 r. – jak wynika z załącznika do pisma UM w Dębicy, lecz 31 grudnia 1943 r. W książce R. Pajury, K. Kamiński nie występuje w gronie osób rozstrzelanych, jak również aresztowanych.
Z tych m.in. powodów zdarzenia są przedmiotem zainteresowania. Uzasadniają także podjęcie działań ukierunkowanych na ustalenie: innych źródeł informacji, co jest faktem, co mitem, bądź wytworem wyobraźni osób piszących o zbrodni na rodzinie Wójcików z Małej, jak również uczniach dębickich szkół.
Możliwości takie stwarzają nowe źródła informacji oraz wiedza kryminalistyczna, którą autor będzie wykorzystywał dążąc do ustalenia prawdy. Chyba nie należy nikogo przekonywać, że jedynie poprawne ustalenia odnoszące się do zdarzeń, mogą być podstawą formułowania trafnych ocen i wniosków.
Niemieckie porządki na terenie okupowanego powiatu
Za prof. Stanisławem Pieprznym przyjmijmy, że słowo porządek należy rozumieć jako stan, strukturę, plan lub układ odznaczający się regularnością, przejrzystością, czystością, schludnością ułożeniem rzeczy w miejscach dla nich przeznaczonych. Porządek jest zatem pozytywnym stanem rzeczy akceptowanym przez większość ludzi. Najczęściej odnosimy to do otoczenia człowieka. Termin „publiczny” oznacza tyle, co: państwowy, powszechny, dotyczący ogółu, jawny, społeczny, związany z urzędem czy instytucją. W tym kontekście znaczeniowym możemy mówić o porządku publicznym w mieście, na wsi, drodze, ulicy, w środkach komunikacji publicznej, w gminie, innych miejscach i obszarach. Pojęcie porządku publicznego najczęściej występowało i występuje w przepisach prawa karnego i administracyjnego[9]. Jako zjawisko społeczne, porządek publiczny jest trudny do zdefiniowania. Wynika to z faktu, że jest wytworem człowieka, zjawiskiem strukturalnie złożonym, zmieniających się w czasie, na co mają wpływ uwarunkowania wewnętrzne i zewnętrzne, w jakich funkcjonuje istota ludzka.
Główny ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo i porządek publiczny spoczywa na organach administracji na danym terenie i odpowiedniego jej szczebla struktury administracyjnej danego państwa. Państwo jest organizacją polityczną. Jego istota sprowadza się do posiadania przez określoną zbiorowość ludzką (społeczeństwo) suwerennej władzy, sprawowanej na określonym terytorium. Państwo cechuje zdolności do stanowienia i egzekwowania prawa, ma monopol na użycie siły w celu zapewnienia porządku i bezpieczeństwa, także do realizacji swoich politycznych i gospodarczych celów.
Po krótkim ogólnym nawiązaniu przejdźmy do historycznych zdarzeń związanych z niemiecką agresją na Polskę. Warszawa skapitulowała 28 września 1939 r. W imieniu dowództwa obrony akt kapitulacji Warszawy podpisał gen. Tadeusz Kutrzeba. Najwyższe władze Rzeczypospolitej ewakuowały się z terytorium polski dziesięć dni wcześniej (18.09.); 5 października Adolf Hitler odebrał defiladę wojsk niemieckich w Warszawie; 12 października A. Hitler wydał zarządzenie o utworzeniu „Generalnego Gubernatorstwa dla okupowanych polskich obszarów (Das Generalgouvernement für die besetzen polnischen Gebiete), z mocą obowiązująca od 26 X”[10].
Powiat dębicki i sąsiadujące z nim powiaty. Fragment mapy podziału administracyjnego (1941–1945). Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Landkreis_Debica
Koncepcję Generalnego Gubernatorstwa (dalej: GG) urzeczywistnioną aktem prawnym A. Hitlera, za Andrzejem Zasiecznym, można opisać, jako strukturę administracyjną, która nie była samodzielnym państwem, choć miała pewne cechy para państwa. Nie była również prowincją Rzeszy, choć pełnię władzy sprawowali na terytorium GG Niemcy[11]. Najwyższym organem władzy na obszarze GG był generalny gubernator Hans Frank.
Powiat Dębica (niem. Landkreis Debica, Kreishauptmannschaft Debica), jako jednostka administracyjna samorządu terytorialnego, funkcjonował od 3 grudnia 1939 do stycznie 1945 r. W skład powiatu weszło: przedwojenne terytorium powiatu, powiat mielecki oraz część powiatu tarnobrzeskiego. W Mielcu i Tarnobrzegu znajdowały się ekspozytury (Landkomisariat) podległe staroście (Kreishauptmann) w Dębicy. W 1943 roku na powierzchni 3083 km² którą zajmował powiat, zamieszkiwało ponad 208 tys. osób. W skład powiatu wchodziło 37 gmin, w tym 9 miast i 224 wsie[12].
Autor nie spotkał się z próbą określenia w drodze badań, ile osób z interesującego nas terenu, po klęsce wrześniowej 1939 r. włączonych zostało do okupacyjnego systemu administracyjnego GG. Wydaje się, że zakres wiedzy przekazywanej w publikacjach o systemie okupacyjnym, spychany jest na margines, co wprowadza chaos informacyjny. Dlatego zasadne jest, chociażby w dużym uproszczeniu, przybliżyć najistotniejsze ustalenia historyków na temat sił policyjnych.
Na czele całej policji stał Wyższy Dowódca SS i Policji, któremu podlegały wszystkie siły policyjne. Dzieliły się na dwa piony, policję porządkową (Orpo) i policję bezpieczeństwa (Sipo)[13]. Na narzuconych przez okupanta warunkach działały m.in. organy administracji samorządowej (w tym zarządy miejskie), sądy, służba więzienna, straż pożarna, funkcjonowała poczta, kolej, służba leśna, urzędy skarbowe – wszystkie formalnie przekształcone w niemieckie instytucje, lecz personalnie oparte na przedwojennych polskich kadrach. W dniu 17 grudnia 1939 r. ukazało się zarządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka o organizacji Polskiej Policji Generalnego Gubernatorstwa. Policja ta zwana przez społeczeństwo granatową tworzyła komórkę organizacyjną usytuowaną nie wyżej niż na szczeblu powiatu. Była ściśle podporządkowana niemieckiej policji porządkowej (Ordnungspolizei)[14].
Policja ta stanowiła organ wykonawczy gubernatorów i starostów. Jej zadania były bardzo rozległe – od ochrony urzędów i obiektów poprzez służbę porządkową, kontrolę ewidencji ludności, walkę z „czarnym rynkiem”, udział w łapankach, aż do egzekucji publicznych i działań ukierunkowanych na oddziały partyzantów. Policja ta składała się z dwóch podstawowych hitlerowskich formacji policyjnych tj. policji ochronnej (Schupo) pełniąca służbę w większych miastach oraz żandarmerii (nie mylić z żandarmerią polową będącą organem Wehrmachtu) obejmującej swym zasięgiem działania pozostałe tereny. Jednym z dębickich żandarmów był Urban. Zadaniem Schupo był nadzór nad Policją Polską i jej działalnością, a także służba patrolowa i porządkowa w mieście. W razie wyłaniającej się potrzeby i możliwości wykonywanie innych czynności policyjnych[15].
W okresie okupacji, w Dębicy działania typowo policyjne formacje związane z ochroną niemieckich interesów na okupowanym terenie. Czynności według swojej właściwości podejmowało Gestapo, policja kryminalna, policja kolejowa, żandarmeria i policja granatowa. Sposób realizacji tych zadań określały przepisy wewnętrzne, o których stosunkowo mało wiadomo. Wyjątkiem są tragiczne następstwa stosowania tych przepisów przez funkcjonariuszy wspomnianych służb.
Gubernator Hans Frank i gen. Herbert Bocker przed oddziałem Sonderdienstu. NAC kod 3/2/0/-/4545
Studium przypadku
Nawiązane do przypadku ilustrującego prawo do użycia broni przez policjanta kolejowego, w stosunku do osoby, która unikała kontaktu z policjantem kolejowym, nie ma związku z przedmiotem naszego zainteresowania, czyli niemieckimi prowokacjami w Sokole. Pozwala jednak na zilustrowanie, jak złożonym problemem było rozstrzygnięcie w przedmiocie stopnia winy i odpowiedzialności za zachowanie, którego skutkiem była śmierć człowieka. W opisywanym studium przypadku sprawca powoływał się na przepisy wewnętrzne, które jako funkcjonariusz w niemieckiej służbie obowiązany był przestrzegać.
Sąd Wojewódzki w Rzeszowie, przed którym ów sprawca występował jako oskarżony w 1966 roku, jego działanie pod wpływem rozkazu wziął pod uwagę w wyroku skazującym. Inaczej mówiąc, miało to wpływ na wymiar orzeczonej kary. Innego zdania był prokurator, który wyrok ten (sygn. akt IV.K.38/66) zaskarżył. W uzasadnieniu rewizji prokurator podnosił, że sąd pierwszej instancji w sposób nieuzasadniony przyjął, że oskarżony działał pod wpływem rozkazu. Sąd Najwyższy rozpatrywał m.in. tę kwestię, co wynika z uzasadnienia wyroku (Sygn. akt IV K.R. 171/67). Oto jego fragment.
(….)”Nie jest zasadny zarzut niesłusznego – zdaniem rewizji – ustalenia, że osk. (….) podejmując działanie opisane wyżej w p.[punkcie-JS]I i III działał pod wpływem rozkazu.
Trzeba bowiem stwierdzić, że przepis art. 5 § 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 (tekst jednolity Dz. U. nr 69 z roku 1946, poz. 377) mówi o działaniu pod wpływem rozkazu. Biorąc więc pod uwagę ogólną politykę hitlerowskich okupantów, zdążającą do eksterminacji ludności znajdujących się pod ich okupacją terenów Polski, między innymi przez najbardziej drastyczne środki policyjnego terroru, należy uznać, że zezwolenie na użycie broni w stosunku do osób uciekających było rozkazem używania w takich wypadkach broni w stosunku do każdej osoby uciekającej, czy to po jej zatrzymaniu, czy w obawie zetknięcia się z organami policyjnymi okupanta. W szczególności uzbrojenie członków ochronnej policji kolejowej (Bahnschütz Polizei), rekrutujących się z ludności krajów okupowanych, wymagało dania tym ludziom rozkazów z jednej strony odcinających ich od więzi z ludnością krajów okupowanych, a z drugiej strony do bezwzględnego ich związania z hitlerowskimi okupantami.
W tej sytuacji całkowicie zrozumiałym się staje, że zezwolenie na użycie broni w stosunku do osób uciekających należy uznać za rozkaz strzelania do takich osób. Nie można więc uznać, aby Sąd I instancji popełnił błąd w ocenie okoliczności faktycznych przyjętych za podstawę zaskarżonego wyroku, ustalając, że osk. (…), biorąc na polecenie niemieckich członków ochronnej policji kolejowej w jakiejś akcji w wyodrębnionej dzielnicy żydowskiej (getto) lub w konwojowaniu osób pozbawionych wolności na »księżą łąkę «(miejsce egzekucji masowych) działał pod wpływem rozkazu, strzelając do osób uciekających.
Rzecz prosta, że działanie pod wpływem rozkazu w myśl cyt. przepisu art. 5§ 1 nie zwalnia oskarżonego (…) od odpowiedzialności karnej, jednak zezwalało Sądowi I instancji na zastosowanie nadzwyczajnego złagodzenia kary w myśl §2 tego artykułu”[16].
Kilka informacji porządkujących o niemieckim sądownictwie w okresie okupacji
Niemcy tworzyły nowy porządek prawny na podbitych ziemiach polskich na podstawie własnego ustawodawstwa, narzuconego społeczeństwu podbitej Polski i rygorystycznie egzekwowanego przemocą[17]. Sądownictwo w GG składało się z sądownictwa niemieckiego i polskiego. W strukturze sądownictwa niemieckiego funkcjonowały trzy piony: sądy zwykłe orzekające w sprawach karnych i cywilnych, w stosunku do Niemców, volksdeutschów i osób narodowości uprzywilejowanych (np. Czesi, Węgrzy); sądy specjalne, którym podlegała cała ludność GG w zakresie przestępstw o szeroko pojętym „charakterze politycznym” i popełnionych przeciwko interesom narodu niemieckiego. Rozstrzygały one również dużo spraw dotyczących zbrodni natury kryminalnej; policyjne „sądy” doraźne funkcjonujące równolegle do sądów specjalnych. Jak wynika z ustaleń Adama Hempela, był to sąd kolegialny składający się z trzech policjantów orzekających na ogół karę śmierci, często nawet bez kontaktu z oskarżonym. Nie obowiązywała ich żadna procedura, w rozumieniu klasycznej procedury karnej. Istotą ich działania była realizacja polityki eksterminacyjnej, ściślej mówiąc legalizacja zbrodni. Kompetencje takich „sądów” doraźnych obejmowały czyny noszące znamiona działalności skierowanej przeciwko Rzeszy, jej obywatelom i władzom GG. Przy powiatowych urzędach administracyjnych istniały tzw. sądy policyjne jako zwykłe kolegia orzekające w sprawach wykroczeń[18].
Działalność wymienionych sądów w powiecie dębickim nie ma szerszego odzwierciedlenia w publikacjach książkowych nawiązujących do wydarzeń mających związek z Dębicą i powiatem. Czy jest możliwe, że dziesiątki morderstw dokonanych w różnych miejscach i sytuacjach, jest następstwem m.in. działania policyjnych sądów doraźnych? Na to oraz szereg innych pytań należy poszukiwać odpowiedzi, żeby ludzkość nie doświadczyła już nigdy, podobnych tragedii będących następstwem nienawiści rasowej, wyznaniowej bądź z innych przyczyn powodowanych nieakceptowanymi przez ogół zachowaniami człowieka.
Sądy wojskowe co do zasady miały charakter wewnętrznego wymiaru sprawiedliwości Wehrmachtu oraz sądy SS i Policji o analogicznym charakterze. Według jednoźródłowej informacji, z którą spotkał się autor, przed sądem wojskowym uciekał nocą Niemiec, który zamieszkiwał w części domu Józefa i Teofili Bochniewiczów w Dębicy, a który pomagał matce Mieczysława Bochniewicza uwolnić syna z aresztu. Obszerniejsza informacja na ten temat pojawi się w stosownym czasie.
Okupacyjny terror, przemoc i nie tylko
Jedną z cech życia w GG było wydawanie dużej liczby różnych zarządzeń, nakazów i zakazów regulujących prawie wszystkie aspekty życia mieszkańców. Za nieprzestrzeganie tych przepisów groziły absurdalnie wysokie kary – najczęściej śmierć lub wysyłanie do obozu koncentracyjnego. Stąd był już tylko krok do stosowania przemocy na skalę masową – pisze Andrzej Zasieczny[19].
Powszechne ‑w jego ocenie- było poczucie bezprawia i ukształtowanie się mentalności, która budowała przekonanie, że wszystko wolno, a za swoje czyny często nie ponosi się odpowiedzialności bądź kary[20]. Przemoc na masową skalę manifestowała się na wiele sposobów, z odpowiedzialnością zbiorową mieszkańców włącznie. Materiały zgromadzone w ramach śledztw, które są udostępniane przez Instytut Pamięci Narodowej (IPN), zawierają niewyobrażalną liczbę informacji, na temat aktów bestialstwa w stosunku do drugiego człowieka. Ubolewać można, że wraz z dostępnością do tych informacji, okrucieństwo wojny opisuje się w sposób schematyczny; okrutny i bezwzględny wróg, oraz gloryfikowanie działalności, która nie mogła skutecznie przeciwstawić się bezprawiu, przemilczanie niewygodnych faktów itp. Natomiast w bilansie strat, nie bierze pod uwagę społecznych kosztów m.in. ofiar oraz traumatycznych przeżyć ich rodzin.
Kolejną kwestią pomijaną w procesie edukacji historycznej, to wprowadzanie w błąd poprzez nierzetelne ustalenia bądź przemilczanie prawdy. Brak życzliwości w stosunku do Żydów znana jest autorowi z literatury, w okresie, kiedy Polacy, będąc pod zaborem austriackim, modlili się o zdrowie Cesarza oraz jego rodziny. Nie wchodząc w historyczne zawiłości, wystarczające jest przypomnienie, że po odzyskaniu niepodległości (1918) stosunki polsko-żydowskie nie były wolne od konfliktów i wrogości[21]. Henryk Zamojski pisze np. że po zakończeniu walk z Ukraińcami, we Lwowie 28 listopada 1918 r. doszło do pogromu Żydów (150 ofiar śmiertelnych, ok. 7000 osób poszkodowanych, 50 spalonych domów, co najmniej 500 uszkodzonych sklepów). Delegowany do Lwowa przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej, w raporcie (17.12.1918) ocenił, że działania odwetowe ze strony wojska były bezprawne i niczym nieuzasadnione. „Z bólem stwierdzamy, że znalazła się pewna liczba oficerów, która brała udział w mordach i rabunkach”[22].
Po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego – pisze Richand M. Watt – antysemityzm zaczął przybierać niemal oficjalny charakter. „Rząd aprobował bojkot żydowskiego handlu. Towarzyszyły mu napady, którym policja nie próbowała przeciwdziałać, aż wreszcie w 1936 roku wielu Żydów zginęło, a kilkuset odniosło rany”[23]. W jego ocenie był to okres najgorszych antysemickich gwałtów w historii niepodległej Polski. W Sejmie, premier Sławoj-Skłodkowski stwierdził, że nikt w Polsce nie powinien się czuć zagrożony. »Uczciwy gospodarz nie pozwala, by w jego domu komukolwiek stała się krzywda. Ale walka ekonomiczna – i owszem!«[24]. Obóz Zjednoczenia Narodowego (OZN) kolportował plakaty z takimi hasłami, jak „Kupuj tylko w polskich sklepach!”, „Każdy nowy polski sklep placówką w walce”, „Polska wolna od Żydów to wolna Polska”. Plakaty o takiej treści rozwieszano w całym kraju. „Hierarchia Kościoła katolickiego już wcześniej przyłożyła się do tej kampanii, gdyż kardynał Hlond w liście pasterskim wskazywał katolikom, że »słusznie czyni ten, kto woli swoich w kontaktach handlowych i unika żydowskich straganów na rynku, ale nie wolno niszczyć żydowskich przedsiębiorstw«. Kardynał potępił przemoc, ale stwierdził, iż »faktem jest, że Żydzi walczą z Kościołem katolickim … stanowią awangardę bezbożnictwa, bolszewizmu i działań wywrotowych… Jest faktem, że Żydzi są defraudantami i lichwiarzami oraz uprawiają handel żywym towarem«[25].
W okresie okupacji Żydzi doświadczali okrucieństw nie tylko od przedstawicieli Rzeszy, o czym było głośno zwłaszcza po opublikowaniu książki Jana T. Grossa[26]. Anna Bikont nawiązywała do wydarzeń w Jedwabnem[27] oraz autorzy książki pt. „Powrót do Jedwabnego”[28]. Przywołano te pozycje książkowe, gdyż dotyczą jednego zdarzenia z 10 lipca 1941 r. Trzy wydania książkowe, trzy spojrzenia na zebrane dowody oraz różne interpretacje, na podstawie ujawnionych śladów. Lecz prawda o zdarzeniu jest jedna.
Morderców można znaleźć w każdej nacji – pisze Jacek Kuroń. „Mit ofiary i mit mordercy różni odległość od prawdy. Pierwszy ją deformuje, zagęszcza okrucieństwem w imię pamięci pomordowanych. Drugi ucieka od prawdy, przeinacza i przenicowuje, podpiera się mniejszymi mitami[29]. To prawda. Ocena ta ma także uzasadnienie np. w badaniach Chrostophera R. Browninga, także związanych z wojną i procesem motywowania funkcjonariuszy do popełniania zbrodni[30]. W badaniach historycznych obiektywizm i dociekliwość powinny pomagać w ustalaniu faktów; wykazywać braki; potwierdzać (zaprzeczać) ustaleniom innych. Tylko w ten sposób unikniemy dezinformacji i błędnych ocen. Jakże często emocje biorą górę nad logiką. Ale to temat do innych rozważań.
Żandarm, który współpracował z AK?
W monografii (Zagłada i walka) Ryszard Pajura pisze o żandarmie nadzorującym posterunek granatowej policji w gminie Wielopole Skrzyńskie. W części trzeciej publikacji pt. Wilhelma Jakiego polowanie na Żydów napisał: „Celem Jakiego było znalezienie Żydów, ale gdy mu się to udało, nie robił krzywdy ukrywającym ich gospodarzom. Sam czuł się Polakiem, uważał nawet, że w ten sposób chroni rodaków. Bo gdyby zamiast niego na trop kryjówek Żydów wpadli niemieccy żandarmi lub gestapo, nie mieliby litości dla nikogo”[31]. Można by powiedzieć, że nie on pierwszy i nie ostatni, w swoisty sposób usprawiedliwiał siebie i swoje postępowanie, które pozbawiało życia Żydów, niekiedy majątku, który przywłaszczał sobie. To zbrodnicze działanie służyć miało ochronie Polaków!
Można powiedzieć, że Wilhelm Jaki – w świetle ustaleń R. Pajury – miał argumenty, dla wykazywania się przychylnością do osób narodowości polskiej, realizując swoją zbrodniczą misję w odniesieniu do Żydów. Waga sprawy dyktuje potrzebę nieco szerszego nawiązania do tego zdarzenia.
Szef granatowej policji w Wielopolu (Bystroń) proponował W. Jakiemu ściągnięcie oddziału SS w celu spacyfikowania Małej, gdzie według informacji, które posiada, mieszkańcy ukrywają Żydów. Żandarm, Jaki znalazł inne rozwiązanie. Udał się do sklepu w Małej z innym funkcjonariuszem. Pytali o Żydów i osoby, które mogą ich ukrywać w swoich gospodarstwach. Obawa sklepikarza o los rodziny i majątku dała oczekiwany, przez Jakiego skutek. Mężczyzna załamał się – wskazał miejsce. Kiedy powrócili po kilku godzinach wieczorem, udali się prosto do stodoły, „gdzie z kryjówki wyciągają dziewięciu tłoczących się w niej Żydów. Prowadzą ich kilometr od zabudowań, na pole pomiędzy górnym folwarkiem a wsią. Tam ofiary mają się położyć twarzą do ziemi, po czym zostają zabite strzałem z pistoletu w tył głowy. Wilhelm Jaki nawet nie policzył, ilu wśród zabitych było kobiet, ilu mężczyzn, zauważył jednak, że nie było wśród nich małych dzieci.
Musiał jeszcze sporządzić raport dla żandarmerii w Dębicy, a gdyby w nim napisał, że znalazł Żydów w gospodarstwie, miałby kłopoty z powodu tego, że nie zabił ukrywających ich Polaków. Skłamał więc, że była to schwytana w lesie grupa rabunkowa, która nie chciała zdradzić miejsca ukrycia broni”[32].
Nie czas na oburzenie. Jest miejsce na refleksje, które poprzedzi nawiązanie do artykułu, który ukazał się w Aktualnościach DZH[33]. W artykule tym jest informacja o ustaleniach Antoniego Stańko, że do wywiadu AK wciągnięto policjantów granatowych z Dębicy (Banek, Choleryk), niemieckiego policjanta Jakiego w Wielopola oraz Polaków służących w policji kryminalnej[34]. Jeżeli ustalenia A. Stańko miały potwierdzenie w faktach, to …? Tym bardziej refleksja jest uzasadniona.
Autor artykułu ustalił, że policjant granatowy z Dębicy starszy przewodnik Józef Banek został zamordowany 25.05. 1944 r. w nieustalonym miejscu; dwóch innych funkcjonariuszy z Rzeszowa oraz ukraiński woźnica. Za zastrzelenie tych osób, doraźnie (27.05.1944), stosownie do zapowiadanego rygoru, Niemcy rozstrzelali 38 osób[35]. Z jakiego powodu A. Stańko dokumentujący historię AK zdarzenie to pomija? Poprzestaniemy na tym pytaniu, nie stawiając innych związanych ze śmiercią J. Banka współpracującego z wywiadem AK.
Drugi z wymienionych współpracujący z wywiadem dębickiego AK. Oskarżony Wilhelm Jaki został uznany za winnego popełnienia m.in. pięciu zbrodni z art. 1, pkt 1 dekretu z dnia 31.8.1944 r. Dz. URP. Nr 69 poz. 377/46, w ten sposób, że w okresie okupacji niemieckiej na terenie powiatu dębickiego, jako funkcjonariusz żandarmerii niemieckiej, idąc na rękę władzy państwa niemieckiego, brał udział w dokonywaniu zabójstw 18 osób spośród ludności cywilnej. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie na sesji wyjazdowej w Sądzie Powiatowym w Dębicy, wyrokiem z 19.12.1950 r. skazał go na karę śmierci. Decyzją Obywatela Prezydenta PRL z 27 lipca 1951 r. U. Kśm. 81/51 – kara śmierci została w drodze łaski zamieniona na karę dożywotniego więzienia[36]. W tym przypadku także należałoby poszukiwać odpowiedzi, z jakiego powodu zabrakło informacji na ten temat?
Powrót do zdarzeń. Z jakiego powodu?
Najprościej mówiąc, gdyż taka wyłania się potrzeba. Odpowiedź ta wymaga uzasadnienia, chociażby dlatego, że w okresie od 27 marca do 9 lipca 2025 r. w Aktualnościach DZH ukazało się pięć artykułów, nawiązujących do okoliczności zamordowania w 11 kwietnia 1943 r. rodziny Wójcików z Małej oraz uczniów Szkoły Mechanicznej w Dębicy.
Autor zakładał, że wykorzystując wiedzę kryminalistyczną, wynikami własnych badań uzupełni historię dębickiego Sokoła do nowe fakty związane z historią tego obiektu. Zrekonstruowane piórem Ryszarda Pajury, niemiecka prowokacja w Sokole i okoliczności jej towarzyszące, dały pozytywny impuls do działania. Co ustalił wspomniany autor? Przede wszystkim nieznane autorowi artykułu źródła. Ponieważ interesują nas na razie prowokacje w Soldatenheimie, krótkie nawiązanie do tych ustaleń.
Pierwsza kradzież broni dokonana została pod koniec marca przez uczniów szkoły mechanicznej: Adama Ciurkota, Zbigniewa Bartkowicza i Mieczysława Bochniewicza. Ten ostatni ustawił całą akcję. Dokonano kradzieży niemiecki karabin bez zamka. Gdy rozniosło się, że gestapo ich poszukuje, uciekli do Małej do Wójcików. Tam się schronili- noc może dwie. W nocy z 2 na 3 kwietnia 1943 r. gestapowcy, żandarmi, policjanci granatowi i żołnierze SS z Pustkowa otoczyli dom w celu aresztowania Wójcików[37]. Dwóm synom (Franciszkowi i Antoniemu) oraz Wojciechowi Wójcikowi podziemnym podkopem udało się uciec. Są bezpośrednimi świadkami. Kolejnym był Z. Bartkowicz, któremu udało się uciec podczas egzekucji 11 kwietnia 1943 r. Do ich relacji nawiązanie nastąpi później. Okoliczności tej kradzieży ustalał i opisał A. Stańko, co ma odzwierciedlenie w dokonanej analizie w treści artykułu, który opublikowany został wcześniej[38].
Przebieg drugiej kradzieży w świetle ustaleń R. Pajury był następujący: Tadeusz Tarnawski, Adam Ciurkot, Mieczysław Rudziński, Teofil Szewczyk, Zbigniew Bartkowicz oraz Mieczysław Bochniewicz (który pracował w budynku Sokoła) nocą zakradli się do budynku. Po otwarciu szafy z karabinami, z pokoju obok napadli na nich funkcjonariusze, gdyż to była przygotowana zasadzka. O zatrzymaniu na gorącym uczynku kradzieży pisał z kolei Władysław Strumski. Lecz w jego ustaleniach brak jest wzmianki o „udanej” kradzieży karabinu z budynku Sokoła pod koniec marca.
Ustalone przez W. Strumskiego okoliczności kradzieży, przy wykorzystaniu wiedzy kryminalistycznej poddane zostały wieloaspektowej analizie, jako pierwsza z przyjętych hipotez[39]. Poznaliśmy także treść jego zeznań, kiedy był przesłuchiwany w charakterze świadka. Jeszcze wcześniej treść art. „Zdrada”. Warto przypomnieć, iż pisze, że po broń w budynku Sokoła udali się: A. Ciurkot, T. Tarnawski i „Perełka” – czyli M. Bochniewicz[40]. Zatrzymani zostali na gorącym uczynku kradzieży.
Niezgodności pomiędzy ustaleniami W. Strumskiego a badaniami R. Pajury są istotne w zakresie liczby osób, które nocą zakradły się do Sokoła. Należy dokonać analizy źródeł ponownie. R. Pajura przyjmuje za Gabielem Brzękiem, że wymienione osoby przez niego, „w konspiracji tworzyli drużynę Armii Krajowej, do której przystąpił Bochniewicz, a którą dowodził Adam Ciurkot (PS. Lupa)”.[41] Ustalił również, że po zeznaniach Bochniewicza, zatrzymani zostają inni uczniowie szkoły mechanicznej: Mieczysław Michalik, Lucjan Piotrowski, Antoni Pocica, Stanisław Sujdak, Bronisława Michalik, Władysław Jaje i Karol Boroński[42].
Ponadto, wieczorem 11 kwietnia 1943 r. osiemnaście osób postawiono przed wykopanym grobem na cmentarzu żydowskim. W czasie egzekucji udało się uciec Z. Bartkowiczowi. Wszyscy rozstrzelani zostali pochowani we wspólnej mogile[43]. Ustalenie to można nazwać bardzo istotnym z punktu widzenia rozwoju zdarzeń. Musi podlegać sprawdzeniu, z uwagi na zeznanie złożone w śledztwie przez Antoniego Bartkowicza – ojca Zbigniewa. Niezależnie od tego, autor wszedł w posiadanie dokumentu, z którego wynika, że w mogile 53 partyzantów polskich rozstrzelanych w 1943 r. (dawny cmentarz parafialny) znajduje się 22 osoby hitlerowskiego terroru zamordowane 11.04.1943 r. Wspomniano o nim wcześniej.
Jeżeli przyjmiemy, że ustalenia R. Pajury są poprawne tzn. były dwie kradzieże broni (w tym jedna nieudana), błędem ze strony autora artykułu było pominięcie opisu okoliczności denuncjacji, jaki sporządzony został przez nieustaloną osobę (brak podpisu), a znajduje się w materiałach przesłanych do prokuratury, kiedy Związek Bojowników o Wolność i Demokrację złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez M. Bochniewicza. Zawiadomienie skutkowało wszczęciem śledztwa, z którego materiałów korzystać będziemy, już wkrótce.
Opis czynu denuncjacji (odpis)
Opis czynu denuncjacji dokonanej przez Mieczysława Bochniewicza[44], w wyniku którego rozszyfrowano przez Gestapo i rozstrzelano w Dębicy grupę członków organizacji zbrojnej, młodocianych uczniów i harcerzy w 1943 r.
Bochniewicz Mieczysław, będąc też uczniem Szkoły Mechanicznej w Dębicy od roku 1942, przyjaźnił się z innymi uczniami tej szkoły już członkami tajnej organizacji harcerskiej. Jako przedwojennemu dębickiemu harcerzowi zaufano i wprowadzono do tajemnic konspiracji. Już wtedy współpracował z Gestapo i był członkiem organizacji hitlerowskiej Hitlerjugend.
W celu rozeznania powiązań organizacyjnych, zaproponował zabranie z niemieckiego Domu Żołnierza (Soldatenheim) 1. niby porzuconego karabinu. Chłopcy mieli ułatwione zadanie, gdyż na strychu Soldatenheimu mieli swoją tajną kryjówkę, gdzie gromadzili broń. Zabrany karabin i parę zardzewiałych bagnetów, dostarczono do miejscowości Mała, dom rodziny Wójcików.
W kilka dni potem, za porozumieniem Gestapo, podłożono w Domu Żołnierza już więcej karabinów po które Bochniewicz zmobilizował już grupę chłopców pod bronią. Podłożone karabiny były bez zarzutów. Grupa w składzie: Bartkowicz Zbigniew, Szewczyk Teofil, Tarnawski Tadeusz, Rudziński Mieczysław, Ciurkot Adam, prowadzona przez Bochniewicza, została błyskawicznie otoczona i rozbrojona przez przeważające siły żandarmów niemieckich uzbrojonych nawet w broń maszynową. Bochniewicz zniknął za plecami swoich mocodawców hitlerowskich.
W tym samym okresie, po aresztowaniu tych harcerzy, błyskawicznie aresztowano w domach innych członków organizacji harcerskiej, adresy wiedział Bochniewicz. Z dużą grupą SS-manów i żandarmami zjawił się też w Małej, gdzie otoczono dom Wójcików, w którym zaskoczono całą rodzinę. Trzem synom Józefa Wójcika udało się zbiec w bieliźnie tajemnym wykopem. Resztę rodziny w ilości 6 osób, skuto i załadowano na samochody, dowożąc do tamtych uczniów już aresztowanych. Dom spalono, W czasie pożaru domu (wg relacji miejscowych i zbiegłych Wójcików – długo detonowała zgromadzona tam amunicja i zatkane pod dachem granaty.
Na śledztwie (żyje naoczny świadek – R. Olszewski) Bochniewicz występował w mundurze Hilterjugend, z opaska hackenkreutzu na ramieniu. Już jawnie świadczył przeciw aresztowanym i skutym parami uczniom i Wójcików.
W dniu 11 kwietnia o zmroku r. 1943 rozstrzelano z pistoletów maszynowych całą grupę w Dębicy na cmentarzu żydowskim. Bochniewicz ulotnił się z Dębicy, uciekając na zachód aż do NRF, gdzie ożenił się z Niemką o nazwisku Gestańda Keimel, a następnie ukrył się w USA, gdzie do chwili obecnej przebywa.
Dla pełnego obrazu zdrady i śmierci młodych Polaków, za sprawa konfidenta Bochniewicza, wyjaśnia się, że jeden spośród skazanych na rozstrzelanie (Bartkowicz Zbigniew), skuty z Bronisławą Wójcik za dłonie, zdołał wyszarpnąć rękę z kajdan i już z dołu wykopanego wyskoczyć i uciec. On to po powrocie w 1945 r. już po wyzwoleniu zdał pełną relację z haniebnej roli Bochniewicza w rozszyfrowaniu tajnej organizacji wojskowej w Szkole Mechanicznej w 1943 r.
Oryginał opisu denuncjacji (s.1.). Dokument w materiałach IPN BU 3695/453
Metodycznie do celu po raz wtóry
W badaniach historycznych ustalenie innego i na dodatek poprawnego przebiegu zdarzeń jest możliwe nawet po bardzo odległym czasie, od chwili ich zaistnienia. Przykładem jest dowiedzenie (po 112 latach), że Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Dębicy grunty pod utworzenie ogrodu (obecnie Park Sokoła) oraz budowę Sokolni, otrzymało od hrabiów Raczyńskich w 1910 r. Potwierdza to akt notarialny, który został odnaleziony w archiwach dzięki wykorzystaniu kryminalistycznych zasad poszukiwania oraz weryfikacji źródeł informacji. Według tej samej metodyki wykazano, że nie było możliwe zakończenie budowy budynku w roku 1912. Z prozaicznego powodu – braku środków[45]. Mówiąc krótko, zdarzenie takie nie mogło zaistnieć na tyle wcześniej, żeby wywołało opisywany przez różnych badaczy skutek[46].
Ustalenia te nie wszystkich historyków przekonują – czego dowodem jest umieszczenie na pamiątkowej tablicy na budynku Sokoła błędnej informacji, że budynek wybudowano w 1912 r. Tablicę ufundowało miasto w 2023 r. Fakt ten nie zniechęca autora do wykorzystania doświadczeń ze wspomnianych badań. Ta sama metodyka[47] zastosowana zostanie w badaniach zdarzeń, których skutkiem było rozstrzelanie w kwietniu 1943 roku rodziny Wójcików z Małej oraz kilkunastu uczniów dębickich szkół. CDN.
Podziękowanie
Dziękuję p. Annie Bania, Zofii Biernackiej, Marzenie Mordarskiej-Czuchra oraz p. Jackowi Dymitrowskiemu, Wojciechowi Mirusowi, Ryszardowi Pajurze, Romanowi Roztoczyńskiemu i Henrykowi Wójtowiczowi za cenne wskazówki kierunkując na informacje na temat badanej problematyki.
[1] Niemieckie Domy Żołnierza, https://pl.wikipedia.org/wiki/Niemiecki_Dom_Żołnierza, dostęp 15.08.2025.
[2] R. Pajura, Zagłada i walka. Druga wojna światowa w Dębicy i powiecie dębickim, Ag. Wyd. Agard Dębica 2022, s.336–339.
[3] Tamże, s. 337.
[4] Także, s. 339.
[5] UM w Dębicy, zał. do pisma z dnia 22.08.2025 r. ( KPI.1510.1.43.2025 r.).
[6] IPN Rz 191/101. Protokół przesłuchania W. Longosz z dnia 7.06.1946 r., s.17–18.
[7] Syn Jana i Marii zd. Wójcik. Odpis skróconego aktu zgonu 22/55, USC w Dębicy. Dokument ten stwierdza fakt, dlatego autor nie używa trybu przypuszczającego.
[8] Syn Józefa i Wiktorii zd. Rachwał. Odpis skróconego aktu zgonub141/48, USC w Dębicy.
[9] S. Pieprzny, Administracja bezpieczeństwa i porządku publicznego, Wyd. URz. Rzeszów 2012, s.13–21.
[10] Polska Wielka Księga Historii, pr. zb., Słowo wstępne prof. dr hab. A. Nowak, Firma Księgarska Olesiejuk, Ożarów Maz. 2016, s. 693.
[11] A. Zasieczny, Zdrajcy, donosiciele i konfidenci w okupowanej Polsce 1939–1945,BELLONA, Warszawa 2016, s.18
[12] Landkreis Debica, https://pl.wikipedia.org/wiki/Landkreis_Debica, dostęp 16.08.2025.
[13] A. Hempel, Policja granatowa w okupacyjnym systemie administracyjnym Generalnego Gubernatorstwa 1939–1945, Inst. Wyd. ZZ, Warszawa 1987, s.19.
[14] Policja granatowa w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945, red. T. Domański, E. Majcher-Ociesny, IPN Kielce-Warszawa 2019, s.9.
[15] A. Hempel, Policja granatowa…, wyd. cyt., s.19–20.
[16] IPN Rz 34/51, t.2. Wyrok w Imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z dnia 4 grudnia 1967, sygn. akt IV K.R. 171/67.
[17] Policja granatowa w Generalnym…, wyd. cyt., s.31.
[18] A. Hempel, Policja granatowa…, wyd. cyt., s.18.
[19] A. Zasieczny, Zdrajcy, donosiciele ….., wyd. cyt., s.18–19.
[20] Tamże, s.20.
[21] H. Zamojski, Polacy i Żydzi. Dzieje sąsiedztwa-dzieje waśni. Historia stosunków polsko-żydowskich, BELLONA, Warszawa 2012, s.73 i nast.
[22] Tamże, s. 80.
[23] R M Watt, Gorzka chwała. Polska i jej los 1918–1939, przeł. P. Amsterdamski, przedmowa N. Devis, AMF Warszawa, 2019, s.325.
[24] Tamże.
[25] Tamże, s. 326.
[26] J T Gross, Sąsiedzi, Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Wyd. Pogranicze, Sejny 2000.
[27] A. Binkot, My z Jedwabnego, Wyd. Prószyński i S‑ka, Warszawa 2004.
[28] W. Sumliński, T. Budzyński, E. Kurek, Powrót do Jedwabnego, WSR Warszawa 2019.
[29] A. Binkot, My z Jedwabnego… wyd. cyt., s.15.
[30] C R Browning, Zwykli ludzie. 101 Rezerwowy Batalion Policji i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce, przeł. P. Budkiewicz, Dom Wyd. REBIS, Poznań 2019.
[31] R. Pajura, Zagłada ……….., wyd. cyt., s.373.
[32] Tamże, s. 376.
[33] J. Swół, O prowokacji w dębickim Sokole – hipoteza druga, opublikowano 3.06.2025, https://zeszytydebickie.pl/2025/06/03/o‑prowokacji-w-debickim-sokole-hipoteza-druga/#_edn17.
[34] A. Stańko, Gdzie Karpat progi. Armia Krajowa w powiecie dębickim, wyd. II, Inst. Wyd. Pax, Warszawa 1990, s.124.
[35] IPN Rz 1/25 Dokumenty dot. rozstrzeliwań, wysiedleń, aresztowań i wywożenia do obozów koncentracyjnych i obozów pracy obywateli polskich przez okupacyjne władze niemieckie na terenie Rzeszowszczyzny 1946–47, s.16.
[36] IPN BU 1997/2 Taczka akt personalnych żołnierza: ppor. Jaki Wilhelm Jan, s. Jana ur.1911 r.
[37] R. Pajura, Zagłada …, wyd. cyt., s. 327–338.
[38] J. Swół, O prowokacji w dębickim Sokole – hipoteza druga, https://zeszytydebickie.pl/2025/06/03/o‑prowokacji-w-debickim-sokole-hipoteza-druga/ (opublikowano 3.06.2025)
[39] J. Swół, Po śladach zbrodni. Prowokacja w Sokole, https://zeszytydebickie.pl/2025/05/06/po-sladach-zbrodni-prowokacja-w-sokole/ (opublikowano 6.05.2025)
[40] J. Swół, Po śladach zbrodni. Zdrada, https://zeszytydebickie.pl/2025/04/10/po-sladach-zbrodni-zdrada/ (opublikowano 10.04.2025)
[41] R. Pajura, Zagłada …., wyd. cyt., s.339.
[42] Tamże. W przypisie nr 173 odwołanie do źródła: W. Strumski, Księga chwały powiatu dębickiego, cz. II, s. 20
[43] Tamże, s. 349.
[44] Odpis z oryginału. Źródło: Materiały IPN BU 3695/453.
[45] J. Swół, Sokolim szlakiem, Dębica 2022, s.176–181, Biblioteczka | Dębickie Zeszyty Historyczne , dostęp 8.09.2025.
[46] J. Swół, K. Zalewska, Krótka historia powstania ogrodu i budynku „Sokoła”, Rocznik Muzeum Regionalnego w Dębicy Tom V, Muz. Reg., Dębica 2021, s. 121.
[47] Zob. rozdział VI Metodycznie do celu [w:] J. Swół, Dębicki Sokół, cz. I, s.177–193, Biblioteczka | Dębickie Zeszyty Historyczne , dostęp 8.09.2025.


